SCENA VIII

Poprzedzający, Władysław.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

A! pan Władysław, jak się masz. ściska go, poczem Władysław ściska się z Maurycym Jesteśmy en famille, w całym komplecie; bardzo dobrze, bo rozsądzisz tu sprawę pomiędzy mną a tym upartym kozłem.

WŁADYSŁAW

roztargniony, wyraża się lakonicznie

On zawsze był takim.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Wyobraź sobie: daję mu córkę, bez żadnych ograniczeń, ze wszystkiem co posiada i do czego ma prawo, a on stawia warunki, targuje się ze mną.

WŁADYSŁAW

Chciwość?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Comment? a wiesz co, że naprowadzasz mnie na myśl: to chyba chciwość. Maurycy się śmieje bo że się chce zrzec posagu, to gadanie, wie dobrze że go i tak nie minie... ale zachciało mu się jeszcze samemu robić majątek. Powiedział mu ktoś plotkę, której uwierzył, że ja zawsze prowadzę mój handel hurtowny, tylko pod inną firmą.

WŁADYSŁAW

Dziwiłbym się panu.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

tryumfująco do Maurycego

A co! voyez vous! do Władysława Ale nie wierz temu, to nieprawda.

WŁADYSŁAW

Dziwiłbym się, gdybyś pan zmienił firmę. Po co?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Comment? ale czekajno! więc chce wejść ze mną w spółkę, stać za kantorem, zapisywać rachunki i świecić swojem nazwiskiem.. szlacheckie nazwisko mojego zięcia na szyldzie! nigdy!

WŁADYSŁAW

Ma rozum.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Szarzać się dla pieniędzy, to rozum?

WŁADYSŁAW

Najprzód, że to nie jest szarzaniem się; a potem, pieniądz jest wszystkiem.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Zgoda i na to. Więc niechże go nie lekceważy i bierze kiedy mu daję.

WŁADYSŁAW

Przyjmować, gdy sam nic nie ma, byłoby zbyt wielkie ryzyko.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Jakie ryzyko? Pola bierze go jak jest, nie pyta... elle ne demande pas... szaleje za nim, sam mi to powiedział.

MAURYCY

A to kiedy?

WŁADYSŁAW

Uczucie miłości jest przechodniem. Pannie Paulinie dziś może się zdawać, że go kocha.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

zły

Zdawać, zdawać... jak się co zdaje, to widać że tak jest, inaczej jakżeby się mogło zdawać...

WŁADYSŁAW

Przypuśćmy. Ale czy pan wiesz, co się dzieje na dnie jej serca? czy nie kiełkują tam maleńkie ziarnka wątpliwości? gdzież dowód, że on nie gra roli zakochanego dla interesu?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

patrzy na Maurycego

On?... nie! to być nie może.

WŁADYSŁAW

Dla czego?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Najlepszy dowód, że dla niej chce głupstwo zrobić.

WŁADYSŁAW

Więc pozwól mu pan na to głupstwo, chociażby na próbę. Jeżeli wytrwa...

DZIEŃDZIERZYŃSKI

p. c.

Co z wami gadać! warjaty... biorąc Maurycego pod rękę Chodź ze mną do ojca... chociażeś pełnoletni, on zawsze ma nad tobą władzę... jeżeli na to pozwoli... no! n. s. tak głupim przecie nie będzie.

MAURYCY

Co bądź ojciec powie, stawiam panu dwa pewniki: od zamiaru mego nie odstąpię i pannę Paulinę mieć muszę.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Dobrze, dobrze. do Władysława Ty idziesz z nami?

WŁADYSŁAW

Na chwilkę tylko, bo mam jeszcze do załatwienia parę interesów przed obrzędem.

Dzieńdzierzyński z Maurycym wychodzą na prawo.