SCENA X
Kotwicz, Dzieńdzierzyński, później Szambelanic.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
zatrzymując Kotwicza
Comte! temu Straszowi trzeba koniecznie oddać... ja na to tylko wyłącznie dałem te pieniądze... il faut absolument.
KOTWICZ
surowym tonem i żywiej całą tę scenę
Pańskie słowa są najlepszym dowodem, jak nam jest trudno obyć się bez kredytu żydowskiego.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Comment?
KOTWICZ
Wiedziony szlachetnym popędem udzieliłeś pan pożyczkę sąsiadowi, lecz ledwie to zrobiłeś już ci żal i chciałbyś się cofnąć... Skoro tak, oświadczę kuzynowi, a zaręczam że zwróci panu, jakkolwiek z bólem serca, bo wiem, że mu przykrym będzie ten brak zaufania zapraszając go do wyjścia Niechże pan będze łaskaw.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Ale co znowu, co znowu! jaki brak zaufania... comment peut on!... zdaje mi się, że dałem najlepszy dowód, iż tak nie jest.
KOTWICZ
Prawda, ale.. pozwól pan sobie powiedzieć, że nadużywasz sytuacji. Wszakże biorąc od kogoś pieniądze, staję się ich właścicielem, nieprawdaż?... więc dysponować mi jak mam użyć tych pieniędzy, to przyznam się... j. w. Służę.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Hrabio, ja radziłem tylko, i to w waszym własnym interesie.
KOTWICZ
Być może, ale nie jest miłą rzeczą zostawać w zależności. Już to prawdę mówią, iż nic tak nie narusza dobrych stosunków, jak kwestja pieniężna.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
n. s.
Masz tobie, gotowi się jeszcze obrazić.
KOTWICZ
n. s.
Dobra sposobność głośno Aby tego uniknąć muszę i ja załatwić z panem nasz rachuneczek.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Jaki znów rachuneczek? czy ja hrabiego napastuję?
KOTWICZ
Tem bardziej. Człowiek z poczuciem godności osobistej, nie powinien narażać się na podejrzenie, iż się nie szanuje... Przepraszam, że nie porachowałem się wcześniej.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
zniecierpliwiony
Hrabia wiesz, że ta bagatela nie robi mi różnicy.
KOTWICZ
Ale pan pozwolisz, że darowizny przyjąć nie mogę...
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Któż mówi... ce serait compromitation.
KOTWICZ
dobywając notyskę
Prowadzę skrupulatne notatki.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Pójdźmy, bo tam czekają na nas.
KOTWICZ
Ogółem winienem panu z tem co przegrałem w wista... pamiętasz pan... 3 ruble 97 kopiejek.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Rozegramy się.
Ciągnie go.
KOTWICZ
To swoją drogą.. oraz z kosztami podróży do Łowicza na ś. Mateusz...
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Comment? pardon! to już do mnie należy.
KOTWICZ
Za pozwoleniem... zapłaciłeś pan za mnie kolej 1 klasy tam i na powrót... oprócz tego łożyłeś na moje utrzymanie w drodze i w Łowiczu... notowałem wszystko.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Ale nie słucham.
KOTWICZ
Otwarcie powiem, że byłem wówczas goły i przyjąłem, ale jako pożyczkę... jedynie jako pożyczkę.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
n s.
No, i są ludzie, którzy go mają za eksploatatora!
KOTWICZ
To wszystko razem uczyni rubli sr. 79 kopiejek 50.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Bon! zwrócisz mi pan tam kiedy... chodźmy.
KOTWICZ
No to dołóżże mi pan dla okrągłości 20 rubli 50 kopiejek, to razem będzie setka, którą panu oddam... jak tylko będę miał.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
do siebie, nieco zdziwiony
Savez vous quoi c’est bon... dobywa pugilares Mam tylko same 25 rublówki.
KOTWICZ
To nic, zwrócę panu resztę jak zmienię... ale to już osobny rachunek.. setka setką, a panu reszty przypada pół piąta rubla.
SZAMBELANIC
z serwetą pod brodą
Sąsiedzie, cóż za ceremonje... zupa stygnie.. prosimy.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Służę.
SZAMBELANIC
puszczając go naprzód, do Kotwicza
Jużeś go widzę naciągnął... grożąc Ej, ty, ty... wstyd mi robisz... niepoprawiony, niepoprawiony!
KOTWICZ
Rachowaliśmy się z wista...
Gra niema; wychodzą na prawo. Zasłona spada.