SCENA I
ŁECHCIŃSKA
przy kanapie upina ślubną suknię, Zuzia pomaga jej Kotwicz, Chłopcy wnoszą cukry i torty, a dwóch ogromną piramidę.
KOTWICZ
Ostrożnie chłopcy, bójcie się Boga, żeby się co nie uszkodziło... do Łechcińskiej i Zuzi Przypatrzcie się.
ZUZIA
zachwycona
Co za śliczny pałac!
ŁECHCIŃSKA
Widziałam ładniejsze.
Kotwicz z chłopcami wychodzi na prawo.
ZUZIA
I to jest do jedzenia?
ŁECHCIŃSKA
A do czegożeś myślała.
ZUZIA
Żeby mi kto dał tego choć na skosztowanie.
ŁECHCIŃSKA
ironicznie
Coś panna nabrała smaku do dobrych rzeczy, dawniej tego nie bywało... któż cię to nauczył? n. s. Obrzydliwi ci mężczyźni, jak matkę kocham.
ZUZIA
n. s.
Jak mnie znowu zacznie zaczepiać, to muszę się przymówić.
KOTWICZ
wraca z chłopcami, którzy stają rzędem czekając
No, czegoż jeszcze? możecie iść.
1. CHŁOPIEC
Spodziewaliśmy się na piwo.
KOTWICZ
Fe, wstydź się. Jesteś młody, zdrów, masz przed sobą całą przyszłość i już wyciągasz rękę. To nie ładnie... Widzisz, zawstydziłeś się... ucz się chłopcze ambicji zawczasu, żebyś na starość nie został eksploatatorem cudzych kieszeni.. pracować, pracować..
2. CHŁOPIEC
No jużci, należałoby nam się... darmo nie żądamy.
KOTWICZ
wypychając ich
Za roznoszenie jesteście płatni przez pryncypała, więc nie macie nic do żądania.. wynoście się... do 2 chłopca z ciebie już nic dobrego nie będzie, przepowiadam ci... wraca od drzwi; do Łechcińskiej W jednem pokazał rozum nasz pan młody, to jest, że spuścił się na mój gust w urządzeniu cukrowej kolacji... jaki wynalazłem tokaj, to dosyć powąchać butelkę, a szampeter, świeżuteńka marka, jeszcze prawie nie znana w Warszawie.
ŁECHCIŃSKA
ironicznie
Hrabia jest w swoim żywiole.
ZUZIA
do Kotwicza
A nas pan nie poczęstuje cukierkami?
KOTWICZ
O! jeszcze ja cię będę pasł słodyczami.. nie masz na to swojego adonisa?
ZUZIA
Co to jest adonis?
KOTWICZ
No, kochanek.
ZUZIA
figlarnie
A któż to taki ma być?
KOTWICZ
Twój Michał.
ZUZIA
Piu! co mi za!... trafił pan jak kulą w płot.
KOTWICZ
Idziesz przecie za niego.
ZUZIA
Tak sobie na męża to ulizie, ale na kochanka.. Boże!
KOTWICZ
Ale fe! Zuzia zaczyna być dowcipną.
ZUZIA
Kazali to i idę, zawsze lepiej niż tak zostać... za jakim takim chłopem, to tak samo jak za płotem... bezpiecznej.
ŁECHCIŃSKA
n. s
Jak matkę kocham zkąd ona ma taki rozum.
KOTWICZ
Niby, że jest parawan... brawo, Zuzieczko, brawo!... ale widać, że ci się gust zmienił w Warszawie, bo dawniej Miszel podobał ci się.
ŁECHCIŃSKA
zniecierpliwiona
Nie psuj jej też hrabia w głowie, do czego to podobne... do Zuzi Idźno do magazynu i dowiedz się, czy zarzutka już gotowa. Zuzia idzie tylko czy ty trafisz?
ZUZIA
O la Boga!
Wybiega głębią.
KOTWICZ
patrząc za nią
Jak się to wytresowało w krótkim czasie, to nie do uwierzenia.. p c. uważała pani Łechcińska, z jakim to ona akcentem powiedziała, że kazali jej.
ŁECHCIŃSKA
No to cóż?
KOTWICZ
Oczywiścia stosowała to do Strasza... fines dziewczyna.
ŁECHCIŃSKA
Nie wmawiajcie też w nią nie stworzonych rzeczy, bo jej się do reszty w głowie przewróci. Wielkie historje, że pan młody wyposaża pokojówkę żony i wydaje ją za swojego fagasa.
KOTWICZ
Którego umyślnie dla tego odmówił Dzieńdzierzyńskiemu.
ŁECHCIŃSKA
A choćby i tak było, myśli hrabia że się tego zlękniemy? oj, oj! dla nas to jeszcze lepiej. Nie ma jak tacy na mężów.. będzie pantofel.
KOTWICZ
Ale fe!
ŁECHCIŃSKA
Jak matkę kocham, święta prawda. Jak tylko ma co na sumieniu, to prochy zmiata przed żoną i daje jej wolność robienia co się podoba.
KOTWICZ
Więc jakże pani Łechcińska wróży temu małżeństwu?
ŁECHCIŃSKA
Zuzi z Michałkiem?
KOTWICZ
E, to już ma swoje przeznaczenie. Mówię o naszej młodej parze... co też to z tego wyniknie?
ŁECHCIŃSKA
Co ma wyniknąć... to co we wszystkich małżeństwach.
KOTWICZ
Piekło.
ŁECHCIŃSKA
Tego piekła nikt się nie boi i każdy do niego lezie.
KOTWICZ
Szczególniej kobiety.
ŁECHCIŃSKA
Cóż mają robić? my, bo jesteśmy prawdziwe ofiary... każda czeka czyjego zmiłowania, to już świat taki. Mężczyzna stary kawaler, to sobie pan, słowo daję... każdy o nim powiada: nie ożenił się, bo mu się tak spodobało... a o starej pannie jak? siedzi, bo jej nikt nie chciał. I co się tu dziwić kobiecie, że gotowa nawet na piekło, byle być w niem panią.
KOTWICZ
lekko
Już pani świata nie przerobisz... p. c. A jakże się pani Łechcińskiej zdaje, kochają się oni, czy nie?
ŁECHCIŃSKA
A to po co? żeby później łzy wylewać?.. gdzież to hrabia widział, żeby z kochania było co dobrego?
KOTWICZ
Ale fe!
ŁECHCIŃSKA
Mężczyźni nie warci żeby się do nich rozpływać; każdy żeby się zaklinał świętemi słowami że kocha, to mu nie można wierzyć. Póki sięga, to przysięga.. a później lata za innemi, a ty, żono, wstydź się przed ludźmi, udawaj że o to nie dbasz, żeby się nie wyśmiewali z pokrzywdzonej. Nie lepiej to od razu powiedzieć sobie, że mi to wszystko jedno? Nasza panna Gabrjela ma święty rozum, jak matkę kocham... niech tam mąż będzie sobie jaki chce, dosyć że ona będzie panią całą gębą... to jest grunt.. a to, co hrabia mówi o tem... tam... niby o Zuzi... o, Jezus! i owszem!... to jest klucz do jego kasy.
KOTWICZ
A jak go nie puści z rąk?
ŁECHCIŃSKA
Co!... to już nasza rzecz. Mój hrabio, każda z nas sprzedałaby was wszystkich mężczyzn dziesięć razy... my słyszemy jak trawa rośnie. On to robi niby w sekrecie, tymczasem i panna wie, i starsza pani wie, ale patrzą przez szpary... o, tak przykłada palce do oczu właśnie dla tego! I jak będzie na to czas, to ta sprawa przyjdzie na stół, nie bój się hrabia...
KOTWICZ
Więc pani Łechcińska powiada, że ona weźmie górę?
ŁECHCIŃSKA
Nie mam o nią kłopotu.
KOTWICZ
A ja, co prawda o niego.
ŁECHCIŃSKA
O, bo hrabia trzyma teraz z nim.. taki przyjaciel... ja wiem, ty a ty... ale zobaczymy... A dla czegoż to on, teraz już tak się absztyfikuje, myśli gotów zgadywać, przecie nie z czułości, bo któżby patrząc na nich domyślił się, że to już dziś ich ślub?... tylko na złodzieju czapka gore... to za to, co się dzieje na boku.
KOTWICZ
Co on sobie z tego robi!
ŁECHCIŃSKA
Mój hrabio, jeżeli tak, to i na to mamy radę: jedno na boku, to i drugie potrafi... jak Kuba Bogu tak Kubie Bóg... po chwili Ciekawa też jestem, jaką minę będzie miał na ślubie pan Władysław...
KOTWICZ
Czy myślisz pani że będzie mdlał? przecież to mężczyzna.
ŁECHCIŃSKA
No, no, nie chwalcie się tą swoją tęgością. A jak on to teraz wygląda, jak inny... schudł, wyłysiał...
KOTWICZ
Cóż dziwnego, tyfus.
ŁECHCIŃSKA
Tyfus... ale z czego?... Jezus! jaki on też był w niej zadurzony... chociaż, żeby miał rozum, to właśnie teraz niebo mu się otwiera... bo coby to było gdyby się byli pobrali... bieda, lament, i kochaj że się tu w takich okolicznościach. Tym czasem tak... jedwabne życie, jak matkę kocham ciszej jak ona zawsze go lubi! dziś już z kilka razy się dopytywała, czy nie przyjechał.
KOTWICZ
Ja w moich młodych latach kochałem się na zabój w sąsiadeczce prześlicznej, ale gołej... i ona za mną szalała... Ale wie pani Łechcińska, daję słowo honoru, nie przeszło nam przez myśl małżeństwo.
ŁECHCIŃSKA
Pewno hrabia już wtenczas ostatkami gonił.
KOTWICZ
Sam jej wynalazłem męża.
ŁECHCIŃSKA
Żeby się kochać z czystem sumieniem... rozumiem... Ale musiał hrabia dopiero dobrać safandułę.
KOTWICZ
Całe życie była mi wdzięczną.
ŁECHCIŃSKA
Co! kto chce, to się tak urządzi na świecie jak w raju... tylko trzeba mieć rozum. Najgorsze to czulenie się, to nic nie warto, jak matkę kocham... p. c. Zapewne tylko go patrzeć, bo przecie wypada żeby był drużbą... Nie uwierzy hrabia, jak jestem ciekawą.