SCENA IX
Łechcińska, Władysław
ŁECHCIŃSKA
która od kilku chwil czatowała we drzwiach z lewej strony, zatrzymując Władysława
A! złoto, srebro widziałam, a naszego pana Władysława już nie pamiętam kiedy, słowo daję.
WŁADYSŁAW
ironicznie
Zkądże tyle łaski... naszego! nie wiedziałem, że nas łączą jakie nici sympatyczne, i to do tego stopnia.
ŁECHCIŃSKA
Nasz, nasz, bo nie ma godziny, nie ma minuty, żebyśmy z panną Gabrjelą nie mówiły o panu. Już tak zaciętego człowieka jak pan, nie widziałam w życiu, jak matkę kocham. Żeby się tak zawziąść, to niesłychane rzeczy. Ale ja mówiłam i perswadowałam, że pan przyjedziesz.
WŁADYSŁAW
Zagadkowe słowa dla mnie.
ŁECHCIŃSKA
To już tam nasza panna Gabrjela panu wytłómaczy. Jeżeli się pan nie poczuwasz do niczego, to tem lepiej... widać, że było nieporozumienie ciszej zatrzymaj się pan chwileczkę, zaraz tu wyjdzie, chce się z panem zobaczyć, tak sobie, sam na sam... bo to dziś przy tym rejwachu trudno było złapać dobrą sposobność... momenciczek tylko.
Wychodzi na lewo.