SCENA I

Zuzia, Michałek stoją przed drzwiami domku. Michałek pije z dzbanka.

MICHAŁEK

oddawszy dzbanek

No, Bóg zapłać, to i dziad więcej nie powie. Otarłszy usta. A teraz do widzenia.

ZUZIA

Gdzież się tak spieszysz?

MICHAŁEK

Muszę iść, bo stary się tam skręci bezemnie... Słychać zdala parę chrapliwych zadęć trąbki. O! słyszysz? rozumiesz ty to? to się znaczy, że mieliśmy się strąbić. Ale nie myśl, żeby to było takie strąbienie, jak np. arakiem... broń Boże! to się znaczy, że on trąbi na mnie i powiada: naśladując trąbkę Miszel! chodź sam tu! a ja mu powinienem odtrąbić: tak samo Idę! idę! idę!

Dobywa z torby fajeczkę i nakłada.

ZUZIA

To idźże już sobie, kiedy ci tak pilno...

Odnosi dzbanek i wraca po chwili z koszykiem.

MICHAŁEK

który przez ten czas zapalił fajeczkę.

A ty dokąd z tym koszykiem?

ZUZIA

Na rydze. Ty sobie, ja sobie.

MICHAŁEK

Hola, czekajno... niewiem, czy to dla ciebie bezpiecznie.

ZUZIA

A to dla czego?

MICHAŁEK

Dla tego, że ja tu dopiero co spotkałem kogoś.

ZUZIA

Cóż dziwnego? wszakże dziś polują.

MICHAŁEK

Polują, polują... ja wiem! ten też poluje, ale mnie się to polowanie nie bardzo podoba.

ZUZIA

O, nie pleć.

MICHAŁEK

Widzisz, zrozumiałaś mnie, boś raki spiekła.

ZUZIA

Co ci się śni, nawet niewiem o kim mówisz.

MICHAŁEK

Nie wiesz? doprawdy? patrząc jej w oczy A wasz panicz, pan Maurycy? hę? spojrzyj mi w oczy... wskazując palcem he, he, he... a widzisz!

ZUZIA

No to cóż, że czasem do nas zajrzy? przecie moja nieboszka matka go wypiastowała.

MICHAŁEK

Hm! wiem, wiem... ale słuchajno, już kiedy tak, to żeby przynajmniej znał się na rzeczy i pamiętał o tobie... toby było pół biedy.

ZUZIA

Jakto?

MICHAŁEK

Ano żeby było przecie czem zacząć, jak się pobierzemy.

ZUZIA

Hm, toś ty taki? nie chodzi ci o mnie, tylko o pieniądze?

MICHAŁEK

Każdemu o to powinno chodzić. Nie myśl, żebym ja cię miał namawiać na jakie złe rzeczy, boć to przecie byłoby na moją skórę... ale widzisz, kto ma rozum, to drze łyka kiedy się da.

ZUZIA

Ej, żebyś czasem nie żałował, jeżeli to mówisz naprawdę.

MICHAŁEK

n. s.

Udaje że się gniewa, ale dobrze, że jej powiedziałem: niech wiedzą żem ja nie ślepy... może człowiekowi co z tego kapnie... słychać trąbkę; głośno Masz! znowu trąbi... trza lecieć... do widzenia.

Odchodzi na prawo.