SCENA X

Poprzedzający, Maurycy.

SZAMBELANIC

który chciał wyjść

A to co? wstrzymuje śmiech oglądając się na Dzieńdzierzyńskiego Cóż ten twój papka tu nagadał?

MAURYCY

pocałowawszy ojca w ramię, zbliża się do Dzieńdzierzyńskiego

Nieskończenie wdzięczny panu jestem za to, żeś mnie zrobił nieboszczykiem, bo miałem sposobność przekonać się, że byłbym żałowanym, gdyby na prawdę...

Całuje w rękę Polę.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

osłupiały

Comment! ty żyjesz?

MAURYCY

Mówisz pan takim tonem, jakby cię to nie cieszyło.

Całuje go.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

machinalnie

Jak się masz!

POLA

z wyrzutem do ojca

Ah! papko, jakże można było mnie tak zatrwożyć.

MAURYCY

idzie do matki siedzącej na kanapie i całuje je w rękę

Witam mamę.

SZAMBELANICOWA

całując go w głowę

Nie mogę przyjść do siebie do Dzieńdzierzyńskiego Przyznam się, że żartować sobie w ten sposób z uczuć rodzicielskich, nie godzi się.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale pani szambelanowo dobrodziejko, ja temu nic nie winien... jeżeli ten żyje, to chyba Władysław padł... musiałem się omylić.

MAURYCY

całując się z Gabrjelą

Najzdrowszy w świecie... inaczej, czyżbyście mnie tu widzieli?

GABRJELA

cicho

Przyjedzie tu?

MAURYCY

Odjechał do domu.

Wraca do Poli; Gabrjela odchodzi na bok, zamyślona.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

No, to ja już nic nie rozumiem.

SZAMBELANIC

Śmiejąc się.

Koniecznie sąsiad uwziąłeś się wyprawić jednego z nich na tamten świat, bo to jest!

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale za pozwoleniem... permettez moi.

SZAMBELANIC

Jakże się z tego wytłómaczysz?

ŁECHCIŃSKA

do szambelanicowej, cicho

To jakaś intryga.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Na Boga! sądźcie mnie... było tak:

SZAMBELANIC

półgłosem do Dzieńdzierzyńskiego

Mnie się zdaje, że było trochę strachu i widziało się to czego nie było... już to ziarnko śrótu wydało mi się podejrzanem.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale szambelanie, jakże można przypuszczać... comment peut on...

SZAMBELANIC

Ze strachu, ze strachu.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale pozwólcież mi mówić: któż był wyzwany? Strasz, prawda? więc któż miał prawo pierwszy strzelić? on!... a jak drugiego strzału nie było, cóż mogłem wnosić, no?... śmiejcież się teraz.

SZAMBELANIC

Byłoby z czego, bo pokazuje się żeś sąsiad nie miał serca sprawdzić rzeczy naocznie śmiejąc się Comment peut on?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

No, felczerem nie jestem.

SZAMBELANIC

do Maurycego

Ale jakżeż się to odbyło? bo teraz na serjo nie wiem co myśleć.

MAURYCY

Ojcze, smutno mówić... spostrzegając wchodzącego Kotwicza Ale oto jego sekundant... niech go się ojciec spyta.