IV
1. Skoro Cezar Tytus dowiedział się, jak gotowały się na przyjęcie jego rodzica wszystkie miasta italskie, a zwłaszcza z jakim oddaniem i świetnością powitał go Rzym, wszelkie troski o ojca ustąpiły miejsca uczuciu ogromnej radości. Jeszcze Wespazjan był daleko poza granicami Italii, a już wszystkie umysły garnęły się do niego, oczekiwano jego przybycia z napięciem, kierując się jedynie życzliwością, bez żadnego przymusu. Senat, mając w pamięci wszystkie klęski, jakie spowodowała szybka kilkakrotna zmiana tronu, czuł się szczęśliwy, że kierownikiem nawy państwowej został mąż w wieku poważnym, mający za sobą świetną przeszłość wojskową, gotowy niezawodnie całej swej władzy używać wyłącznie dla dobra poddanych. Lud, wyniszczony wojnami domowymi, z jeszcze większą wyczekiwał go niecierpliwością; on, mówiono sobie, położy koniec wszystkim dotychczasowym dolegliwościom, pod nim zapanuje powszechne bezpieczeństwo, dostatek. Wojsko zaś ze szczególnym zaufaniem zwracało się myślą ku niemu; wiedziało doskonale, jakie znaczenie miały wojny, których był zwycięskim kierownikiem; wojsko też napatrzyło się na nieudolność i tchórzostwo innych wodzów1370, spodziewało się tedy, że właśnie pod jego berłem1371 zmyje niejedną hańbę, zyska dawną cześć i pierwotną potęgę. Kiedy tak wszystkie warstwy wyczekiwały nowego władcy w podniosłym, a wielce dla niego życzliwym nastroju, ludzie wyższych stanowisk nie uznali za właściwe, aby go czekać w mieście; wyruszyli tedy na jego spotkanie daleko za Rzym. Ale i innym obywatelom tęskno było czekać, każdy wolał biec naprzód niż niecierpliwić się na miejscu, ruszyły tedy naprzeciwko tak ogromne tłumy, że miasto wyglądało jak wyludnione, jedyny wypadek owego radosnego wyludnienia, większa bowiem była liczba tych, którzy ruszyli na spotkanie, niż tych, którzy pozostali w mieście. A kiedy dano znać, że już się zbliża, kiedy ci, co byli naprzód ruszyli, głosić poczęli nadzwyczajne rzeczy o jego łaskawości względem każdego, wtedy cała reszta obywateli z żonami i dziećmi także zapragnęła powitać go na drodze, a kędy przejeżdżał, tłumy, ujęte jego przyjaznym zachowaniem się i łagodnością oblicza, wydawały okrzyki na jego cześć, zowiąc go dobroczyńcą, zbawcą, jedynym władcą godnym Rzymu. Miasto, przystrojone wieńcami, zapełnione dymami kadzideł, wyglądało jak świątynia. Z trudem zaledwie zdołał władca przejechać między tłumami do pałacu, w którym natychmiast po przybyciu złożył ofiary bóstwom domowym. Lud począł święcić uroczystości, zasiadano do uczt wedle gmin, rodów, sąsiedztw, a tłumy, lejąc libacje1372, błagały Boga, aby długie lata pozwolił Wespazjanowi dzierżyć szczęśliwie berło rzymskie, a tron przekazał bezspornie jego synom i dalszym ich potomkom. Od owego wspaniałego przyjęcia Wespazjana poczęły się też dla Rzymu czasy nader pomyślne.
2. Znacznie wcześniej, kiedy jeszcze Wespazjan bawił w Aleksandrii, a Tytus zajęty był obleganiem Jerozolimy, znaczna część Germanów zbuntowała się1373, do których też zaraz przyłączyli się Galowie w liczbie niemałej, a wspólnie rzecz prowadząc, żywili nadzieje, że zdołają pozbyć się rzymskiego jarzma. Galów do tego buntu i wojny pchała przede wszystkim ich nieuległa natura, do żadnej niezdolna rozwagi, przy najmniejszych błyskach powodzenia na oślep rzucająca się w zamęt niebezpieczeństwa. Grała tu także i nienawiść do ujarzmicieli i świadomość, że oto Rzymianie byli pierwsi, którzy ich w niewolników pozamieniali. Ale najwięcej odwagi czerpali z ogólnego położenia, jakie się było wtedy wytworzyło. Skoro ujrzeli, że Rzym wskutek częstej zmiany imperatorów osłabł na sile wewnętrznej, skoro posłyszeli, że w różnych częściach tego olbrzymiego państwa gotuje się na zawieruchę, postanowili należycie wyzyskać złe położenie Rzymu i rozterki. Podburzyli ich zaś i ożywili nadziejami szalonymi wodzowie Classicus i Vitellus1374, którzy już od dawna knuli bunt, a teraz, gdy im czas wydał się po temu, jawnie wystąpili, pociągając za sobą ludy i tak do podobnych rzeczy skłonne. Już się była przeważająca część Galii otwarcie do powstania przyłączyła, już i inni opowiadali się, że także niebawem za broń chwycą, kiedy niby na zrządzenie Opatrzności Wespazjan posłał pismo do Petiliusza Cerealiusza, byłego namiestnika Germanii, nadając mu tytuł konsula i rozkazując mu objąć zarząd nad Brytanią. Ten tedy, ruszając wedle otrzymanych zleceń, zasłyszał po drodze1375 o buncie Germanów, a ponieważ ci siły swoje już skupili, przeto natarł na nich, stoczył z nimi walną bitwę, pobił na głowę, zmuszając ich tym samym do zaniechania bezowocnych przedsięwzięć i do rozwagi. Poskromienie ich byłoby i tak rychło nastąpiło, gdyby nawet Cerealiusz nie był się na nich tak gwałtownie rzucił. Zaledwie bowiem wieść o ich buncie dobiegła do Rzymu, Cezar Domicjan, wcale się długo nie namyślając, jakby to był niezawodnie uczynił każdy inny młodzieniec w jego wieku, ożywiony męstwem1376 odziedziczonym po ojcu i posiadając niezwykłe na swoje lata doświadczenie bojowe, bezzwłocznie ruszył zbrojnie na barbarzyńców. Ci na samą wiadomość o jego wyruszeniu stracili ducha i poddali się z wielkim strachem, za szczęście sobie poczytując już to, że bez poniesienia klęski mogli ugiąć się pod dawne jarzmo Rzymian. Domicjan, poczyniwszy w Galii odpowiednie zarządzenia, aby uniemożliwić w przyszłości wszczynanie podobnych buntów, wrócił do Rzymu okryty sławą i dokonawszy czynu może nad wiek swój, ale bądź co bądź takiego, jakiego można się było spodziewać po synu podobnie niepospolitego rodzica.
3. Równocześnie z wieścią o wspomnianym buncie Germanów spadła do Rzymu wiadomość o tym, że Scytowie1377 porwali za broń. Liczne scytyjskie plemiona, zwane Sarmatami1378, znienacka przekroczywszy Ister1379, wtargnęły do ziem z tej strony tej rzeki położonych1380, z niezmierną też gwałtownością, tym bardziej że całkiem niespodzianie, rzuciły się na rzymskie załogi, zniosły je po większej części, a nawet wtedy po krwawym oporze zginął legat Fontejusz Agryppa; następnie ograbili i spustoszyli cały kraj Rzymowi podległy. Skoro wieść o tych wypadkach i o spustoszeniu Mezji dobiegła do Wespazjana, wysłał na poskromienie Sarmatów Rubriusza Gallusa. Ten zgromił ich w otwartym polu, ogromną ilość położył trupem, reszta ze strachem zbiegła do swoich siedzib. Na tym wojna została zakończona, a wódz, mając na myśli przyszłe bezpieczeństwo, zostawił tam silne i liczne załogi, że już barbarzyńcy za rzekę zapuszczać się nie mogli. Oto w jaki sposób wojna w Mezji tak rychło została rozstrzygnięta.