VII
1. Następnej nocy powstał nagle wśród Rzymian popłoch. Jedna z trzech wież wysokości pięćdziesięciu łokci, które Tytus kazał wznieść na wałach dla skuteczniejszego odpierania napadów nieprzyjacielskich, o północy niespodzianie runęła. Trzask, jaki przy tym powstał, rzucił przerażenie na całe wojsko. Legioniści, mniemając, że nieprzyjaciel napadł na obóz, chwytali za broń. Powstało zamieszanie we wszystkich legiach, a ponieważ nikt sobie nie umiał wyjaśnić tego hałasu, przeto robiono różne rozpaczliwe przypuszczenia. Kiedy zaś żaden wróg się nie pokazywał, żołnierze zaczęli bać się jeden drugiego i każdy z trwogą pytał najbliższego o hasło, jak gdyby Żydzi zakradli się do obozu. Ogarnął wszystkich strach paniczny1148, aż Tytus, rzecz zbadawszy, kazał głośno obwieścić, co się stało. Ale i tak trudno mu było ich uspokoić.
2. Żydzi na ogół bardzo mężnie odpierali napady, ale wieże wyrządzały im znaczne szkody; albowiem ustawiono na nich lżejsze kusze i spadał stamtąd istny deszcz przeróżnych pocisków, włóczni, strzał i głazów. Wcale do tych wież dobrać się nie mogli, bo były wysokie, ani ich zdobyć, ani takiego ciężaru zwalić, ani wreszcie podpalić, gdyż były okute żelazem. Cofając się zaś poza linię padających pocisków, byli zupełnie bezsilni wobec taranów, które tłukąc mur bez przerwy, przecież w końcu stały się niebezpieczne. Mur począł pękać pod uderzeniami Pogromcy1149; tak sami Żydzi nazwali największy rzymski taran, ponieważ uderzenia jego były wielce potężne. Powstańcy, wyczerpani ciągłymi walkami i nocami z dala od miasta bez snu spędzanymi, czy to działając lekkomyślnie, czy też całkiem bezrozumnie, zaniechali strzeżenia pierwszego muru i w niesłychanym znużeniu po większej części rozeszli się, mniemając, że muru tego nie potrzeba pilnować, skoro są obstawione dwa inne. Gdy tedy Rzymianie spostrzegli, że wszystkie straże cofnęły się za drugi mur, zaczęli się piąć po szczerbach uczynionych przez Pogromcę, przedostali się przez mur na drugą stronę, otworzyli wierzeje od wewnątrz i wpuścili całe swoje wojsko. Tak tedy zdobyto mur pierwszy, a stało się to w piętnastym dniu oblężenia to jest siódmego dnia miesiąca Artemisios1150; zaraz też zburzono ten mur na znacznej przestrzeni, a także, wzorem tego, co zrobił ongi Cestiusz, północną część miasta.
3. Tytus przeniósł teraz swój obóz znacznie bliżej na tak zwane Obozowisko Asyryjczyków1151, zająwszy całą okolicę aż do Kedronu. Od muru drugiego znajdował się już tylko w odległości lotu strzały, tedy natychmiast przystąpił do szturmu. Żydzi stawili opór bardzo zacięty. Hufce Jana broniły Antonii, północnej kolumnady świątyni i grobowisk króla Aleksandra1152, wojsko zaś Szymona, osadziwszy się przy grobowcu arcykapłana Jana, broniło bramy, koło której biegł wodociąg w stronę wieży Hippikos. Wielokrotnie wypadali za mury, zmagając się z nieprzyjacielem, ale za każdym razem spędzano ich z powrotem do miasta; nie znając bowiem rzymskiego sposobu walczenia pierś o pierś, ulegali, natomiast na murach zawsze brali górę. Rzymian cechowała siła i doświadczenie, Żydów owa śmiałość wyhodowana przez strach1153 i usposobienie do opornego znoszenia wszelkich nieszczęść; ci żywili nadzieję, że się przecież obronią, tamci, że rychło zdobędą miasto. Żadna strona nie spoczęła, walczono całymi dniami, ci napadali, tamci się bronili czyniąc gromadne wycieczki za mur, wrzał więc bój na rozmaity sposób. Toczono walki od rana do wieczora, nocą nikt oka nie zmrużył, a noce te były stokroć gorsze od dnia widnego; Żydzi obawiali się napadu na mur, Rzymianie napadu na obóz. Obie strony tedy czuwały w mroku z bronią w ręku, a ledwie zaczynało świtać, już rzucano się do ponownej walki. Żydzi dla przypodobania się swoim wodzom toczyli spory, kto spomiędzy nich ma się pierwszy rzucić w niebezpieczeństwo; największy szacunek wzbudzał Szymon, największą też zdolny był utrzymać karność, wszyscy podwładni tak do niego lgnęli, że gdyby tylko rozkazał, każdy na siebie samego byłby podniósł rękę. Rzymian do boju gnało to, że zawsze zwyciężali, nigdy nie ponosili porażek, mieli przed oczami te ciągłe pochody, to ustawiczne zaprawianie się, ogrom państwa, a wreszcie postać Tytusa, który wszędzie był obecny. Ustać w bitwie w obliczu Cezara, który osobiście z wrogiem się zmagał, uchodziło za hańbę; kto walczył mężnie, miał w nim świadka, a zarazem rozdawcę nagród, tedy każdy chciał na jego oczach błysnąć świetnym czynem. Niejeden przeto żołnierz wykazywał odwagę przewyższającą jego siły. Kiedy w owe dni silny zastęp żydowski stanął przed murami w szyku bojowym, a oba wojska dopiero z daleka miotały na siebie włócznie, niejaki Longinus1154, jeździec, z szeregu rzymskiego na rumaku swoim wyskoczywszy, rzucił się w sam środek zastępu żydowskiego, rozpędem swoim rozbił ich, dwóch najdzielniejszych mężów trupem położył, jednego, co się na niego porwał, włócznią w twarz ugodziwszy, drugiemu, który się właśnie do ucieczki brał, tę samą włócznię w bok wraziwszy, sam zaś ze środka nieprzyjacielskich zastępów cało do swoich wrócił. Był to rzeczywiście czyn wielce męski, wielu też znalazł naśladowców. Żydzi nic sobie nie robili ze strat, jakie ponosili, a myśl ich była tylko tym zajęta, jaki by nieprzyjacielowi cios zadać; śmierć była dla nich igraszką, jeżeli tylko zdołali przy tym zabić któregoś z nieprzyjaciół. Tytus natomiast równie dbał o bezpieczeństwo swoich żołnierzy jak o zwycięstwo, nierozważne wyrywanie się naprzód nazywał szaleństwem, a mężnym mianował tylko tego, który brał się do rzeczy rozważnie, aby sam żadnej nie poniósł szkody, przeto wpajał wojsku nie tylko męstwo, ale i przezorność.
4. Wreszcie od strony północnego muru pod jego osobistym kierunkiem podsunięto taran pod wieżę, na której strażował pewien przebiegły Żyd, imieniem Kastor, mający przy sobie dziesięciu równie jak on chytrych, reszta bowiem była już zemknęła przed strzałami łuczników. Jakiś czas, przykucnąwszy za blankami, siedzieli spokojnie; ale gdy wieża poczęła się chwiać, wylegli nagle w różnych miejscach. Kastor, wyciągnąwszy ręce, niby to błagał łaski, wzywał Cezara i wielce jękliwie prosił o zmiłowanie. Tytus uwierzył mu prostodusznie; mniemał też, że się już Żydzi opamiętali. Kazał taran zatrzymać, wzbronił łucznikom wypuszczać dalej strzały do ludzi błagających łaski i kazał Kastorowi mówić, czego żąda. Gdy ten odparł, że chce zejść z wieży i poddać się, Tytus powinszował mu rozsądku, oświadczył też, że będzie bardzo rad, jeśli wszyscy postąpią tak rozumnie jak on, albowiem wtedy chętnie pogodzi się z miastem. Zaraz spomiędzy owych dziesięciu połowa przyłączyła się do błagań tamtego, ale pozostali krzyczeli, że wolą umierać jako wolni ludzie niż zostać rzymskimi niewolnikami. Dość długo spierali się między sobą, a tymczasem walka była zaniechana, z czego korzystając, Kastor posłał do Szymona z zawiadomieniem, że może z całym spokojem odbyć naradę w przedmiocie niecierpiącym zwłoki, bo on tu zamierza jeszcze dość długo rzymską starszyznę bałamucić. Równocześnie udawał, że chce także opornych towarzyszów swoich namówić do poddania się Rzymianom. Ci, rzekomo wielce oburzeni, unieśli nad przedpiersiem swoje nagie miecze, przebijali sobie pancerze1155 i niby to martwi padali. Podziw ogarnął Tytusa i jego otoczenie z powodu pozornej stanowczości tych ludzi, a ponieważ z dołu nie mogli wszystkiego dobrze widzieć, rozpływali się nad ich dzielnością a zarazem ubolewali nad ich losem. Wtem ktoś, wypuściwszy strzałę, ugodził Kastora w oblicze około nosa; ten, strzałę z rany wyciągnąwszy, ukazał ją Tytusowi, a skarżył się na wyrządzoną mu krzywdę. Cezar natychmiast skarcił łucznika i kazał stojącemu obok siebie Józefowi, aby podszedłszy do Kastora, rękę mu podał. Ale Józef odrzekł, iż nie może się na to ważyć, albowiem mniema, że ludzie ci coś niedobrego knują; a także i tych odmawiał1156, co za niego iść chcieli. Wtedy pewien zbieg imieniem Eneasz powiedział, że on pójdzie. A gdy Kastor zawołał, aby odebrano od niego także pieniądze, jakie ma przy sobie, Eneasz podbiegł tym skwapliwiej i nastawił pod wieżą swoją szatę. Kastor nagle chwycił skałę, cisnął w Eneasza, chybił jednak, bo ten się pilnował, natomiast ranił stojącego obok żołnierza, który wybrał się tu razem z Eneaszem. Gdy Cezar obaczył, że to wszystko było oszustwem, doszedł do wniosku, iż litość na wojnie naraża tylko na straty, których się unika, będąc srogim. Dotknięty też do żywego owym szyderstwem, nakazał tym potężniej puścić w ruch belkę tarana. Kiedy wieża była bliska runięcia, Kastor wraz z towarzyszami podpalił ją; potem, między płomieniami zniknąwszy, skrytym chodnikiem do swoich uciekli, czym raz jeszcze wywołali wśród Rzymian zdumienie, którzy mniemali, że ludzie ci prosto w ogień się rzucili.