IV
1. W tym czasie w różnych okolicach kraju wszczęły się rozruchy, a niejeden wyciągał rękę po berło458. W Idumei dwa tysiące dawnych żołnierzy Herodowych natarło z bronią w ręku na wojsko królewskie, a Achiabios, krewniak króla, stawiał im opór, wszelako jedynie z najsilniejszych twierdz, unikając z nim i spotkania w otwartym polu. W Sefforis w Galilei niejaki Juda, syn ujętego dawniej przez Heroda za pustoszenie kraju herszta zbójeckiego Ezechiasza, zebrał niemałą bandę, napadł na królewskie zbrojownie i zaopatrzywszy swych ludzi we wszelkie narzędzie wojenne, ścigał tych, którzy pięli się do władzy.
2. W Perei znowu Szymon, jeden z niewolników królewskich, że był rosły i kształtny, wdział diadem i ze swymi opryszkami, co się do niego zbiegli, krążył po kraju, puścił z dymem pałac królewski w Jerychu, także wiele innych pałaców, a w czasie pożaru suto i łatwo się obłowił. Gdyby miał był czas, obróciłby niezawodnie w popioły i zgliszcza wszystkie zacniejsze domostwa, lecz nareszcie ruszył na niego Gratus, hegemon królewskiej piechoty, wiodąc z sobą łuczników ziemi Trachonitis i wielce sprawnych Sebasteńczyków. Zawrzała bitwa, w której legło wielu Perejczyków459, a sam Szymon, kiedy chciał się wymknać przez jar, został przez Gratusa otoczony, a otrzymawszy z boku cięcie w kark, poległ. Inna banda opryszków z Perei spaliła pałac królewski w Betaramacie460, w pobliżu Jordanu.
3. Znalazł się nawet pewien pasterz, który się ważył sięgnąć po koronę; nazywał się Atrongajos461, a opierał swoje nadzieje nie tylko na niezwykłej sile ręki i jeszcze niezwyklejszej pogardzie śmierci, ale również i na współdziałaniu czterech równych mu braci. Każdemu z nich przydawszy zbrojną tłuszczę, niby strategów i satrapów462 na różne napady posyłał, sam zaś niby król poważniejsze sprawy załatwiał. Człowiek ten, włożywszy na czoło diadem, razem z braćmi swymi przez czas dłuższy szerzył w kraju spustoszenie; głównie napadali i zabijali Rzymian oraz ludzi królewskich, nie omijając wszakże i Żydów, jeżeli się coś przy nich mogło znaleźć. Razu pewnego ośmielili się nawet obskoczyć pod Amniaus463 oddział rzymski, wiozący legii broń i żywność. Już od ich strzał legł setnik Ariusz, już i czterdziestu najdzielniejszych padło legionistów, już i innych niechybna czekała zagłada, kiedy przybiegł na odsiecz Gratus ze swymi Sebasteńczykami i odbił ich. Przez cały czas owej wojny bracia popełniali na swoich rodakach gwałty niby wrogowie, aż nareszcie trzech z nich pojmano, a mianowicie Archelaos ujął najstarszego, dwóch następnych wyłapali Gratus i Ptolemeusz; czwarty natomiast zdał się na słowo Archelaosowi. Los ten wszelako spotkał ich dopiero później, bo wtedy podczas owej rozbójniczej wojny po całym uganiali się kraju.