SCENA IX

Poprzedzający, Pola p. c. Dzieńdzierzyński później Szambelanicowa i Łechcińska.

POLA

wbiegając w lewej strony, do Gabrjeli

Papka wrócił!

Biegnie do drzwi środkowych.

GABRJELA

niespokojna

Sam?

SZAMBELANIC

wesoło

A! przywiózł chusteczkę, może teraz się uspokojemy.

POLA

odpowiadając Gabrjeli

Zdaje mi się że sam... o Boże! co się tam stało? cała drżę.

SZAMBELANIC

Więc gdzież jeździł?

GABRJELA

j. w.

Na plac.

SZAMBELANIC

Na plac? papka! a to po co?

Wchodzi Dzieńdzierzyński drżący i blady.

POLA

biegnąc do niego

Cóż?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Na Boga! pomocy, ratunku, szarpij!

SZAMBELANIC

Jakto?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ciężko raniony, jeżeli nie zabity.

POLA

z krzykiem

Maurycy?

GABRJELA

podobnież

Władysław?

Razem1.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Tak!

SZAMBELANIC

Więc któryż?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

No, powiedziałem, Maurycy! alboż tam był i Władysław?

SZAMBELANIC

Mój syn!

GABRJELA

Mój brat!

POLA

Ah!

mdleje

SZAMBELANICOWA

która przed chwilą weszła wsparta na Łechcińskiej

Ah!

Słabnie.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

pochwyciwszy Polę w objęcia

Polu! moje dziecię!

ŁECHCIŃSKA

sadzając Szambelanicowę na kanapie, z wyrzutem do szambelanica

A co! mówiłam, prosiłam... zapobiedz, póki był czas.

Płacze mocno.

SZAMBELANIC

z mocą

Moja pani, powiedziałem: milcz i nie wtrącaj się do rzeczy, które do ciebie nie należą. Proszę mi przynieść kapelusz i laskę.

ŁECHCIŃSKA

wychodząc n. s.

O! poczekaj!

SZAMBELANIC

idzie do okna

Konie stoją do Dzieńdzierzyńskiego Może jest jeszcze ratunek? jakżeż to było?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Zaraz, niech zbiorę siły.. jestem tak zdenerwowany, rozebrany... je suis tout á fait déshabillé... siada; p. c. przyjeżdżam na miejsce... furman powiada: to tu!... Pustkowie... okropna dzika ustroń... wysiadam, patrzę.. Maurycy przekrada się przez gęstwinę... chciałem na niego zawołać, ale coś mi stanęło w gardle... nie mogłem.

SZAMBELANICOWA

z kanapy, tonem wyrzutu

Ah! panie Dzieńdzierzyński.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

No, nie mogłem.. wstając w tem po chwili... rrrym! jak wypali z pistoletu..

SZAMBELANIC

Kto?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

No, Strasz... tuż, mnie pod nosem... nawet, nie wiem czy imaginacja, ale przysiągłbym, że jedno ziarnko trafiło mnie tu gdzieś w klapę od surduta.

Szuka.

SZAMBELANIC

Cóż sąsiad gadasz? śrótem strzelali z pistoletów? oglądając się Ta nie wraca.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Comment?... a prawda! no, to musiało mi się zdawać.

SZAMBELANIC

niecierpliwie

Ale cóż dalej?

Łechcińska przynosi mu kapelusz i laskę

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Natychmiast, już nie oglądając się wskoczyłem na bryczkę i przyleciałem pędem wiatru... po pomoc...

SZAMBELANIC

rozgniewany

Samemu nic nie zrobiwszy!... a to winszuję sąsiadowi zimnej krwi.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Mnie? zimnej krwi!... a wiecie państwo, to sławne! czyż szambelan nie widzisz, że się cały trzęsę.

SZAMBELANIC

Ale tym sposobem, to nawet sąsiad nie jesteś pewny, co się stało?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Padł, padł... to jest fakt.

Maurycy wchodzi głębią i zatrzymuje się we drzwiach.

SZAMBELANICOWA

z płaczem

Mój syn?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

płacząc

Mój zięć, tak. Szambelanie, na Boga, śpiesz! (tuląc Polę) moja biedna córko!