VII
1. Już był upłynął czwarty rok1400 od wstąpienia na tron Wespazjanowego, kiedy na Antiocha, króla Kommageny, spadł wielki cios z następującego powodu. Cezeniusz Petus, ówczesny Syrii namiestnik, czy że to była prawda, czy też, że pałał nienawiścią względem Antiocha, czego ściśle nie dało się wyjaśnić, wystosował do Cezara pismo z doniesieniem, że Antioch ze swym synem Epifanesem chce się od Rzymu oderwać i że w tym celu już zawarli układ z królem Partów. Trzeba ich tedy ubiec, aby nie zyskali na czasie i całego państwa rzymskiego nie nabawili nowej wojny. Cezar nie lekceważył tej wiadomości, bo samo sąsiedztwo obu królów już wymagało zastosowania pewnych środków ostrożności. Samosata bowiem, stołeczne miasto Kommageny, stoi tuż nad Eufratem, jeśliby tedy Partowie rzeczywiście z nosili się podobnymi zamiarami, łatwo by im przyszło przekroczyć rzekę, a w tym mieście na pewno znaleźliby schronienie. To tedy, co pisał Petus, zyskało wiarę. Petus otrzymał też polecenie, aby przedsięwziął wszystkie środki, jakie tylko uzna za niezbędne, toteż nie zwlekając wcale, spadł znienacka na Kommagenę, kiedy ani Antioch, ani nikt z jego otoczenia czegoś podobnego wcale się nie spodziewał. Petus miał ze sobą legię szóstą, kilka kohort piechoty oraz kilka oddziałów jazdy. Towarzyszyli mu też królowie Arystobul z Chalkidyki1401 i Soajmos z Emesy1402. Nie spotkali się z żadnym oporem, albowiem żaden tuziemiec nie śmiał na nich ręki podnieść. Gdy ta nagła wiadomość dobiegła do Antiocha, ten wcale nie myślał dobywać oręża na Rzymian, ale rzuciwszy wszystko, wraz z żoną i dziećmi zbiegł potajemnie, sądząc, że się tym sposobem nawet wobec Rzymian najlepiej oczyści z wszelkich podejrzeń. Pociągnął w dolinę odległą od miasta o sto dwadzieścia stajań i stanął w niej obozem.
2. Petus wysłał natychmiast część wojska dla zajęcia Samosaty, co wykonano, sam zaś z resztą sił swoich uderzył na Antiocha. Król mimo rozpaczliwego położenia jeszcze nie chciał orężnie przeciwko Rzymianom występować, tylko czekał, co przypadek da, jedynie narzekając na swój los. Ale synom jego, dzielnym, młodym, silnym, w rzemiośle wojennym wyćwiczonym, wcale nie przyszło tak łatwo ugiąć karku bez oporu wobec nieszczęść, jakie na nich spadały. Epifanes i Kallinikos porwali się do broni. W walce, która wrzała dzień cały, wielkie wykazali męstwo, a gdy dzień się zmroczył, cofnęli się, żadnych szczególnych strat nie poniósłszy. Ale mimo tak pomyślnego wyniku bitwy Antioch nie czuł się bezpieczny; uciekł z żoną i córkami do Cylicji, którym to czynem zupełnie splątał odwagę wśród swoich żołnierzy. Ci, mniemając, że król zrzekł się całkowicie swego królestwa, przeszli na stronę Rzymian, wcale nie ukrywając swojej rozpaczy. Tedy Epifanes, nim jeszcze odbiegli go wszyscy żołnierze, musiał wraz ze swoim otoczeniem pomyśleć o ratowaniu się przed wrogiem i oto jedynie z dziesięcioma jeźdźcami umknął za Eufrat. Tam, odetchnąwszy nieco po tym, co im groziło, udali się do Wologeza, króla Partów, który bynajmniej ich nie przyjął lekceważąco jak zbiegów, ale z całym szacunkiem, jak gdyby im jeszcze w pełni dawne przyświecało szczęście.
3. Gdy Antioch schronił się do Tarsu1403 w Cylicji, Petus kazał go przez pewnego centuriona ująć i do Rzymu w okowach odesłać. Wszelako Wespazjan w takiej postawie wcale go przed sobą widzieć nie pragnął i raczej wolał go powitać z dawną przyjaźnią niż okazywać mu nieubłagany gniew z powodu rzekomego buntu. Jeszcze tedy w drodze kazał mu zdjąć okowy i pod pozorem odłożenia podróży do Rzymu zostawić w Lacedemonie. Prócz tego takie wyznaczył mu dochody, że Antioch mógł nie tylko żyć dostatnio, ale po królewsku. Kiedy wiadomość o tym doszła do otoczenia Epifanesa, zaraz synom jego spadła ciężka troska z serca, albowiem oczekiwali dla ojca rzeczy najgorszych. Poczęli nawet żywić nadzieję, że i względem nich Wespazjan okaże się łaskawy, tym bardziej, że Wologezos w sprawie ich pisał do niego; bo choć im się dobrze wiodło, nie mogli żyć za granicami państwa rzymskiego. I rzeczywiście Wespazjan im także łaskę swoją przyobiecał. Tedy przybyli do Rzymu, niebawem w ślad zanim i pojawił się z Lacedemonu ojciec, więc tam już pozostali, wszelkimi możliwymi otoczeni zaszczytami.
4. Alanowie, szczep scytyjski zamieszkały między rzeką Tanais1404 i jeziorem Meotis1405, o których już gdzieś wspominałem1406, zamierzali w owym czasie zrabować Medię, a nawet zapuścić się jeszcze dalej, z którego to powodu weszli w układy z królem Hyrkanów1407; on bowiem był panem przesmyku, który król Aleksander1408 żelazną zamknął bramą. Król pozwolił im przejść przez ten wąwóz. Tedy liczne hordy Alanów spadły na Medów, którzy się takiego najścia wcale nie spodziewali. Alanowie kraj licznie zaludniony, liczne stada bydła mający i w ogóle zamożny, spustoszyli, a nikt im wcale żadnego nie stawiał oporu. Przerażony król Pakoros zbiegł w okolicę niedostępną, wszystko na łup zostawiając, i zaledwie udało mu się za sto talentów wykupić z niewoli żonę i nałożnice, które mu Alanowie uprowadzili. Hordy rabując swobodnie, nigdzie nie karcone, dotarły aż do Armenii. Tam wówczas panował król Tyrydates1409. Ten ruszył na nich ze swoim wojskiem, stoczył z nimi bitwę, ale w niej o mało żywcem pojmany nie został, bo mu któryś z hordy nieprzyjacielskiej pętlę zarzucił i byłby go niezawodnie powlókł za sobą, ale król zdołał powróz mieczem przeciąć i zbiec. Alanowie bitwą tą bardziej jeszcze rozsrożeni, spustoszyli cały kraj i uprowadziwszy z sobą licznych jeńców i bogate łupy zrabowane z obu królestw, nareszcie powrócili do swych siedzib.