XIV

Widać już zamku połockiego mury,

I mętnéj Dźwiny286 czarne widać wody.

Mindows z radości zatrząsł się i gniewu,

Wojsko się jednym głosem odezwało.

A głos to wielki, jak głos morza w nocy!

Między Usaczem, Połockiem287 stanęli,

Doliny wielkim zalegli obozem.

O biada wrogóm! biada niskim siołóm288!

Gdzie miecz litewski przez pola zaorze,

Dziesięć lat trawa nie wyrośnie potém,

Dziesięć lat ludzie na zgliszcza nie wrócą. —

Litewski najazd, jak Maras289 niszcząca,

I niemowlętóm nawet nie przebaczy,

I starców siwych nie oszczędzi włosów! —

Postrzegł lud ruski litewskie mrówisko290;

Jęknęły dzwony i ludzie jęknęli,

Popi przed święte szli modlić Ikony;

A tam w dolinie już ze Dźwiny piły

Konie Jaćwieży, Żmudzi i Kuronów.

Towciwiłł wyjrzał z zamkowéj wieżycy,

I plasnął w dłonie, i Bogu dziękował.

— Mindows już w ręku! — Wnet posłańce śpieszą

Do Mistrza Inflant, do Kniazia Daniłła,

Wikinda brata i brata Erdena.

— Mindows już stoi nad błotnistą Dźwiną,

Czas nam do walki, przybywajcie skoro. —

Lecą posłańcy — a Mindows spoczywa,

Widokiem zemsty przyszłéj pasie oczy,

I nieprzyjaciół straszy czarną zgrają.

Wnet się Litwini dokoła puszczają,

Lecą, i sioła, i gródki pustoszą,

Śmierć, głód i postrach na plecach roznoszą.

O ziemio ruska! biada, biada tobie!

Niedawno jeszcze Połowcy291 wnętrzności

Rwali ci, krew twą pełną dłonią pili;

Potém cię Moguł292 związał i zwojował,

Lud twój rozproszył i popalił grody,

I kędy przeszedł, zostawił pustynie,

Gdzie wilk wył bury i sowy krzyczały,

Gdzie krucy293 trupem ruskim się spasali.

O ziemio ruska! biada tobie znowu!

Chwila spoczynku nie wyszła, i Litwa

Znów resztę twoich idzie morzyć dzieci. —

Lecz nie płacz, Rusi, powstrzymaj łzy krwawe;

Bóg twoich wrogów zaślepił, Bóg odjął

Siłę ich mieczóm, głowóm294 ich rozumy.

Oto już Mindows pod Połockiem leży,

Nad Dźwiną konie żmudzkie się spasają,

W Połocie295 Kuron kąpie się z Jaćwieżem;

Czemuż na mury zamkowe nie biegą,

Czemuż czekają aż się wrogi zbiorą,

I dają czasu siły nagromadzić? —

Dzień trzeci jasnym kończył się wieczorem,

A jeszcze Litwa obozem leżała,

Jeszcze wojenne nie zagrzmiały krzyki.

Letas w namiocie stał u nóg Mindowsa.

— Idź, rzekł Kunigas, idź do Towciwiłła,

Niechaj przychodzi czołem mi uderzyć.

Niech dań powinną natychmiast zapłaci,

A z wojskiem swojém idzie przeciw braci.

Powiedz, niech spojrzy w dolinę przed siebie,

A dość mu będzie, by nawet myśl walki

Odepchnął, jako szaloną myśl zguby.

Idź, dwa dni jeszcze namysłu, spoczynku —

A potém nie czas będzie łaski prosić.

Łeb jego będzie na wieży proporcem,

A ciałem kruki podzielą się czarne. —

— O panie! Letas rzekł, do nóg padając.

Znam Towciwiłła! Nie ślij mnie do niego;

On jako zdrajcę i zbiega ukarze.

Stary twój sługa, przy tobie zostanę. —

I wysłał Mindows dwu swoich posłańców.

Poszli — Dzień cały nazad nie wrócili.

Za niemi drugich dwu — I ci przepadli.

Tylko na murach połockich wisiały

Ćwierci ich czarną oblane posoką,

A ponad niemi sępy wzlatywały.

Dzień piąty jasném słońcem się zwiastował;

Mindows do boju swoim go naznaczył.

Od rana obóz poruszał się cały,

Lietaury296 biły i rogi zagrzmiały,

A konie rżały w górę wznosząc głowy.

Z dala zaczerniał ludem wał zamkowy,

I ponad Dźwiną hufce się sunęły

W zbrojach żelaznych, w hełmach wyzłacanych

Ciągnęły brzegiem i w zamku się skryły.

Z drugiéj znów strony sznur sunął się długi

Do bram Połocka, a zamek rycerzy

Pożarł, jak morze ryby w sobie chłonie.

Widział to Mindows, rwał włosy na głowie,

Poznał po zbrojach inflantskie297 posiłki,

Poznał po śpiéwach Rusinów Daniłła,

I klął, że wczoraj zamku nie dobywał.

Za poźno było! Szły wojska z okrzykiem,

I drugi okrzyk z wałów odpowiedział,

Stali u rowu, co zamek obléwa,

I płynie czarną i głęboką wodą.

A Mindows ujrzał posłów swoich głowy

Wbite na pale u bramy zamkowéj,

I ciała ćwierci po murach wiszące.

— O hańbo! krzyknął, jeszcze szydzą ze mnie!

O zemsta! zemsta! — Wpław na wały razem! —

Rzucą się naprzód Litwini odważni

Na drugą stronę, lecz w połowie rowu,

Strzały chmurami na głowy im lecą,

Kamienie na nich posypią się gradem,

I z pędem wody bierwiona puszczone,

Tamują w pędzie, rozbijają, topią.

Jedni tonący do swoich ramiona

Wznieśli, ostatkiem głosu ich wołając,

Drudzy już na dnie w Poklusa otchłani298.

A Mindows zadrżał i most rzucać każe. —

Klecą więc drzewo i belki związują.

Na wałach zamku najgrawanie299 słychać,

Szyderskie śpiéwy wzlatują i strzały.

Rzucon most, lecą Jaćwieże na wały,

Padają, drudzy po trupach wstępują.

Na próżno Ruś ich i Niemcy witają

Ostremi groty, kamieńmi, oszczepy300

Jaćwieże idą śpiéwając odważni.

Drapią się mężni Litwini za niemi,

Prusacy idą, idą Krywiczanie.

Aż most się ugiął pod ludu ciężarem,

Pod trupów mnóstwem i koni, i ludu —

Chrzęszczy, ugina, i zatrząsł, i łamie;

Wody Połoty301 niosą jego szczątki,

A ludzie toną, wołając ratunku.

Tam garstka tylko przy zamku została,

A na nią tysiąc z murów się wytacza,

I wkoło biorą, i mężnych Jaćwieży

Ilu tam poszło, tyle trupów leży.

Krzyk się zwycięztwa széroko rozlega,

Mindows rwie włosy, łaje i przeklina —

A krwi widokiem już wojsko rozżarte,

Rwie się na zamek, opasuje wkoło.

Na próżno zewsząd wodą go obléwa.

Sypią w rów chrósty302, drzewa i kamienie

Ciągną domostwa z spalonego sioła;

Trupy się nawet poległych zaparły,

By żywym usłać bracióm zemsty drogę.

Dzień cały próżno tamować chcą wody;

Trzy razy groblę sypali Litwini,

Trzy razy groblę wyrwali Rusini,

Aż słońce zaszło i noc czarna spadła —

Przerwała boje, pracy nie przerwała.

Wśród nocy piesi ciągną drzewa stosy,

Rzucają w rowy; las się cały wali —

Ziemię nadbrzeżną szłykami wynieśli,

Dawnych wojaków zrywają mogiły,

Kurhany znoszą, wykopują doły —

A Mindows z czołem zachmurzoném stoi:

I sen mu nawet nie spadł na powieki! —

Na zamku cicho, tylko się niekiedy

Biały płaszcz przemknie ukradkiem po wałach,

I błyśnie zbroja w pomroce stalowa. —

Litwini drzewa i chrósty303 gromadzą,

Pod nocy cieniem ścielą w zamek drogę.

Czyli Towciwiłł zasnął po zwycięztwie304,

I wroga bać się przestał? czy ucztuje? —

Czemuż nie słychać ni wojennéj wrzawy?

Ni strzały sypią, ni kamiéńmi305 z procy? —

Kury już piérwsze na grodzie zapiały,

Jeszcze Mindowsa żołnierze u rowu —

Reszta obozem leży po dolinie,

I ranni jęczą; a co wyszli cało,

Pokryte wstydem czoła ukrywają.

I drugie kury na zamku zapiały,

A Mindows nie spał, lud ciężko pracował.

Wtém nagle krzykiem ozwą się dokoła,

Lasy i wzgórza — ziemia zatętniała.

— Na konie! na koń! wróg nas opasuje —

Na koń! — I wszyscy z ziemi się porwali;

Popłoch i przestrach, i sama noc ciemna,

Naprzeciw Litwie pomagają wrogóm.

Zgiełk straszny. Każdy chwyta, co pod ręką;

Ten miecza zabył306, ten pozbył307 oszczepu,

Ten szczyt308 gdzieś w ziemi porzucił zabity.

I rwą się konie, i tłum z wrzaskiem leci;

Jedni się w Dźwinę rzucają przed wrogiem,

Pierzchają drudzy gościńcem ku Litwie —

Sam Mindows próżno lud swój w bój ustawia,

Na próżno krzyczy, posyła, przemawia,

Strach wszystkich serca, głowy opanował;

Czerń309, kunigasy, starsi i bojary,

Cisną się naprzód. Nad szyją zlęknionych,

Błyska miecz Niemców, ostry miecz stalowy,

Strzały Kijowian świszczą nad głowami,

I chmury kruków, ze snu przebudzone,

Lecą na Litwę, o szłyki czarnemi

Biją skrzydłami, w oczy zaglądają,

I trupa licząc, radośnie krakają.

Biada ci, Litwo, bo wiele téj nocy

Wdów będzie płakać, i ojców, i matek;

Wielu nad Dźwiną wieczny sen umorzy

Bez stosu, śpiéwów, i łez, i pogrzebów!

Ludzie padają, jak las burzą ścięty,

Po szyjach braci bieży310 garść zostałych311;

Tam brańców wiążą, tam śpiących mordują:

A kędy przejdą pancerze stalowe,

Zmiotą i wszystko na ziemię obalą.

Mindows do boju nie wiedzie już ludu,

On sam ucieka z garścią swych bojarów —

A lud bez wodza, jak ciało bez głowy,

Rozpierzchły szuka w gęstwinach przytułku,

Za rzeki falą od mieczów schronienia!

Dzień wstał i krwawą oświécił dolinę;

Pokotem na niéj trup leży usłany,

Zbite namioty, skruszone oręże,

I ziemia czarną oblana posoką.

Gdzieniegdzie jęki, słabe słychać głosy

Rannych, co śmierci prędszéj przyzywają —

Inni w milczeniu leżą i konają,

Aby wróg z jęku nie szydził nad niemi.

Sam jeden Jaćwież, z poszarpaném ciałem,

Z rozbitą głową, nie stracił odwagi,

Śpiéwa konając i ze wroga szydzi,

Oczyma duszy patrzy w ojców stronę,

I w Wschodnią Ziemię, do pradziadów leci,

Matki ni żony nie płacze, ni dzieci!

A Mindows z garścią Litwy312 już daleko,

Z wstydem na czole, a gniewem na duszy.

Trzy dni tak leciał, trzy dni bez ustanku;

Za nim się reszty niedobitków pędzą,

Bezładne stado, które wilk rozpłoszył.

Stanął w granicach, zbiérać wojsko każe,

Rozesłał gońce po posiłki nowe,

Czeka na zbiegi, a gniewem się pasie,

A snu na chwilę nie przyjmie na oczy,

I sercu nie da odpocząć od złości.

Lecą bajoras do Litwy wysłani,

Nowe się wojska w obozie gromadzą,

I zpod313 Połocka wracające zbiegi

Stają schwytani w Mindowsa szeregi. —

Stanął Kunigas, przeliczył ich okiem,

— Dość, rzekł, pójdziemy na ziemie Zakonu;

Wojska ich teraz w Połocku ucztują,

Myślą, że ranny z ziemi nie powstanę,

I długo będę lizał swoją ranę. —

Rzekł, i w bezbronne Liwów ziemie wpadli;

Biada ci, ziemio, biada wam, mieszkańce314!

Już łuny świécą; sioła, lasy, pola,

Ogniem zniszczone, zryte kopytami.

Gdzie przejdą, sypią za niemi mogiły,

Gdzie przejdą, — głuche zgliszcza i pustynie.

Lud próżno w lasy i błota ubiega.

Stadami w połon315 pędzą go Litwini,

Jak bydło wiążą i przed sobą gnają.

I brańcy płacząc wloką się za wojskiem,

Starce316, otroki317, kobiéty i dzieci:

Co śmierć po siołach z ogniem oszczędziła,

Spętane wloką na ciężką niewolę.

A Mindows leci, jak burza po ziemi,

Niszczy, co spotka, u nóg swoich ściele.

I nikt mu nie śmié nastawywać318 czoła;

Pobity, teraz mści się na Liwonach.

Przeszedł ich ziemię ogniem i mieczami,

Wpadł w Żmudź, w Zakonu posiadłości nowe,

I po nich morskim zalewem przepłynął,

Za sobą drogę ścieląc pustyniami. —

Lecz spoczął wreście319 syt zemsty i mordów,

W lasach się z jeńcy320 obozem rozłożył.

Ogromne stada skotu321 za nim gnają,

I ludzi z bydłem pędzonych stadami.

Ogromne stosy łupów wojsko kładzie,

Palą ogniska, zwycięztwem322 się cieszą. —

Dosyć Mindowsu323 na dziś; odpoczywa.

Lecz jeszcze patrzy ponad Dźwiny brzegi,

Bo swego sromu324 nie mógł zetrzéć z czoła,

I krew Rusinów zmyć go chyba zdoła.