SCENA VII
Maurycy późn. Dzieńdzierzyński.
MAURYCY
Pani coś zgubiłaś podnosi fotografję i idzie z nią do drzwi Panno Paulino... nagle wstrzymuje się Co widzę! czy mnie wzrok nie myli... to ja! z wzrastającem uniesieniem ja! o Boże!... więc ona mnie kocha!... kocha mnie! kocha!... chodzi wielkiemi krokami nie wierzę mojemu szczęściu... p. c. innym głosem ale naturalnie że kocha... inaczej, czyżby nosiła przy sobie moją fotografję? ja tak samo miałem ją tu, zawsze, na sercu dobywa fotografię Mój aniołek najdroższy! moje szczęście jedyne!... o! teraz tem bardziej muszę doprowadzić do skutku moje zamiary, choćby ze strony ojca były przeszkody... Niech ma dowód niezbity, że nie cofnę się przed niczem, co może mi zapewnić jej posiadanie.. całuje fotografję kilkakrotnie; żartobliwym tonem. A! moja pani, toś ty mnie kochała a tyle mi nadokuczałaś, dla jakiegoś błahego przywidzenia... poczekaj! zemszczę się! z tkliwością zemszczę się poświęcając ci całe moje życie, aniele mój... Ah! jakiż ja jestem szczęśliwy!
Chodzi ogromnemi krokami cisnąc skronie rękami.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
staje we drzwiach patrząc na Maurycego
Dobryś!... wziął to do serca... chodzi za nim Maurycy!... nie słyszy... Maurycy! nie bądź dzieckiem.
MAURYCY
A! rzucając mu się w objęcia Ojcze, wszystko będzie dobrze
Ściska go i całuje namiętnie.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Attendez, udusisz mnie... uwalnia się z jego objęć Dobrze? no, to chwała Bogu... Więc rozmyśliłeś się... przestaniesz zawracać mi głowę tym twoim projektem? ja tu za tobą przyszedłem umyślnie po to, żeby ci jeszcze raz powiedzieć, i to stanowczo, że z tego nic nie może być.
MAURYCY
Musi być. Od tego nie odstąpię, zwłaszcza teraz.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Comment? a cóż się stało nowego?
MAURYCY
poufnie
Zdaje mi się, że panna Paulina mnie kocha.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
uradowany
Niepodobna! wygadała się?
MAURYCY
Przypadkiem pochwyciłem dowód.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
j. w.
Kiedy? teraz?
MAURYCY
Przed chwilą.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Dla tego też to miała taką minę powróciwszy ztąd... ściskając go Winszuję ci z całego serca. Oświadczyłeś się zaraz? z kopyta?
MAURYCY
Nie.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Comment, nie? a jakiż to safanduła! Takie rzeczy kończy się na gorąco. Chodź zaraz ze mną... jeszczeby trzeba kogo na świadka, żeby się które nie rozmyśliło.
MAURYCY
śmiejąc się
Jakżeż pan to traktujesz.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Ale bo ja wam nie wierzę... no, zawsze interes jest na lepszej drodze... tylko już tego wcale nie rozumiem... Écoutez, skoro masz pewność że cię kocha...
MAURYCY
Ale nie pewność, domysł dopiero.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
No chociażby domysł, to z tych twoich zamków na lodzie możesz skwitować.
MAURYCY
Broń Boże!
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Rozumiem, że mogłeś projektować par déspération, ale...
MAURYCY
Właśnie teraz chcę dać dowód pannie Paulinie, że ją kocham bezinteresownie.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Mais pourquoi?.. teraz ona cię już będzie kochać takim jakim jesteś, możesz założyć ręce i nic nie robić. Ja zapracowałem tyle, że wystarczy dla moich dzieci i wnuków p. c. a zresztą, skoro chcesz pracować dla tego, że z waszego majątku nic ci się nie okroi, to pracuj w Zabrodziu. Ja abdykuję, nie znam się na gospodarstwie.
MAURYCY
Wstydziłbym się.... Przyjść do gotowego samemu nic nie wniosłszy... Co innego, gdybym mógł mieszkać w Czarnoskale..
DZIEŃDZIERZYŃSKI
No, to w Czarnoskale! jeszcze lepiej, majątek familijny. Spłacimy tego twojego miłego szwagierka, nawet jeżeli chcesz zahypotekuję tę sumę na imię Poli, będziesz mi płacił procent.
MAURYCY
Co za sztuka! to nie byłby dowód miłości, a ja muszę przekonać pannę Paulinę, że mi chodzi o nią a nie o majątek. Zresztą, jak się pan będziesz opierał, to się zrzeknę chyba posagu.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
To, to, to. Sfiksowałeś wyraźnie, tu as fixé. Czy myślisz że pozwoliłbym na to, żebyście siedzieli o głodzie i chłodzie. Cóżbym ja był za ojciec!
MAURYCY
A ja co za mąż, gdybym nie potrafił własną pracą utrzymać żony.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
zdesperowany
No, i gadajże tu z nim!