SCENA VI
Pola później Maurycy.
POLA
sama, stoi przez kilka chwil zamyślona z rękami splecionemi przed sobą; p. c.
Biedna, biedna ona!... a jednak gdyby chciała, mogłaby być szczęśliwą... bo ja widzę co się w jej sercu dzieje... (p. c) Chcieć, czyż to dosyć?... a ja?... czyżbym nie chciała.. czyżbym dla niego nie poświęciła wszystkiego.... ale któż wie, czyby mnie nie spotkał najboleśniejszy zawód?... może lepiej kazać milczeć uczuciu... Boże! Boże! kto mi wskaże co mam zrobić!... ukrywa twarz w dłonie, p. c. Czy też to wszystkim tyle niepokoju robi to nieszczęśliwe serce?
Zamyśla się; p. c. idzie w głąb, przy drzwiach spotyka się z Maurycym, który wchodzi.
MAURYCY
Pani sama?
POLA
Przed chwilą rozeszłyśmy się z Gabrjelą. A pan już skończyłeś konferencję z ojcem... o cóż to szło? słyszałam jakby jakąś sprzeczkę.
MAURYCY
zakłopotany
Robiłem ojcu pewną propozycję, na którą nie przystawał.
POLA
Cóż to było?
MAURYCY
z wahaniem
Powiedziałbym pani, ale..
POLA
O, jeżeli tajemnica, to nie wymagam.
Kaszle.
MAURYCY
troskliwie
Pani przechodzisz przez korytarz tak lekko ubrana, a tam są przeciągi... przyniosę pani coś cieplejszego... futro...
POLA
O! niech się pan nie fatyguje... te kilka kroków... zresztą ten szal taki ciepły... kaszle i dobywa chustkę, przyczem wypada fotografja Do widzenia.
Wychodzi.