SCENA XIII

Strasz, Kotwicz

KOTWICZ

n. s

Spłoszyłem ich.

Zbliża się z miną dyplomatyczną.

STRASZ

A! pan hrabia... cóż tam! p. c. pociągając go na kanapę Siadaj stary łobuzie.

KOTWICZ

Cicho!

Ogląda się.

STRASZ

Mój drogi, nie bądź faryzeuszem.

KOTWICZ

Ale bo ty czasem jesteś zanadto sobie sans façons.

STRASZ

Eh? uderza go mocno po udzie bądź jakim jesteś... czego się to oblekać w baranią skórę... każdy powinien mieć odwagę swoich przekonań... Ty innym jesteś ze mną w cztery oczy, a za innego chcesz uchodzić przy ludziach... Gdy cię karmię i poję u francuza, albo gdy się włóczymy całemi nocami po knajpach, jestem twojem bożyszczem.

KOTWICZ

Cicho!

STRASZ

Ha, ha, ha! znałem podobnego świętoszka, który lubił dobrze żyć, a nie miał za co.

KOTWICZ

Podobno zanadto dziś piłeś.

Chce wstać.

STRASZ

pzytrzymując go

Piłem, ale nie do ciebie, więc nie urażaj się... nie jednemu psu łyżek... Więc tedy, ten... jakże mu tam.. miał swoich amfitrjonów, z którymi całe noce się łajdaczył, był z nimi „per t”... tak jak my... ale strzegł się pokazywać w ich towarzystwie w jasny dzień... tak naprzykład w saskim ogrodzie po sumie. Miał inne znajomości nocne, a inne dzienne. Słuchajno, czy ty mnie traktujesz jako nocnę, pokątną znajomość?

KOTWICZ

Aleś ty się, widzę, ululał na prawdę.. a to ładnie, w dzień ślubu.

STRASZ

Nie bój się o mnie.. Dajno mi wody.

KOTWICZ

wstaje i nalewa z karafki

Muszę ci służyć jak dziecku...

STRASZ

Nieprawda! dziecku byś tak nie służył... bo nicby ci z tego nie przyszło. pije cukry i wino przynieśli?

KOTWICZ

Jest wszystko.

STRASZ

Pewnoś znowu rozdał z parę rubli na piwo, bo ty lubisz szastać z cudzego.

KOTWICZ

wąchając dym z cygara, które pali Strasz

Jakieś dobre cygaro... nie masz tam jeszcze z jednego?

STRASZ

dając mu cygarnicę

Na, masz... czerp... weź sobie z parę do kieszeni, znaj pana.

KOTWICZ

Gdzieżeście tak bomblowali?

STRASZ

Wyprawiałem śniadanie tym wyżeraczom.. na pożegnanie stanu kawalerskiego.

KOTWICZ

Ale fe! śmiejąc się Na pożegnanie! p. c. kobiety były?

STRASZ

Jak myślisz?

KOTWICZ

Walerka? uderzając go Hultaj! po chwili Ale słuchajno, z tym szambelanicem trzebaby jakoś...

STRASZ

Co, trzebaby?

KOTWICZ

Bój się Boga on goły jak święty turecki... daj mu co odczepnego.

STRASZ

Mój kochany, złapaliście mnie i doicie już do ostatniego. Czy myślisz, że tak ciągle będę na to pozwalał?

KOTWICZ

O! znowu nie fanfaronuj!

STRASZ

Co? nie złapaliście mnie?

KOTWICZ

Dajno pokój tak między nami mówiąc, zyskujesz pozycję, wchodzisz w koligacje.

STRASZ

Tego towaru za miły grosz zawsze dostanie.

KOTWICZ

Ale piękność okrzyczana... wszyscy ci zazdroszczą, możesz się pysznić.

STRASZ

Koczkodana bym nie wziął. Za swoje pieniądze powinienem zaimponować. Płacę! do miljon djabłów gotówką, i tandety nie chcę.

KOTWICZ

No, no, no! tylko się nie gorączkuj.

STRASZ

To nie błaznuj.

KOTWICZ

Zapominasz się.

STRASZ

Jeżeli ci się zdaje żem pijany, to się grubo mylisz... jestem przy zdrowych zmysłach, zdrowszych niż wy wszyscy. Możecie mnie naciągać, ale tylko do pewnego stopnia.. to sobie powiedziałem, bo golizny się boję jak zarazy. Przychodzi mi to na myśl ile razy patrzę na was... ty naprzykład, wyrzucałeś pełnemi garściami, a dziś w łapę byś mnie pocałował za kilka rubli.

KOTWICZ

Widzę, że z tobą dziś nie ma co gadać.

Wstaje.

STRASZ

przytrzymując go

Siedź!... jak się będziesz dąsał, to nic nie wskórasz. Stary zostawił mi tyle, że mogę sobie dużo pozwolić, ale żebym miał wszystko puścić, to nie głupim,.. gołego za psa nie mają... p. c. Jakem był dependentem u adwokata...

KOTWICZ

n. s.

Teraz się wygada... głośno Dependentem, ty?

STRASZ

Nie wiedziałeś? Stary kazał mi praktykować, ale na utrzymanie nic nie dawał, obiecując gruszki na wierzbie... nałamałem sobie nieraz głowy, zkąd wykręcić na ogródki i baliki... ale to mnie nauczyło wartości pieniędzy.

KOTWICZ

Coż to za stary? papka?

STRASZ

Gdzie tam papka.. wujaszek... papki nigdy nie znałem... innym tonem miałem tylko matkę... to była męczennica.

KOTWICZ

A! więc ty jesteś wychowany przez mamę... pieszczoszek, gagatek... teraz się nie dziwię niczemu.

STRASZ

ponuro; wstając

Gagatek! prawda, byłem gagatkiem, kochała mnie... a ja... ja bo trzeba ci wiedzieć nikogo nie kocham i w nic nie wierzę, ale to w nic co się nazywa, prócz pieniędzy... ale ją kochałem... to jest teraz tak mi się zdaje, bo dopóki żyła, zatruwałem jej życie. Jak zapamiętam siedziała po całych dniach i nocach przy maszynie... szyła i płakała... pracowała na mnie, bo ja ostatni grosz jej wyciągałem na hulanki... dopiero gdy umarła, zrobiło mi się jakoś głupio na sercu... napadła mnie jakaś nienawiść do ludzi, którzy się nad nią znęcali, szalona chęć odwetu...

Chodzi.

KOTWICZ

Alboż ten wuj nie przychodził wam wcale w pomoc?

STRASZ

Co, wuj! brudny sknera, dbał o nas tyle co pies o piątą nogę.

KOTWICZ

Przecież dał dowód pamięci, zapisując ci taki ładny majątek.

STRASZ

Ha, ha... zapisując! ani mu się śniło, tylko kipnął nagle i mnie się dostało, jako jedynemu krewnemu... Szkoda tylko, że matka tego nie doczekała... byłbym miał satysfakcję patrzeć, jakby jej się nisko kłaniali ci wszyscy, którzy najbardziej zalewali sadła za skórę... tak jak mnie.. dawniej potrącali jak psa, dziś kochają... ha, ha, ha... biorąc Kotwicza w objęcia kochasz mnie? ściska go gwałtownie bardzo? póki funduję? co? odpycha go pieniądz to dobra rzecz... przepraszam cię, ale kto go trwoni, ten osioł.

KOTWICZ

n. s.

Pijany, jak bela... głośno Więc kiedy masz, to nie bądźże egoistą... z szambelanicem...

STRASZ

Czegóż on chce? dajcież mi raz pokój. Czarnoskała już moja, ponabywałem długi, których było tyle, że mu się nie wiele należy.

KOTWICZ

No, widzisz, nie wiele, ale zawsze coś... powinno ci też chodzić o to, żeby ludzie nie gadali żeś z niego korzystał. Ja wiem żeś ty na tem zarobił. Później się tam będziecie rachować po familijnemu, a tymczasem daj mu co.. zamkniesz mu usta.

STRASZ

Ileż on chce?

KOTWICZ

Ja ci powiem: daj mu kredyt na jakie parę tysięcy, i będziesz miał spokojną głowę.

STRASZ

dobywa z pugilaresu weksel, idzie do biurka i pisze; n. s.

Ostatni raz to robię, ale po ślubie...

KOTWICZ

zaglądając przez ramię

Tysiąc rubli... cóż to znaczy...

STRASZ

Więcej ani grosza... daje mu weksel Masz, i nie nudźcie mnie. Kotwicz się ociąga a przedewszystkiem pozwólcie mi się przedrzemnąć choć chwilę, bo będzie skandal, jak chrapnę przy ołtarzu.

KOTWICZ

Ale nie zaspijże, bo to już nie długo

Wychodzi na prawo.