SCENA XI
Poprzedzający, Kotwicz.
SZAMBELANIC
No, masz nam zdać relację.
KOTWICZ
Nie ma się o czem rozgadywać... dureń!
SZAMBELANIC
Nie może być! poznałeś się na nim nareszcie?
KOTWICZ
A jak się to odgrażało! Co to jest, gdy kto nie ma zasad wyssanych z mlekiem! Nie stanął wcale.
SZAMBELANIC
półgłosem
Czy to czasem nie twoja robota? Miałeś jakąś naradę z Łechcińską
KOTWICZ
Ale gdzież tam! Pojechałem ztąd prosto po niego, ale nie zastałem go już... ciepło gdzie co było... wyjechał za granicę zostawiwszy list, z którym posłał na plac fagasa. Złożyliśmy go w kilkoro i wbili kulą w drzewo.
MAURYCY
śmiejąc się
To Władysław tak się na nim zemścił.
SZAMBELANIC
podobnież do Dzieńdzierzyńskiego
Sąsiedzie, do listu strzelali... Dzieńdzierzyński chodzi; do Kotwicza I cóż tam w nim było?
KOTWICZ
Zbłaźnił się do reszty... sens moralny był ten, że ponieważ załatwianie spraw honorowych za pomocą kuli uważa za głupotę, przeto jedzie przewietrzyć się do Paryża.
MAURYCY
Zkąd ma nam nadesłać napisaną przez siebie broszurę przeciw pojedynkom — cynizm posunięty do ostateczności.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
chodząc
No, co w tem, to ma rację... bo też to głupstwo pierwszej klasy.
SZAMBELANIC
Ale mają w tej kwestji głos tylko ludzie nieposzlakowanego honoru, a nie lada jakiś tam szuja.
SZAMBELANICOWA
do Łechcińskiej
Nie dobrze mi, odprowadz mnie... położę się.
GABRJELA
smutna
Pójdziemy z mamą.
SZAMBELANIC
do ucha Gabrjeli, całując ją
Bądź dobrej myśli, obadwa z Maurycym dołożymy wszelkich starań... żeby... rozumiesz mnie.
Gabrjela całuje go z uczuciem.
POLA
do Maurycego.
Odprowadźmy mamę.
Biegnie do niej; wychodzą na lewo Szambelanicowa, Gabrjela, Pola, Maurycy i Łechcińska; Kotwicz siada na kanapie.
SZAMBELANIC
p. c. do Dzieńdzierzyńskiego, stając przed nim
No, cóż sąsiadku, serce bije jeszcze?... ha, ha, ha! nie chciałem przy wszystkich zanadto brać cię na fundusz, ale słowo uczciwości, warto było.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Szambelanie, trzeba wszysko uwzględnić.. zkąd ja mogłem wiedzieć że jego tam nie było?
SZAMBELANIC
Należało się przekonać.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Ten strzał zbił mnie z tropu.. nie uwierzy szambelan jaki ja jestem nerwowy... dla mnie patrzeć na krew, to jest... męka Tantala.
SZAMBELANIC
Nie może być! ha, ha, ha!... paradny sąsiad jesteś. Na tę mękę zaaplikuję sąsiadowi lekarstwo.. mam tam jakąś zakonserwowaną butelczynę prawdziwego tokaju... napijemy się po lampeczce... co?
DZIEŃDZIERZYŃSKI
No, to to z gustem.
SZAMBELANIC
Chodźmy.
Wychodzą na prawo.