SCENA V
Gabrjela, Pola
POLA
patrzy jej w oczy; p. c.
No cóż? jesteś szczęśliwą?
GABRJELA
Pytasz się! cóż mi brak?... patrz! to pierścionek zaręczynowy.. ah! prawda, znasz go już... ale nie widziałaś tych kolczyków, przypatrz im się, pokażę ci jeszcze resztę garnituru... I wszystko odpowiednio do tego: apartament pierwszej klasy, codzień loża, kareta, strzelec na usługi.
POLA
protestując
Moja droga..
GABRJELA
Chcesz powiedzieć: prześliczne rzeczy, ale niestety dają narzeczonemu pewne prawa... może być zbyt natrętnym... Otóż i pod tym względem nie mam nic do życzenia. Zgaduje moje myśli, ledwo objawię życzenie już je spełnia, otworzył nam kredyt w sklepach, nie targuje się gdy chodzi o zrobienie mi przyjemności... i obok tego nie prześladuje mnie sobą. Czyż można więcej żądać? widuję go raz na dzień... i to prawie nigdy sam na sam... śmiejąc się z przymusem Oboje tego unikamy... jakbyśmy się umówili.
POLA
Gabrjelo, co ty mówisz?
GABRJELA
Nie taiłam się nigdy przed tobą z mojemi przekonaniami, więc i dziś mogę być otwartą. Trzeba mieć odwagę do ich obrony. Nie ma nikogo tak naiwnego coby uwierzył, że idę za mąż z przywiązania, ale ręczę ci, że większość mi zazdrości...
Wzdryga się nagle.
POLA
Co ci to?
GABRJELA
Dreszcz jakiś śmiejąc się, j. w. Śmierć mi zajrzała w oczy... to ten sen dzisiejszy.
POLA
Jaki sen?
GABRJELA
Wystaw sobie, co mi się śniło: W ślubnej sukni stałam nad otwartą trumną. Mój narzeczony także ubrany jak do ślubu trzymał moją rękę w zimnej jak lód dłoni i szepcząc jakieś niezrozumiałe zaklęcia usiłował nakłonić, abym zajęła to niewygodne łoże. Spojrzenia jego wywierały na mnie jakiś wpływ magnetyczny, któremu musiałam być posłuszną... szłam niby lunatyczka i już miałam uledz nieznanej sile, gdy na szczęście obudziłam się. Czy może być głupszy sen?
POLA
przerażona
Dla Boga! jabym to uważała za wyraźną przestrogę.
GABRJELA
p. c.
Zadaleko zaszło. Moja droga, kto walczy, ten może uledz i nic dziwnego jeżeli wyobraźnia nasuwa mu niepokojące obrazy. Ale też może i zwyciężyć. Moje życie od samego początku było walką, więc przywykłam do jej niepokojów, i nie robią na mnie takiego wrażenia. Mam siły do zniesienia wiele.
POLA
Czy ty ich nie przeceniasz?
GABRJELA
Nie wiem, być może... ale tego bądź pewną, że przed nikim uskarżać się nie będę. Mogę cierpieć, ale nikt tego po mnie nie pozna... Czegobym nigdy nie zniosła, to litości... zasługiwać na politowanie ludzi, byłoby dla mnie czemś okropnem. Zresztą... zobaczemy. Wiesz dla czego i dla kogo to robię.
POLA
p. c. z wylaniem
Życzę ci, już jeżeli nie mogę powiedzieć szczęścia, to sił do wytrwania... całuje ją do widzenia.
GABRJELA
z wybuchem czułości, ściskając ją
Jak jestem szczęśliwą, że przyjechałaś... nie będę przynajmniej samą... moja Polu! wybucha na chwilę spazmatycznym płaczem Ah! ten sen.
POLA
Moja droga!.. trzymają się w objęciach; p. c. patrząc jej w oczy badawczo Pan Władysław będzie na ślubie?
GABRJELA
krótko
Nie wiem p. c. powinien... spodziewamy go się... gdyby nie był, pokazałby brak serca. p. c. A! kto wie? ludzie są egoiści.
ŁECHCIŃSKA
we drzwiach
Proszę panniuńci, fryzjer przyszedł..
Znika; Gabrjela podaje rękę Poli, poczem robi parę kroków na lewo. Po chwili wraca się i rzuca w jej objęcia, ściskają się kilkakrotnie, poczem Gabrjela śpiesznie wychodzi na lewo.