SCENA X
Władysław p. c. Gabrjela.
WŁADYSŁAW
sam
Jakto! mnie serce mogło jeszcze zabić!... rzecz dziwna. Sądziłem, że to przejście uciszyło je na zawsze... tłukło się w piersi, ale już tylko jak wyschnięty orzech w łupinie... p. c. Czy my moglibyśmy jeszcze być szczęśliwi? czy byłbym w stanie zapomnieć jej bezlitośnego ze mną postępku?... p. c. Ha, któż wie, jak to było rzeczywiście? może to był szczyt poświęcenia się, heroizmu? a teraz braknie jej odwagi, i na mnie rachuje... ach! ta myśl..
GABRJELA
wchodząc szybko w zarzutce na białym penioarze, głowa ubrana; podaje mu obie ręce
Władysławie! jakże ci wdzięczną jestem że przybyłeś.
WŁADYSŁAW
p. c. patrząc jej w oczy
Zrobiłem to, co nakazywała prosta przyzwoitość.
GABRJELA
Pokazałeś serce, o którem już zwątpiłam.
WŁADYSŁAW
j. w.
Mówisz szczerze?
GABRJELA
Od tego dnia, w którym znaglona koniecznością zadałam sobie dobrowolnie okropny ból, nie widziałam cię prawie... zamknąłeś się w swojem samolubstwie... tyś mnie chyba nie zrozumiał naówczas.
WŁADYSŁAW
Nie przypominaj mi tej chwili. Kochałem cię i kocham jeszcze. Cios był straszny, ale świadczę się Bogiem, że sam przed sobą tłómaczyłem cię, i chcąc ci ulżyć ciężaru poświęcenia, sądziłem, że nic innego nie pozostawało mi, jak usunąć się zupełnie.
GABRJELA
Władysławie, nie mogłam się zdobyć na tyle odwagi, żeby to uczucie które nas łączyło wystawić na próbę w walkach z powszedniemi kłopotami. Idąc za innego, poświęcam się dla rodziców, dla wymagań naszego położenia... ale... jedynych chwil które mnie robiły szczęśliwą nie zapomniałam.. one zawsze są tu przytomne.. wyrwij je, jeżeli potrafisz, ucałuję ci ręce, ale to nie w twojej mocy!
WŁADYSŁAW
pod wpływem jej spojrzenia
Gabrjelo!
GABRJELA
Wiesz więc wszystko. Jeżeli z zimną krwią będziesz śledził moje miotania się w tych więzach narzuconych mi wyższem zrządzeniem, nie znajdując słowa pociechy, jednego spojrzenia, któreby mi czyniło lżejszą tę walkę, dasz dowód..
WŁADYSŁAW
porywając ją w objęcia
Więc zerwij te więzy! pójdźmy, nie oglądając się na następstwa.. przy mojem sercu cię otulę, zapomniesz o wszystkiem coś przeszła... ale otrząśnij stopy z tego kału, w który cię wepchnięto, uleć z niego aniołem czystym, godnym tego poświęcenia bez granic, jakie ci gotów jestem ślubować.
GABRJELA
płacząc
Władysławie, jak ty mi utrudniasz drogę i tak już pełną cierni.
WŁADYSŁAW
po chwili, zimno
Nie rozumiem cię kuzynko... czegoż więc wymagasz odemnie?
GABRJELA
j. w.
Pobłażliwości! rachowałam na to, że niezapomniesz o nas, że będziesz moją podporą.
WŁADYSŁAW
Lituję się nad tobą, biedna zbłąkana kobieto... o! bo ty tego bardzo potrzebujesz.
GABRJELA
Litości!... namiętnie Ja potrzebuję serca, nie litości.
WŁADYSŁAW
surowo
Moje jeden raz w życiu zabiło nadzieją, ale to dawno minęło. Twoja własna ręka uciszyła to bicie i dziś ja jestem sobie zwyczajnym człowiekiem oddychającym prozą, za jedyne bóstwo uznającym obowiązki, a owoc zakazany nie przestaje być dla mnie zakazanym, choćby tchnął najponętniejszemi obietnicami. To są rzeczy zanadto poetyczne dla prozaika, zbyt niskie dla człowieka honoru.
GABRJELA
n. s.
Boże!
WŁADYSŁAW
Więc zapomnij o tem, co przed chwilą powiedziałem... przepraszam cię za mimowolne uniesienie, była to prosta omyłka serca... źle zrozumiałem twoje słowa.
GABRJELA
z dumą
Więc zgrzeszyłeś tłómacząc je w pospiechu fałszywie. Rzuciłeś mi w twarz największą obelgę, jaką kobieta usłyszeć może. z płaczem Żegnam cię!
WŁADYSŁAW
Gabrjelo!