SCENA VIII
Kotwicz, Strasz, potem Łechcińska.
STRASZ
po chwili
A my?
KOTWICZ
Ano, i my jedziemy.
STRASZ
Przyznam się, że mógł był ten pan szambelanic powiedzieć mi choć słówko.
KOTWICZ
Ale panie, to jest człowiek, który niewolniczo trzyma się form... nie wypadało mu... zkądże?... wszak to nie jest proszona zabawa, tylko po prostu, pan korzystając z sposobności, robisz krok grzeczności sąsiedzkiej.
ŁECHCIŃSKA
w progu, załamując ręce
Odjeżdżają!... cóż teraz będzie?
STRASZ
p. c.
Nie jadę.
KOTWICZ
Ale panie, dla czego?
STRASZ
Stanowczo powiadam, nie jadę i skończony interes.
KOTWICZ
na gest Łechcińskiej, która zaraz znika
No, to przynajmniej przetrąćmy co, jest tu śniadanie.
STRASZ
Gdzie?
KOTWICZ
U leśniczego.
STRASZ
żywo
A ta dziewczyna jest tam?
KOTWICZ
podobnież
Jest! jest!
STRASZ
No widzisz pan, jak mi kto robi rozumną propozycję, to zupełnie co innego. ściskając mu rękę Zgadzam się.
KOTWICZ
Więc służę. prowadząc go, n. s Gdzie djabeł nie może, tam babę pośle... Referendarzowa da sobie z nim radę.
Wchodzą do domku. Zasłona spada.