XXXIX

Litwa po boju nad Durem wydycha722;

Jeńców przed szałas Mindowsa przywiedli;

I stoją Niemcy nadzy i wybledli,

Z spuszczoną głową, z oczy zagasłemi;

Litwa się pastwi i nęci723 nad niemi.

Do serc im, śmiejąc się, z łuków strzelają.

Porą724 wnętrzności, oczy wyrywają,

Końmi dzikiemi członki ich targają —

Tak ich zwycięztwo725 owiało swym szałem,

I krew niemiecka zawróciła głowy.

Mindows się patrzy, na niedźwiedźiéj skórze

Leżąc — i oczy lśnią mu się weselem,

Bo jeszcze mści się nad nieprzyjacielem.

Wtém przyjdzie k niemu726 wejdalota stary,

Stanął i głową potrząsa srébrzystą.

— Zwycięztwo727, rzecze — Litwa się weseli,

Bogi je dały, a Bogóm ofiary

Nié ma ze wrogów — Starym obyczajem,

Najlepszy jeniec szedł na stos po bitwie.

W krzyżackich ręku jużeście obrzędów

Swych zapomnieli, cudzych ucząc błędów. —

Mindows tłum jeńców gnać kazał ku sobie.

— Wybierz, rzekł starcu — Niechaj los rozstrzyga. —

Wziął garść orzechów; dziesięć pełnych było,

A jeden pusty — Jeńców jedenastu.

I w szłyk728 wrzucili losy, ciągnąć każą —

Mindows się patrzy, i znajomą twarzą

Uderzon729, powstał — Hirchas! tyś w niewoli! —

Zawołał, patrząc na Niemca, co z boku,

Z głową na piersi, z rozpaczą na oku,

Stał milcząc, czekał ciągnienia kolei.

Hirchasa Mindows znał, bo mieszkał długo

Z Christjanem730 w zamku, był Christjana sługą,

Potém kapicę mniszą w zbroję zmienił,

Poszedł na wojnę — i popadł w niewolę.

— I jam tu z braćmi, rzekł, na moją dolę

Nie płaczę, Królu, nad twoją boleję!

Ja życie ziemskie, tyś wieczne utracił. —

Mindows się rozśmiał. Wtém szłyk Hirchasowi

Podnieśli — Orzech wyciągnął dziurawy.

— Na stos z nim, na stos! — krzyczy tłum wśród wrzawy,

A Mindows powstał, nakazał milczenie.

— Drugi raz losy ciągnąć — rzecze w gniewie;

Ten człowiek ze mną spał pod jednym dachem,

Niech wyjdzie wolny, daruję mu życie. —

— Życie! rzekł Hirchas, potrząsając głową;

Cóż życie warto, gdy jedno twe słowo

Może mi dać je, odebrać je może? —

— Ciągnij więc losy drugi raz, Hirchasie,

I rzuć w szłyk życie, kiedy niém wzgardziłeś. —

Drugi raz znowu koléj szłyk obchodzi;

W milczeniu każdy orzech swój ogląda.

Czwartym stał Hirchas, znów los śmierć mu daje.

— Bogi chcą! na stos — krzyczą ludu zgraje,

Na stos go! na stos! Bogóm na ofiarę! —

Mindows brew zmarszczył — Wejdaloto! rzecze.

Na śmierć Hirchasa dozwolić nie mogę.

Ciągnąć raz jeszcze — niech staje z innemi,

Jeśli raz trzeci — Ledwie rzekł te słowa,

Zgraja się znowu wściekłym ozwie wrzaskiem.

Hirchas raz trzeci wyjął orzech śmierci,

I spuścił głowę. — Dzięki za twą łaskę,

Panie, rzekł cicho; Bóg to mój, nie wasi,

Chce mojéj śmierci, bym na klęskę braci,

Na hańbę mego nie patrzył Zakonu. —

Zwrócił się, poszedł; wnet z lasu lud kłody

Przyniósł, i suchych gałęzi zgromadził.

W środku doliny stos wzniósł się wysoki,

Na niego w zbroi, hełmie, na rumaku,

Hirchas poskoczył. Ogień wejdaloci

Podniecą zewsząd, i płomień do góry

Szyję wyciągnął, dymem sinym bucha;

I pieśni ryczą, i Litwa dokoła

Z drzewcem na koniach pędza się po błoni,

Złe duchy od swéj ofiary odpędza.