SCENA IV

Poprzedzający, Gabrjela, p. c., Szambelanic, później Maurycy.

GABRJELA

wchodząc z lewej strony

Polu, możebyś się teraz pofatygowała do mamy.

POLA

Już można?

GABRJELA

Obudziła się i prosi cię.

Bierze Polę pod rękę.

SZAMBELANIC

wchodzi z prawej strony

Jest tu sąsiad? spostrzega Polę a! witam pannę Paulinę. ściska jej rękę, ona mu oddaje niski dyg Powiem państwu pocieszną nowinę: zgadnijcie też, kogo będziemy mieli dziś na obiedzie?... ani by wam przez myśl przeszło.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

zainteresowany

No, no, no?

SZAMBELANIC

Głupstwo, ale mnie irytuje... Co to jednak znaczy forma w życiu towarzyskiem... Są tacy, co się z tego śmieją, tymczasem ja powiadam, że gdybyśmy odrzucili formy, obcowanie z ludźmi stałoby się istną torturą.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

spoglądając na Polę

To, co ja zawsze powiadam.

SZAMBELANIC

Bo o cóż nam chodzi?... o to, żeby człowiek z którym okoliczności każą nam żyć, był gładkim i nie raził nas obejściem nieprzyzwoitem.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

do Poli

Voyez-vous!

SZAMBELANIC

Gdy tego nie znajduję, no to padam do nóg.

GABRJELA

Do kogoż ojciec to stosuje?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale! więc któż to się zaprosił na obiad?

SZAMBELANIC

Nasz nowy sąsiad, pan.. pan... jakże mu tam... z Zagrajewic...

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Strasz! do siebie Powiedziałem, że się tu wśrubuje.

GABRJELA

Aha! do Poli Chodźmy.

POLA

żartobliwym tonem

Widzisz, więc będziesz go miała.

Wychodzą na lewo.

SZAMBELANIC

Bo to niby mała rzecz... sąsiad.. znalazł się na polowaniu... no, i przyjeżdża... ale jak to charakteryzuje człowieka... nie zarekomendowawszy się złożeniem wizyty, nie dawszy się poznać, bo istotnie nie wiemy co za jeden... i tak sobie bez ceremonji.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Jak do oberży!... Ale skądże szambelan wie... czy już jest?

Idzie do okna.

SZAMBELANIC

Podobno jedzie, dowiedziałem się przypadkiem od służby. Pytam się, gdzie jest pan Kotwicz... hrabia... czy już wrócił z lasu... powiadają mi, że został na śniadaniu na leśniczówce wraz z panem Straszem, i że obaj mają przyjechać. Hrabiątko głupieje na starość, słowo uczciwości.

Rzuca się na kanapę.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

A niech mi daruje... bo, proszę szambelana, nie chodzi o tę łyżkę rosołu... patrzy przez okno Ot, już przyjechali!... ale nie.. to chyba ktoś inny... jakaś bryczka... ale wygląda na najętą furmankę... stoi przed oficyną.. wyjmuje z niej jakieś zawiniątko czy papiery.

SZAMBELANIC

n. s.

Sekwestrator albo woźny... głośno Bodaj to w mieście, tam jestem przynajmniej panem swojej woli. nic mnie nie obowiązuje do przestawania z kimś dla tego, że sąsiaduje ze mną przez ścianę, a tu!... lada jakiś tam obieżyświat pod pozorem sąsiedztwa chce być ze mną w zażyłości... i to trzeba przyjmować grzecznie, całować się z tem z dubeltówki, i jeszcze być wdzięcznym za zaszczyt, bo to jest!

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale po cóż znowu robić sobie subjekcję.

SZAMBELANIC

Jeżeli ktoś jest nieprzyzwoitym, to mnie nie upoważnia do naśladowania go... od tego właśnie są formy.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Oui, c’est vrai bon ton.

SZAMBELANIC

do Maurycego, który wchodzi z papierami

Cóż to tam nowego? biorąc już jak zobaczę papier ze stęplem, to mnie dreszcze biorą.. czyta; marszcząc brwi nakaz komornika?

MAURYCY

Tak, niestety.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

przechadzając się, n. s.

Ten człowiek będzie mi psuł krew... przewiduję to

SZAMBELANIC

przejrzawszy

Więc cóż? niech zostawi i jedzie sobie z panem Bogiem.

MAURYCY

Ojciec chyba nie przeczytał uważnie.

SZAMBELANIC

Dajże mi pokój... możesz mnie sam objaśnić, jeżeli wiesz.

MAURYCY

Chce zaraz robić zajęcie.

SZAMBELANIC

oburzony

Serio?

MAURYCY

Utrzymuje, że wyrok stał się prawomocnym... wszystkie terminy już upłynęły.

SZAMBELANIC

p. c.

Nie dopilnowało się... djabli nadali.. można było odwłóczyć Bóg wie jak długo... p. c. Ano, wiesz ty, nie ma innej rady, tylko powiedzieć otwarcie Dzieńdzierzyńskiemu, on da na to.

MAURYCY

Za nic w świecie!

SZAMBELANIC

O, tylko nie dziwacz z temi skrupułami... jak gdyby ludzie nie pożyczali... od czegoż kredyt?

MAURYCY

Gdzież fundusz na oddanie, jeżeli się od niego weźmie?

SZAMBELANIC

Alboż nie mam Czarnoskały... z uśmiechem, znacząco zresztą, to już ty znajdziesz.

MAURYCY

Ojcze!

SZAMBELANIC

zniecierpliwiony

Więc cóż zrobić? zabawny jesteś... dopuścić do zajęcia... kompromitować się publicznie!

MAURYCY

Czyż lepiej nadużyć zaufania...

SZAMBELANIC

surowo

Maurycy, zapominasz się.

MAURYCY

całując go w rękę

Niech ojciec tego zaniecha.

SZAMBELANIC

wstając

No, to znajdźże inne lekarstwo... gdzie Władysław? idźcie oba i traktujcie z tym jegomością... może zyskacie zwłokę... jedyny sposób: wsadzić mu co w łapę... p. c. No, idź, idź... nie ma co! Maurycy po chwili wahania się wychodzi Szarańcza, słowo uczciwości.

Chodzi.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

n. s. chodząc

Że też to nikt się nie pyta, do czego go pan Bóg stworzył, tylko byle się piąć!... głupota ludzka

SZAMBELANIC

n. s.

Ale co to na nich rachować... wiem, że nic nie zrobią... nie ma innego środka, tylko do tego się udać. p. c. głośno Głupie czasy, mój sąsiedzie.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

No?

SZAMBELANIC

A z temi interesami. Dawniej między nami była jakaś solidarność, o kredyt nikt się nie kłopotał; dziś w nagłym razie trzeba się udawać do żydów... dla tego to stare rody upadają.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Istotnie, że teraz nie ma już tego zaufania.

SZAMBELANIC

Właśnie.. ale dla czego?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Widać dla tego, że dawniej oddawano et á présent on ne veut pas.

SZAMBELANIC

Mówię o tych, co oddają, a przynajmniej chcą oddać, a że nie mogą.. no, to inna kwestja.. to bywa chwilowo. W każdym razie, gdzież lepsza pewność jak na wielkich majątkach, chociażby nawet obdłużonych.. zawsze tam miejsca jeszcze wystarczy... tymczasem, prędzej znajdzie kredyt jakiś tam dorobkowicz na lichej wiosczynie, niż pan milionowych dóbr... i jakże tu egzystować.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

To ja powiem szambelanowi przyczynę. Jak z dwóch rybek jednę wpuścić do małej sadzaweczki, a drugą do wielkiego jeziora, to tę pierwszą zawsze łatwo dostać, ale drugą... niekoniecznie... choć ona tam pewna, najpewniejsza... chybaby spuścić jezioro, a to grubo kosztuje. Nieprawdaż?

SZAMBELANIC

No to tylko sobie bajeczka. n. s. Dowcipniś.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

po chwili wahania się

Czy szambelan... masz jakie kłopoty?

SZAMBELANIC

żywo

Mój sąsiedzie, któż jest bez nich... Czarnoskała to jest majątek od lat kilkuset pozostający w naszym rodzie... do Łechcińskiej, która wchodzi głębią Czego mi się tu kręcić?...

ŁECHCIŃSKA

Myślałam, że tu jest panna Gabrjela.

SZAMBELANIC

półgłosem

Podsłuchiwać... ploteczki znosić...

ŁECHCIŃSKA

z niewinną miną

Ja! do siebie, idąc ku drzwiom z lewej strony Musi być coś, kiedy się boi podsłuchania.

SZAMBELANIC

do Dzieńdzierzyńskiego

Może sąsiad pozwolisz do mnie na cygarko...

Bierze go pod rękę.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Bon!

Wychodzą na prawo.