XLII

Znowu rok mija; — wojną spustoszone

Krzyżackie kraje pustyniami leżą,

A Mindows patrzy za zdobyczą świéżą.

— Nie jeden Trojnat Lachów będzie łupił,

Pójdę ja na nich! — rzekł. Na Ruś śle gońce,

Daniłłu735 z Swarnem736 przymierze przynosi,

Na lackie ziemie obudwu ich prosi.

— Jak wy beze mnie, jam bez was nieśmiały;

Razem nas lacka siła nie pokona. —

I Daniłł przyjął i Swarno przymierze.

Poszli na Płockie, a co krwi się lało,

Co łupów wzięli, co jeńca przygnali,

Długo to lackie serce pamiętało,

I długo w pieśniach ten najazd śpiéwali.

*

Trojnat nie poszedł na Lachów z Mindowsem;

On w sercu gniew swój rozżarza, hoduje.

On długo czeka, długo zemstę duma,

Ale nie wrzuci kamieniem do wody

Krzywdy swéj nigdy — i póki mu bije

Serce pod piersią, w niém i zemsta żyje.

I Mindows swoją pamiętał urazę,

Lecz nie śmiał wojny nieść w Trojnata ziemie —

Jedna krew obu, jedno obu plemię;

I zna odwagę, zna siłę Trojnata:

Bo Trojnat w Żmudzi, jak Mindows na Litwie,

Panem — nikt przeciw nie podniesie czoła,

A na róg jego cała Żmudź powstanie,

Na rozkaz jego pójdzie choć na braci. —

I nieraz stary burtynik mu śpiéwa

Takiemi pieśni w wieczory zimowe,

Jakby chciał z piersi wydobyć rozkazu,

Iść na Krywicze i na Nowogródek.

Nieraz bojary o skarbach Mindowsa

Szepcąc mu cicho, żądzę podpalają,

Nieraz za jego przymierze z Zakonem

Błotem obelgi na niego rzucają.

A Trojnat milczy i nie chmurzy czoła,

Ale co myśli w duszy, nikt nie powie —

Bo myśli jego w siwéj siedzą głowie,

Jak psy zamknięte: nie ujrzysz, aż w kniei,

Kiedy wybiega za zwierzem w pogony,

I w piersi jego leży tajemnica,

Jak na dnie wody bursztynowa bryła.

Gdy burza wstanie, to bursztyn wyrzuci.

I nieraz gwarzą przy ognisku starzy —

— Trojnatu737 panem być by nad wszystkiemi,

I Żmudź, i Litwę trzymać w silnéj dłoni;

Nikt by się wówczas na nią nie poważył,

Bo Trojnatowe męztwo738 wszyscy znają.

Wiary on swojéj nie sprzedał Krzyżakóm,

A komu przysiągł raz, tego nie zdradził. —

I Trojnat nieraz słucha szeptów dworu,

Ale tak słucha, jakby wiatrów szumu,

Jezior mruczenia i ptasiego śpiéwu.

Tymczasem wiek mu coraz bieli głowę,

I oczy gasną, ramiona się chylą.

Częściéj u ognia Trojnat, niż na łowach,

I częściéj pieśni burtynika słucha,

Nawet uważniéj nadstawia jéj ucha;

A kiedy dumą pieśń w serce zadzwoni,

To zmarszczki schodzą z wyłysiałéj skroni,

I myśl się jakaś jasna po niéj snuje.

Kiedy Mindowsa wspomną przy nim imię,

Nie wzgardą dawną to imię przyjmuje,

Lecz z gniewem szepcze niepojęte słowa,

Których znaczenie próżno chcą odgadnąć.

A ludzie wiedzą, że kiedy Trojnata

Wargą gniew w słowach wylany poruszy,

Wkrótce on mieczem i ręką zawłada.

Trojnat nie darmo dwa razy Doumanda

Na jego zamku tajemnie odwiedził,

I Doumand, mówią, zemstę jakąś knuje,

A choć pozornie głowę korną chyli,

To żal mu żony i tęskno mu po niéj;

I wychudł z złości, któréj braknie siły.

Jeździł on na Ruś i powrócił z Rusi

Z rozpaczą tylko! — Odtąd w Żmudź śle gońce,

Z Trojnatem często na łowy się zjadą,

I długo w nocy u ogniska gwarzą,

Nim się na jednéj skórze spać układą,

Co mówią, nie wié nikt, bo obu mowa

W tak ciche, tajne ubiéra się słowa,

Że duch jéj nawet podziemny nie słyszy.

Darmoż te tajnie i narady wspólne?

Darmo już Trojnat lud w swéj ziemi zbiéra,

Doumand kryjomo Rusinów gromadzi?

— Nie darmo — szepczą żmudzcy bojarowie,

— Nie darmo — stary burtynik powtarza.

Ale czas płynie; dniami, miesiącami,

Z założonemi on siedzi rękami,

I tylko czasem wyjeżdża na łowy,

Na ciche znowu z Doumandem rozmowy.