IX

1. I znowu sądził, że trzeba szturmy powstrzymać, aby powstańcom dać czas do namysłu, bo może wobec zburzenia drugiego muru i wobec grożącego głodu zmiękną nieco, albowiem nagrabiona żywność na długo starczyć im nie mogła. Przerwy tej użył Tytus dla dokonania ważnej czynności. Przypadał bowiem termin płacenia żołdu. Kazał hegemonom wyprowadzić wojska na widoczne dla nieprzyjaciela miejsce, aby każdemu wojownikowi został pieniądz odliczony. Wojska wystąpiły wedle zwyczaju w pełnym rynsztunku i z bronią obnażoną, jeźdźcy zaś prowadzili za uzdy ozdobione rzędami konie. Na całej przestrzeni przed miastem świeciło się od srebra i złota, a widok ten, cieszący oczy Rzymian, wielce zatrwożył nieprzyjaciela. Stary mur na całej swej rozciągłości, a także północna strona świątyni napełniła się tłumami ciekawych, ludzie stawali nawet na dachach domów, a w mieście nie było miejsca, gdzie nie roiłoby się od obywateli. Potęga rzymska zebrana na jednym obszarze, wspaniały rynsztunek wojenny, ład panujący w szeregach, wszystko to przejęło drżeniem nawet najbardziej zaciekłych. Kto wie, czy widok ów nie byłby powstańców naprowadził na inne myśli, gdyby nie to, że za krzywdy wyrządzone ludowi nie spodziewali się ze strony Rzymian żadnego przebaczenia. Sądzili, że jeśli złożą broń, będą i tak karani śmiercią; woleli tedy ginąć przynajmniej w boju. A zresztą sam już los tak chciał, aby winni padli do spółki z niewinnymi i aby z powstańcami razem całe miasto poszło na zatracenie.

2. Cztery dni zajęło Rzymianom wypłacanie żołdu wszystkim legiom, a kiedy w ciągu tego czasu żadnych ze strony Żydów nie było wystąpień w sprawie pokoju, Tytus dnia piątego podzielił wojska na dwie części: jedna część miała sypać okopy naprzeciwko Antonii, druga naprzeciwko grobowca Jana1164, jedna też miała uderzyć na Górne Miasto, a druga przez Antonię na świątynię, albowiem bez wzięcia tej ostatniej nawet w razie zdobycia miasta trudno byłoby się tam utrzymać. W tych tedy miejscach legie zaczęły wznosić wały. Tym, którzy około grobowca się krzątali, czynili przeszkody Idumejczycy łącznie z doskonale uzbrojonymi zastępami Szymona, tym zaś, którzy wał wznosili koło Antonii, ludzie Jana i gorliwcy. Żydzi mieli teraz nie tylko wygodniejsze, bo górujące nad wrogiem stanowisko, ale i kusze, z których się już wyuczyli miotać pociski, gdyż ćwicząc się w tym codziennie, w krótkim czasie nabyli wprawy. Posiadali trzysta skorpionów i czterysta balist, którymi dotkliwie razili Rzymian w czasie dokonywania robót oblężniczych. Tytus zaś, jasno zdając sobie sprawę z tego, że o ile zatrata miasta będzie dla niego szkodą, o tyle uratowanie zyskiem, nie opuścił w czasie tych robót żadnej sposobności, aby wpływać na usposobienie Żydów, przeplatał czyn wojenny pokojowymi wezwaniami, a wiedząc, że słowo nieraz większy odniesie skutek niż oręż, nie tylko osobiście wzywał oblężonych, ażeby przez poddanie się ratowali i tak już na wpół zdobyte miasto, ale prócz tego wysłał Józefa, aby przemówił do nich w ojczystym języku, sądząc, że może rodak prędzej na nich podziała.

3. Ten tedy obszedł mur, a stanąwszy w miejscu, do którego strzała nie dolatywała, a mógł być dobrze słyszany, począł im usilnie tłumaczyć1165, aby mieli jakiś wzgląd na los własny, los ludu, los ojczyzny, los świątyni i dla tych świętości nie zdradzali obojętności większej od cudzoziemców. Kiedy bowiem Rzymianie przybytki wrogów swoich otaczają szacunkiem i dotąd ręki na nich nie położyli, choć przecież innej są wiary, oto ludzie, co pod cieniem tych przybytków wyrośli, co to mają być spadkobiercami owej świętej spuścizny, wszystko czynią, co tylko jest w ich mocy, aby je w perzynę obrócić. Oto mury tęższe, jak przecie widzą, już runęły; pozostał jeden, bezsprzecznie najsłabszy. Wiadomo im chyba, że rzymskiej potęgi nikt nie złamie, podleganie zaś Rzymowi także nie jest dla nich nowością. Jeżeli piękną jest rzeczą imać się oręża za walkę o wolność, trzeba tak było postępować w samych początkach zagrożenia tej wolności. Bo skoro ktoś już został pokonany, a przez bardzo długi czas poddaństwo znosił i nagle chce jarzmo z siebie zrzucać, to szuka on po prostu śmierci, a nie wolności. Można ostatecznie wymówić posłuszeństwo władcy słabemu, ale chyba nie takiemu, który panowanie swoje utwierdził nad całym światem. Gdzież są krainy, które się oparły zaborowi rzymskiemu, prócz tych, co z powodu skwarów lub mrozów żadnej nie przedstawiają dla nich wartości? Wszędzie szczęściło się Rzymianom, a Bóg, który różnym narodom dawał władzę nad światem, teraz złożył ją do rąk Italii. Istnieje prawo dla zwierząt i ludzi jednakie, że trzeba ulegać silniejszemu i że ten bierze górę, kto broń lepszą posiada. Dlatego też już przodkowie Żydów1166, którzy przecież zarówno tężyzną cielesną, jak i tężyzną ducha, a wreszcie wszelakimi środkami obrony lepiej od dzisiejszych potomków swoich byli wyposażeni, ulegali Rzymianom, czego na pewno nie byliby czynili, gdyby się nie spostrzegli, że Bóg wspiera Rzymian. Na jaką jeszcze ostoję liczą Żydzi, skoro przeważająca część miasta już jest zdobyta, a ci, którzy są tam zamknięci, gdyby się nawet mury szturmom rzymskim oparły, wiodą żywot bardziej opłakany od jeńców wojennych? Nie jest już tajemnicą dla Rzymian ten głód, panujący w mieście, od którego na razie sam lud cierpi, ale który niebawem pocznie niszczyć także zbrojne zastępy powstańcze. Gdyby Rzymianie dali nawet spokój orężnemu dobywaniu miasta, to tam, wewnątrz murów, jest wróg inny, wróg niezwyciężony, z każdą godziną potężniejszy, jest ów głód, przeciwko któremu nikt nic mieczem nie wskórał, a powstańcy, wyjątku nie stanowiący, także podobnej klęsce rady nie dadzą. Mówił im jeszcze Józef, iż uczyniliby najlepiej, gdyby się opamiętali, nim pogrom będzie nieunikniony, a myśleli o ratunku, póki jeszcze jest na to czas. Rzymianie wszystko puszczą w niepamięć, jeśli tylko Żydzi nie doprowadzą ich do ostateczności; leży to bowiem w naturze rzymskiej, iż jako zwycięzcy zawsze wykazują pewną łagodność i że zawsze korzyść stawiają wyżej nad pofolgowanie namiętności. A nie jest też dla nich żadną korzyścią brać miasto bezludne lub kraj opustoszały. Dlatego Cezar raz jeszcze próbuje okazać im swoje względy; ale jeśli będzie zmuszony brać miasto siłą, to potem nikogo już nie oszczędzi, skoro głosu jego, gdy w ciężkim odzywał się położeniu, nie słuchano. Że niebawem i trzeci mur zostanie zdobyty, na to dowód taki, że już dwa padły; a gdyby nawet wszelkie umocnienia okazały się nienaruszalne, to głód będzie za Rzymianami przeciwko Żydom walczył.

4. Kiedy Józef w sposób powyższy przemawiał, jedni, stojąc na murach, szydzili z niego, inni mu złorzeczyli, a niektórzy nawet miotali na niego pociski. Skoro nie mógł ich przekonać tak prostymi wywodami, sięgnął do historii ojczystej i zawołał: „Ludzie godni pożałowania, własnych zapominający sprzymierzeńców, czyż to ręką i mieczem chcecie coś wskórać przeciwko Rzymianom? A kogóż to w ten sposób w ogóle zwalczyliśmy? Czyż mścicielem krzywd wyrządzanych narodowi naszemu nie bywał jeden Bóg, nasz Stworzyciel? Czyż to już nie umiecie sięgnąć okiem w przeszłość, aby się przekonać, jak potężnego obraziliście sojusznika? Czy już istotnie zatarły się w pamięci waszej cudowne czyny ojców i ilu to wrogów w tym świętym miejscu zgubę znalazło? Dreszcz mnie przechodzi na myśl, że czyny Boże mam wystawiać przed niegodne uszy; ale słuchajcie, abyście poznali, że bój toczycie nie tylko przeciwko Rzymianom, ale i przeciwko samemu Bogu. Oto król egipski Nechao1167, zwany także Faraonem, ongi na czele tysiącznych zastępów wtargnąwszy, porwał królową Sarę1168, pramatkę narodu naszego1169. Cóż tedy uczynił Abraham1170, mąż jej, a nasz praojciec? Czy rzucił się z mieczem w ręku na swego krzywdziciela, on, mający na rozkazy swoje trzystu osiemnastu namiestników1171, z których każdy rozporządzał niezliczonymi wojskami? Czy mimo to nie uważałby się za całkiem osamotnionego, gdyby go nie był wsparł Bóg, czy to nie wzniósł do niego czystych rąk swoich w miejscu, które wy teraz znieważacie, czy nie wybłagał sobie pomocy owego nieprzezwyciężonego pomocnika niebieskiego? Czyż nie wiecie, jak to już na drugi dzień królowa nietknięta zwrócona została małżonkowi swojemu, a Egipcjanin, ukorzywszy się w miejscu dziś przez was krwią bratnią skalanym, przerażony nocnymi widziadłami, uciekł, srebrem i złotem obdarowawszy1172 Hebrajczyków przez Boga umiłowanych? Czyż mam mówić o przesiedleniu się ojców naszych do Egiptu? Gdzie przez lat czterysta od królów obcych gwałt srogi cierpiąc, nigdy za broń nie chwycili, poleciwszy jedynie sprawę swoją Bogu? Któż nie wie, jak się potem Egipt wszelakim robactwem1173 zaroił, jak przeróżnymi chorobami był trapiony, jaki nawiedził go nieurodzaj, jak w Nilu wody całkiem opadły, jak szło na ten kraj dziesięć plag jedna za drugą, dzięki czemu ojcowie nasi bezpiecznie odejść mogli, bez krwi przelewu, nawet opieką otoczeni, aby się im jaka krzywda nie stała, a to wszystko jedynie dlatego, że Bóg był ich rzecznikiem i wiódł ich ku wolności, wiernych stróżów świątyni swojej? A kiedy Syryjczycy1174 porwali naszemu narodowi Arkę Przymierza, czyż za to nie jęknęła boleśnie cała ziemia palestyńska1175, czy nie został porażony bożek Dagon1176, czyż cały lud, który śmiał na tę Arkę się targnąć, srodze za to nie odpokutował? Wrzody paskudne pokryły ich sromotę, razem z jadłem wychodziły z nich wnętrzności; i oto te same ręce, co ją porwały, odniosły ją w uroczystym pochodzie przy brzmieniu cymbałów i kotłów, składając wielkie ofiary przejednania za naruszenie świętości. Bóg sprawił dla Żydów, iż rzeczy taki obrót wzięły, albowiem zamiast chwytać za broń, na niego się zdali. A król asyryjski Sennachereim1177, co to na czele ludów całej Azji to oto miasto nasze obległ, czyż padł ludzką ręką ugodzony? Przenigdy, bo te ręce ludzkie, wszelką broń odrzuciwszy, wyciągnięte były do Pana i oto anioł jego w ciągu jednej nocy niezliczone wojska wroga poraził, kiedy zaś o wschodzie słońca Asyryjczyk ocknął się, znalazł sto osiemdziesiąt i pięć tysięcy umarłego ludu swego1178, tedy z resztą sił swoich zbiegł przed Hebrajczykami, którzy ani żadnego nie mieli uzbrojenia, ani też wcale go nie ścigali. Słyszeliście także niezawodnie o niewoli babilońskiej1179, w której tułaczy1180 lud przez lat siedemdziesiąt pozostając wcale się nie rwał do wolności, póki Cyrus1181 gwoli1182 Boga sam mu jej nie pomiłował1183; przywróceni przez niego do ziemi ojczystej znowu mogli Tego, który z nimi zawarł przymierze1184, czcić w jego świątyni. Krótko mówiąc, nie ma przykładu, aby ojcowie nasi mieczem, a bez Boga odnieśli jakieś zwycięstwo, albo też bez miecza, a z Bogiem ponieśli jakąś klęskę. Nie opuszczając swoich siedzib, zwyciężali, jeśli Bóg tak postanowił, natomiast w bój ruszywszy, zawsze przegrywali. Oto kiedy król babiloński obległ stolicę naszą, a król nasz Sedecjasz mimo proroctw Jeremiaszowych podjął walkę, to i sam dostał się do niewoli i patrzeć musiał na zburzenie miasta wraz ze świątynią1185. A przecież o ile bardziej umiarkowany był ów król od waszych przewodników, a jego lud od was! Bo kiedy Jeremiasz wielkim głosem obwieszczał, że z powodu grzechów Bóg się od nich odwrócił i że zginą, jeśli miasta nie poddadzą, ani król, ani naród nie targnęli się na jego życie1186. A wy, o których zbrodniach tam popełnionych wcale mówić nie będę, bo po prostu nie potrafię dobyć z siebie słów na opowiedzenie tego wszystkiego, wy złorzeczycie mi, że chcę wam udzielić zbawiennej rady, miotacie na mnie pociski w złości, że niecne postępki wasze wspominam, bo nawet wysłuchać tego nie możecie, co dzień w dzień popełniacie. Ale oto, gdy Antioch Epifanes zaległ tu pod miastem z wojskiem swoim, srogo przeciwko Bogu zgrzeszywszy, przodkowie nasi zbrojny na niego uczynili napad; wszelako na głowę pobici zostali, miasto splądrowane, świątynia na trzy i pół roku opustoszała. Lecz cóż będę w dalszym ciągu podobne przytaczał przykłady! Wracam do Rzymian i pytam, kto pchnął ich na nasz naród? Czyż nie bezbożność samych obywateli? Co stało się powodem zawojowania kraju naszego? Czyż nie zamieszki śród naszych przodków, czyż nie szaleństwa Arystobula i Hyrkana i wzajemna przeciw sobie nienawiść nie sprowadziła Pompejusza na miasto, że Bóg oddał w ręce rzymskie lud nasz, wolności już niegodny? I oto po trzymiesięcznym oblężeniu miasto się poddało, a jednak ówcześni obywatele nie zawinili tak przeciw Zakonowi, nie skalali tak świątyni, jak wy, lepiej też od was we wszelkie środki wojenne byli zaopatrzeni. Czyż nie jest wam znany koniec Antygona, syna Arystobulowego, za panowania którego Bóg znowu na grzeszny naród nasz zesłał niewolę? Herod, syn Antypatra, sprowadził Sosjusza, Sosjusz Rzymian sprowadził, którzy przez sześć miesięcy oblegali miasto, zdobyli, splądrowali za winy obywateli. Oto, że naród nasz nigdy na sile oręża nie mógł budować, bo ilekroć za ten oręż chwycił, zawsze popadał w niewolę. Niechaj tedy ci, którzy te święte obsadzili miejsca, zdadzą rzecz na sąd Boga, ludzkich zrzekając się sposobów walki, póki jeszcze nie wygasła w nich wiara w Wyższego Sędziego. A zresztą gdzież są z waszej strony czyny, którym Prawodawca błogosławił? Cóż natomiast zaniechaliście z tego, na co on przekleństwo swoje rzucił? O ileż bardziej bezbożni jesteście od tamtych, którzy tak rychło upadli! Już wam nie wystarczają owe skrycie popełniane przestępstwa, jak kradzież, oszukaństwo, cudzołóstwo; rabunku się chwytacie, mężobójstwa, szukacie sobie dróg do całkiem niepomyślanych zbrodni. Ze świątyni uczyniliście sobie jaskinię bezpieczną, Przybytek skalany ręką swojską, Przybytek, nawet przez Rzymian z czcią omijany, przez tych Rzymian, którzy niejednego własnego zrzekli się zwyczaju, byle tylko naszego nie obrazić Zakonu. I wciąż jeszcze oczekujecie pomocy od Tego, którego tak niezmiernie obruszyliście na siebie? Ale przypuśćmy, że ręce, które do Boga wznosicie, są nieskalane; bo czyste były ręce króla naszego1187, gdy Boga błagało pomoc przeciwko Asyryjczykom i Bóg też owo wielkie wojsko przez jedną noc poraził. Ale czyż postępowanie Rzymian da się porównać z postępowaniem Asyryjczyków, że na podobną pomoc ze strony Boga liczycie? Toż król dał wtedy okup, aby uratować miasto, a oni, przysiąg niepomni, puścili z dymem świątynię, gdy tymczasem Rzymianie tylko daniny od was żądają, którą ojcowie wasi ich ojcom zawsze płacili. Skoro to osiągną, ani miasta nie uszkodzą, ani też świątyni nie ruszą, wszystko w naszym pozostanie ręku, nietknięte, rodziny, dobytek, Zakon nasz święty. Tylko człowiek szalony może mniemać, że Bóg stanie jednako po stronie sprawiedliwego i niesprawiedliwego. Rychłe jest jego ramię ku pomocy, kiedy tego potrzeba; Asyryjczyków zaraz w pierwszą noc zgromił, gdy się tutaj przed miastem rozłożyli obozem. Gdyby tedy uznał nas za godnych wolności, Rzymian zaś ukarania, byłby jako wówczas na Asyryjczyków takoż i na nich od razu rękę swoją opuścił, kiedy to Pompejusz na szedł nasz naród, kiedy Sosjusz się tu znalazł, kiedy Wespazjan Galileę pustoszył, wreszcie teraz, kiedy Tytus stanął przed bramami miasta. Ale ani Magnus, ani Sosjusz porażeni nie zostali, przeciwnie, wzięli miasto szturmem, a Wespazjan w czasie wojny z nami nawet do władzy doszedł monarszej. Toż dla Tytusa źródła ziemi chętniej niż dla was łono swoje otwierają Przed jego przybyciem, jak wiadomo, wyschło Siloa i wszystkie źródła podmiejskie, że trzeba było wodę kupować amforami. Teraz zaś na pożytek waszych wrogów źródła te dają tyle wody, że starczy nie tylko dla wojska i zwierząt, ale także do zlewania ogrodów. Zresztą z tymi cudownymi oznakami spotykano się i dawniej, a mianowicie w czasie pierwszego zdobywania miasta, kiedy je brał wspomniany król babiloński, który potem także świątynię spalił, a przecież ówcześni obywatele wcale się takich nie dopuścili nadużyć, jak wy. Przeto sądzę, że Bóg opuścił Święte Świętych, a stanął po stronie waszych nieprzyjaciół. Jeżeli nawet każdy prawy człowiek opuszcza dom skalany bezeceństwem i oczy swoje odwraca od jego mieszkańców, czyż mniemacie, że Bóg, przed którego okiem nic się nie ukryje, zechce dłużej pozostawać wśród złości waszego domostwa? A cóż da się u was jeszcze ukryć lub przemilczeć? Czy jest coś z tego, co nie byłoby wiadome nieprzyjaciołom waszym? Podeptać Zakon, to dla was zaszczyt; jeden przez drugiego chce jeno pokazać, jak to gorszym być potrafi; bezwstydy niby cnoty na oczy ludzkie wystawiacie! A jednak widzę jeszcze dla was drogę, na której znaleźć możecie ratunek, wstąpcie jeno na nią, a Bóg zawsze temu przebaczy, kto wyzna, że zgrzeszył i tego grzechu żałuje. Ludzie zakamieniali! Rzućcie od siebie wszelką broń, zmiłujcie się nad ojczyzną na wpół zrujnowaną, obróćcie się, a patrzajcie, jak wielką rzecz zamyślacie wydać na zgubę, jakie miasto, jaką świątynię, ilu narodów ofiary! Któż chciałby w to wszystko miotnąć zapaloną pochodnię? Któż żąda, żeby tego wszystkiego nie było? Cóż jest godniejsze ratunku nad to właśnie, ludzie nieubłagani, mniej czułości mający niż kamienie! A jeśli na to wszystko nie umiecie już spojrzeć okiem tubylca, ulitujcie się bodaj nad własnymi rodzinami, niech każdemu stanie w pamięci żona, dziecko, ojciec, matka, których niebawem zmiecie głód albo wróg. Wiem, że niebezpieczeństwo zagraża także mojej matce, mojej żonie, mojej rodzinie, nie tak bardzo niepokaźnej, i staremu, świetnemu rodowi; więc może mniemacie, że dlatego w sposób podobny do was przemawiam. Zabijcie ich, weźcie w zamian za wasz ratunek krew moją; bo i ja gotów jestem umrzeć, jeżeli zgonem swoim doprowadziłbym was do opamiętania”.