SCENA II

Zuzia, po chwili Kotwicz, później Łechcińska.

ZUZIA

sama; po chwili zastanowienia

A to!.. czy on na prawdę mówi, czy tylko tak, żeby się czego dowiedzieć.. Co by mi nawet przez myśl nie przeszło, to on mnie sam uczy... p. c. Niech on jeno sobie ztego żarcików nie robi, bo jeszcze kiedy mu to na złe wyjdzie...

Wchodzi na chwilę do domku.

KOTWICZ

Wchodzi z prawej strony, rozglądając się.

Tu jest, tu go niema... Że też ja ich nie mogę nigdy zdybać razem, a wiem, że myszkuje. Sekreta przedemną... co mu się stało... Bardzobym chciał mieć czarne na białem. spostrzegłszy Zuzię, która wyszła zarzucając chusteczkę na głowę O! jest jedno... pewno i drugie niedaleko, pod umówionym jaworem. zastępując jej Gdzież to rybcia idzie? hę?

ZUZIA

Na spacer.

KOTWICZ

Ale fe! tak na pojedynkę, czy ma się z kim zejść?

ZUZIA

Co panu po tej ciekawości.

KOTWICZ

grożąc żartobliwie

Rybciu! Zatrzymując ją. Muszę się dowiedzieć.

ZUZIA

wydarłszy mu się

O! tyle!

Pokazuje mu figę i wybiega.

KOTWICZ

Ta figa daje bardzo wiele do myślenia.

ŁECHCIŃSKA

która weszła przed chwilą

Ha, ha, ha!

KOTWICZ

n. s.

A ta tu co robi?

ŁECHCIŃSKA

Pan hrabia! ha, ha, ha! nie w kniei, tylko na leśniczówce... a to ładnie, słowo daję... zamiast strzelać sarny w lesie, to się tu kręci koło sarny na dwóch nóżkach.

KOTWICZ

Co kręci, kręci... niewiedzieć co!

ŁECHCIŃSKA

Jakto, nie widziałam na własne oczy? zaraz wszystkim opowiem... komu to tu świat durzyć, jak matkę kocham!.. okropność.

KOTWICZ

Ale daję słowo honoru.

ŁECHCIŃSKA

A! więc hrabia chyba komu innemu robił interesa... to już prędzej ujdzie... n. s no, jestem w domu.

KOTWICZ

chodząc, kwaśno

Teraz mnie faktorem robią.

ŁECHCIŃSKA

Tego nie powiedziałam... do chłopca, który wnosi dwa spore koszyki i niewie co z niemi robić. No, czegoż tu stoisz, zanieś do izby... do Kotwicza śniadanie dla myśliwych... poufnie ale to tylko dyplomacja, bo inaczej niemiałabym z czem się zamówić.

KOTWICZ

Po co?

ŁECHCIŃSKA

Po co? nikt by nie zgadł... oto po prostu poto, żeby pilnować hrabiego.

KOTWICZ

Mnie?

ŁECHCIŃSKA

Nie inaczej, jak matkę kocham... bo hrabia taki ciężki do wszystkiego, że niech Bóg broni... może już i zapomniał, że pani sobie życzyła, aby po polowaniu przyjechali wszyscy do pałacu na obiad.

KOTWICZ

No tak, wspominała mi kuzynka. Więc cóż?

ŁECHCIŃSKA

A Strasz jest?

KOTWICZ

Jaka straż?

ŁECHCIŃSKA

O! już koncepta... Strasz, ten młody co się to teraz sprowadził do Zagrajewic, bo to o niego przedewszystkiem chodzi.

KOTWICZ

Ale fe! cóż to nowego się święci?

ŁECHCIŃSKA

Najprzód, czy jest? bo jeżeli go niemasz, to to wszystko niepotrzebne.

KOTWICZ

Ale jest, jest, i to nawet mnie zdziwiło... zkąd się wziął nie proszony? nikt go nie zna.

ŁECHCIŃSKA

tajemniczo

Właśnie że proszony.

KOTWICZ

Przez kogo?

ŁECHCIŃSKA

Wystaw sobie hrabia, to cała historja. Pani na bilecie wizytowym męża napisała parę słów ołówkiem, i postarałyśmy się, że mu zaniesiono dziś raniutko, niby to z polowania.

KOTWICZ

Ale fe!

ŁECHCIŃSKA

Jak matkę kocham! I jakże on wygląda? przyzwoicie?

KOTWICZ

Fagas... za kamerdynera bym go nie przyjął.

ŁECHCIŃSKA

E, hrabiego to niema się co pytać, bo taki arystokrata, jak niewiem co.

KOTWICZ

Szewcem dzięki Bogu się nie urodziłem.

ŁECHCIŃSKA

Co tam, jaki jest taki jest, dosyć że ma pieniąchy.

KOTWICZ

I grube, ani słowa! po prostu miljoner. p. c. z goryczą Dostało się w ładne ręce... mój Boże! Zagrajewice, taka pańska rezydencja.. gniazdo Zagrajewskich... to był dom, jakich dziś już niema. Jakeśmy się tam bawili! goście prawie nie wyjeżdżali... szampan lał się strumieniami.

ŁECHCIŃSKA

z admiracją

Jak matkę kocham, to były czasy!

KOTWICZ

Zwykle po takich bachandrjach zjeżdżano do mnie na barszczyk, z którego słynął mój kucharz. Prawda, że te barszczyki kosztowały mię tyle, że łajdak Wucherstein zlicytował mi Bębnówkę i zabrał jak swoją.

ŁECHCIŃSKA

A! to tak?... ale hrabia miał jeszcze i drugą jakąś wioskę.

KOTWICZ

Lipowiec? mam tu po nim pamiątkę. Otwiera cienki pugilaresik, do którego Łechcińska ciekawie zagląda. Przegrałem go na tę samą dwójkę pikową.

ŁECHCIŃSKA

Jezus! no i cóż?

KOTWICZ

A no, nic... oddałem w dwadzieścia cztery godzin... dług honorowy, trudno! p. c. no, ale się przynajmniej żyło i użyło po pańsku... a teraz!... pierwszy lepszy cham, prosty wyrobnik jakiś z pod płotu... chodzi zasmolony, przy fartuchu... będzie kamienie tłukł przy drodze... później, jest! wypływa na wierzch.. krezus!... I niechże taki potrafi dom prowadzić!...

ŁECHCIŃSKA

Chyba, że go panowie nauczą, bo to tak wszystko idzie w kółko... o! pokazuje palcem taki tam jakiś skoro się do chrapie grosza, to nie ma spokoju póki się nie wprosi do koligacji z jakim prawdziwie pańskim domem, i te miliony znowu wracają tam, skąd je wyciśnięto.

KOTWICZ

Żeby to!

ŁECHCIŃSKA

Niech mówią co chcą, pan panem zawsze będzie. Naprzykład hrabia stracił taki majątek, ale jak był tak jest hrabią, a to jest kapitał, i jaki! nie jedna majętna osoba na wydaniu, chętnieby oddała wszystko, żeby być hrabiną. Ja sama powiadam, że gdybym tak wygrała wielki los na loterji, albo gdyby mi dopisały jedne duże pieniądze — co jeszcze sekret — toby się hrabia musiał zaraz żenić ze mną, jak matkę kocham!

KOTWICZ

Ale fe! tak zaraz? na poczekaniu?

ŁECHCIŃSKA

Byłabym hrabiną... do siebie Jezus! dopierobym nosa zadzierała! ciekawa rzecz, jaką minę zrobiłaby na to stara szambelanicowa. do Kotwicza z przymileniem. Ożeniłby się hrabia ze mną, gdybym miała pieniądze? co?

KOTWICZ

p. c. przyjrzawszy jej się, pół żartem

Chyba bardzo grube.

ŁECHCIŃSKA

A co! jeszczeby grymasił, jak matkę kocham... nie powiedziałam? zaraz chce się krociów... dobre i coś.. zawsze byłby swój kąt, cóżby przyszło robić, gdyby zabrakło cudzych? przecie hrabiemu nie wypada się zaprzągać do podłej pracy, jak jakiemu pierwszemu lepszemu. To tak, jak gdyby np. naszemu państwu kazać być czem... Jezus! taka wielka familja, od książąt, hrabiów, nawet od królów podobno... Czy to prawda, że Czarnoskalscy pochodzą od królów?

KOTWICZ

zniechcenia

Właściwie, to tylko ta linja, do której ja się liczę, hrabiowska, Dahlbergów, jest skuzynowaną przez Stuartów z większą częścią domów panujących... a młodsza, z której pochodzi szambelanic.. ph! niby przez Poniatowskich... ale.. w każdym razie, to już tylko... dobra szlachta... więcej nic...

ŁECHCIŃSKA

No, to i to nie bagatela! Poniatowscy... i niechżeby im przyszło co robić, pracować na życie, Jezus! oni tak przyzwyczajeni do państwa, do wszelkich wygód, czyżby to mogli przenieść? chociaż nasza pani, to święta, anielska kobieta! pełna rezygnacji, a co za matka! nie ma ofiary, którejby nie była gotową zrobić dla dzieci... bo czyż to nie prawdziwa ofiara, pozwolić panu Maurycemu żenić się z córką takiego Dzieńdzierzyńskiego? zkądże to wyszło? jakiś kupiec!

KOTWICZ

z gorzką ironją

Także miljoner... p. c. zniechcenia Te pieniądze o których pani Łechcińska wspomniała, to pewno po referendarzu.

ŁECHCIŃSKA

Być może... nie wiem.

KOTWICZ

machnąwszy ręką

Na księżycu.

ŁECHCIŃSKA

O, bardzo przepraszam, nie na księżycu... Ah! gdyby był referendarz jeszcze trochę pożył, inaczejbym śpiewała... byłby się ożenił ze mną, jak amen w pacierzu... ale i tak mi zapisał. Zapierają mi szachrują, przekupują w sądach, ale wydobedę! wydobędę! choćby mi przyszło nie wiem co...

KOTWICZ

I dużo to tego?

ŁECHCIŃSKA

n. s.

Pokaże się w swoim czasie... ah! jaki hrabia ciekawy... Jezus! żebym ja go też złapała. głośno Ale my tu gadu gadu, a nic o interesie. Niechże hrabia się postara tego Strasza sprowadzić dziś do nas koniecznie... trzeba to zrobić dla pani...

KOTWICZ

z godnością

Dla czegoż kuzynka nie raczyła wtajemniczyć mnie w powody?

ŁECHCIŃSKA

Dla czego, dla czego... wszystko opowiem szczegółowo, tylko siadajmy, bo mi nogi ścierpły... siadają na ławeczce po prawej Otóż, widzi hrabia, rzecz się ma tak... tuż za nimi pada strzał, Łechcińska z wielkim krzykiem rzuca się Kotwiczowi na szyję; on podobnież drgnąwszy, chwyta ją w pół Jezus! jakżem się przelękła... spuszczając oczy i odejmując ręce Przepraszam hrabiego... nie wiedziałam, co się ze mną dzieje...

KOTWICZ

nie puszczając jej

Ale fe! taka nieostrzelana?.. n. s. One jednak wszystkie mają w sobie coś te kobiety...

Pada drugi strzał i zaraz po nim śmiech; oboje z krzykiem padają sobie w objęcia.

ŁECHCIŃSKA

zrywając się

Ah! dla Boga! oni nas jeszcze postrzelą, jak matkę kocham... Uciekajmy stąd, znajdźmy sobie jaki kącik spokojny do pogadania.

KOTWICZ

Jest racja, pójdźmy do kątka.

Wychodzą spiesznie w głąb ku prawej stronie.