SCENA VIII
Poprzedzający, Kotwicz, później Szambelanicowa, Pola.
KOTWICZ
wchodząc głębią
No, co mi dacie za ten interes, bo to na czysto moje dzieło... wiecie już?... potrafiłem go tak napompować przez drogę, że był do gotowego... Ojciec będzie miał doskonały humor przy objedzie, bo nadto jeszcze udało mu sie tak rozczulić starego Dzieńdzierzyńskiego, że... spostrzegłszy wchodzące Szambelanicowę i Polę, chrząka Hm, hm... do Władysława biorąc go na bok Dostał od niego weksel na spłacenie tego długu, ale że właśnie Strasz już go nabył...
WŁADYSŁAW
Więc mu go odda napowrót, jako już niepotrzebny.
KOTWICZ
śmiejąc się
A to byłby warjatem... zostanie mu w kieszeni, taka gratka nie zawsze się trafi.
WŁADYSŁAW
oburzony
Rozumowanie, któregoby się nie powstydził pierwszy lepszy kantorzysta.
KOTWICZ
j. w. drwiąco
Filozof!
odchodzi od niego
SZAMBELANICOWA
która usiadła na kanapie, do Kotwicza
Kuzynie, podobno przywiozłeś z sobą kogoś z polowania?
KOTWICZ
z humorem
A tak.. jestem w roli mentora, wprowadzając w nasze kółko młodzieńca surowego jeszcze, ale pełnego nadziei.
SZAMBELANICOWA
Cieszyłabym się, gdyby nasz dom mógł zarobić sobie na miano szkoły życia towarzyskiego... ale... nie wiem, jak to mój mąż przyjmie.
KOTWICZ
Nie ma obawy.. już się zaprzyjaźnili.
Siada przy niej.
SZAMBELANICOWA
ciszej
Przyzwoity człowiek?
KOTWICZ
Przynajmniej na początek przyzwoicie się znalazł, bo spłacił żyda.
SZAMBELANICOWA
Serio? Kotwicz odpowiada jej cicho; głośno do Maurycego i Władysława Panowie młodzi, rozweselcie mi też Polunię, bo jakaś smutna dziś...
Rozmawia po cichu z Kotwiczem. Władysław usiadł na uboczu i śledzi spojrzeniem Gabrjelę która przechadza się unikając z afektacją jego wzroku.
POLA
do Maurycego, który się zbliża do niej
Misja uciążliwa, nieprawdaż?
MAURYCY
Tem goręcej też pragnąłbym jej podołać.
POLA
Do tego trzeba tylko dobrej i nieprzymuszonej woli.
MAURYCY
Ta zdziałałaby cuda, gdyby nie była zależną od okoliczności, od usposobienia duszy.
POLA
Pańskie usposobienie bywa jakieś... wyjątkowe.
MAURYCY
Jest takie jakiem je wyrobiło położenie. Życie nie daje mi sposobności do śmiechu, dla tego na wszystko zapatruję się z strony poważnej... a tem trudno zabawić, wzbudzić wesołość, jak tego pragnęłaby moja matka.
POLA
W samej rzeczy... czasem chłód aż wieje od pana.
MAURYCY
A panie w takich razach jesteście bez litości... nic nie uwzględniacie, wydając sąd, nie dopuszczacie okoliczności łagodzących.
POLA
Ja nie sądzę ani krytykuję, tylko przez współczucie dałabym panu lekarstwo na jego usposobienie.... przedewszystkiem nie przymuszać się, gdy to zbyt wiele kosztuje.
Idzie do Gabrjeli i bierze ją pod rękę.
MAURYCY
n. s.
Co ona przez to rozumie?