SCENA XII

Strasz później Zuzia.

STRASZ

sam, rzuca się na kanapę

Niegrzeczny... nawet się nie odezwał i wyszedł sobie bez ceremonji... ale poczekajcie wszyscy! wezmę ja was w takie kluby, że mnie poczujecie. Hołota! świecące pruchno, w mojem własnem mieszkaniu będą mi robić impertynencje!... po chwili Zanadto pozwoliłem sobie przy tem śniadaniu, ale należało pożegnać kawalerskie życie... no, niby tak koniecznie żegnać, to nie, bo nie głupim się ograniczać... Walerce dam dymisję chyba wtenczas, gdy mi się przeje.. p. c. co mnie ta kobieta kosztuje!... ale mi nie żal, bo wszyscy zazdroszczą. Większy kłopot miałém z odmówieniem jej temu jenerałowi, niż z pozyskaniem żony arystokratki... tu sami do mnie leźli. Zuzia przechodzi z lewej strony ku prawej, niosąc zawinięcie w serwecie Zuziu, chodźno tu...

ZUZIA

Nie mam czasu.

STRASZ

tupiąc nogą

Co to jest: nie mam czasu!... jestem twój pan, rozumiesz... chodź tu zaraz!

ZUZIA

Niosę bieliznę panom. A co pan chce odemnie?

STRASZ

Chcę ci popatrzeć w oczy.

ZUZIA

Można zdaleka.

STRASZ

Kiedy stąd nie widzę... nawet dotychczas nie wiem, jakie masz: czarne czy niebieskie?

ZUZIA

śmiejąc się

Bure... wchodzi Kotwicz Ah!

Wybiega na prawo.