XXXVIII

Nie darmo wróżył wejdalota stary

Pomyślną wojnę i łupy bogate.

Krzyżackie zamki zbiérają po drodze,

Krzyżackie włości, jak we żniwo pole,

Zmiatają idąc; ścierń po nich zostaje.

Ściernią mogiły i kiemów693 zwaliska.

A kędy pójdą z chorągwią czerwoną,

Trzech Bogów Litwy twarzą naznaczoną,

Wszelki lud czcząc ją do wojska się łączy.

Posłowie Kurów, na drodze spotkali,

Bili Mindowsu694 czołem i prosili —

— Wybaw nas, panie, zpod władzy Zakonu;

My twoi dawno, my Litwinów bracia,

Krzyże podepczem, Znicze zapalemy695.

Pójdź w ziemię naszą, podaj nam prawicę.

Na nasze karki, na Karszowskiéj włości.

Zakon wzniósł zamek, łańcucha ogniwo,

Którym chce związać nas, jak związał Prusy. —

Mindows rzekł — Dobrze — i w Kurów kraj jedzie,

Ujrzał zamczysko na górze wysokiéj,

Którą Jerzego ochrzcili Krzyżacy.

Zamek Karszowin czerwienił wieżami,

I dumny siedział, jako pan na tronie,

Na kraj patrzając, co u stóp mu leżał.

Mindows ze swemi do zamku przybieżał,

I skinie ręką, pędzi tłuszcz na mury:

Ludzie jak mrówię696 drapią się do góry,

Obstąpią wkoło i ognie podłożą.

Wzniosły się dymy, i krzyki, i wrzawa,

Trzy dni płomienióm pastwy dostarczają.

Trzy dni Krzyżacy w ogniu się trzymają.

Czwartego powiał wicher, padły wrota,

Wali się wojsko i radośnie woła,

Morduje mnichów, knechtów i rycerzy.

Czarnym pomostem Niemców wojsko leży;

A płomień chodzi w podwórcu zamkowym,

I szuka sycząc, co by pożarł jeszcze.

Nic nie zostało. Ale łupy mnogie

Wywiodła Litwa, zbroje i oręże

Na Litwie rzadkie, kunigasów chluba,

Bojarów skarby, podziwienie tłumu;

I bydła stada, i szat drogich skrzynie.

Jeszcze żarł płomień niedogasłe gruzy,

I dym się siny nad niemi unosił,

Nadbiegli szpiegi, że wojsko Krzyżaków

W Koruńskie włości toczy się ogromne.

Aż tentent697 kopyt słychać już z daleka,

I chrzęsty zbroi, i rumaków rżenie,

I Niemców ciche przedbojowe pienie.

Duńczycy z niemi, z niemi Niemców siła,

Z krzyżem na piersi, wojować przybyła;

Chorągwi tyle, ile sosen w puszczy,

A hełmów tyle, ile w polu trawy.

A drzewców tyle, ile trzcin nad wodą.

Idą i palą, pustoszą kraj własny,

Idą i wszędy Mindowsa pytają,

Ślą przeciw niemu, bić się z nim żądają.

Mindows rzekł — Walki chcą, będą ją mieli!

Stoję nad Durem i nie ruszę krokiem;

Niech przyjdą do mnie, tu w polu szérokiem,

Jest się gdzie wojskom, kto lepszy, rozprawić.—

Rozbili szałas, ognie rozłożyli,

Stanęły czaty, — padła noc spokojna:

Słuchają wszyscy. Tętni za puszczami.

Chrzęszczą już zbroje, rżą Niemców rumaki.

A ich nie widać! I dzień wschodzi drugi,

Już tentent698 bliżéj, pieśni wyraźniejsze,

Ich nié ma jeszcze — Mindows wysłał szpiegi,

Szpiegi ich za dzień idąc nie widzieli —

I poczną dumać Litwa i Żmudzini —

— Wielka tam siła, gdy jak morze z dala

Szumi tententem699, i pieśnią, i rżeniem.

Lecz wielkie Bogi, i Mindows nasz wielki! —

A Mindows wysłał w manowce wojaka.

Z Kurów on rodem. Bez pałki, w odzieży

Prostéj, jak gdyby szedł dopatrzéć barci;

Poszedł, i dwa dni nie widać go było,

Trzeciego wrócił, a za nim tuż w tropy

Krzyżackie wojsko czarną wali chmurą.

On cóś, upadłszy czołem, szepcze Kniaziu,

A Mindows wesół, ofiarę gotuje,

Oręż wybiera, przemawia do ludu,

Nadział700 skórzaną zbroję, wziął miecz biały,

Stoi, i szydząc patrzy jak w równinie,

Wychodząc wojsko długo się rozwinie:

I pod namioty nad rzeką spoczywa.

Patrzy — nad wojskiem kruków stado leci;

On kruków wita — litewskie to kruki,

Piérwsze zaczęły bój z nieprzyjacielem,

W drodze rzuconych kosztowały trupów,

Szpony ich ostre, dziób od krwi czerwony.

Nie darmo kraczą, nie darmo tu lecą.

— Witajcie, kruki! Jutro dla was uczta

Ze łbów niemieckiéj braci i Duńczyków,

Jutro upadnie duma Zakonników,

Ze łbami starszych, z trupy niewolników.

Jutro!! — I patrzał. Za obozem szary

Tłum się zebranych Kuronów rozłożył,

Kuronów, których gwałtem przypędzono

By zwiększyć liczbę, jeżeli nie siły.

Skinął bojaru starszemu, i szepnie —

—Pójdziesz do braci, mów, co czynić mają,

Niechaj na Bogi ojców pamiętają! —

Nazajutrz ledwie Aussra701 się rumiana

Na niebo toczy, ledwie dzień szarzeje,

Ruch na obozie Krzyżaków panuje,

Wojsko przez Dur się przechodzić gotuje.

Zatknięte tyki, gdzie bród przebyć mają,

Słudzy oznajmić Kniaziu przybiegają,

On wojsku leżéć, oczekiwać znaku

Każe. Sam stoi, i w rannym dnia świcie

Patrzy milczący, ręką sciska702 brodę.

Oczy zatopił w czarny tłum swych wrogów,

Cóś szepcze. Czyli modli się do Bogów,

Czy klątwą bije, gdy mieczem nie może.

Już świt poranny na hełmach niemieckich

Połyskać zaczął, już we słońca wrotach,

Złote zasłony barwy się kraśnemi

Stroiły, w górę unosząc powolnie.

Już ptastwo703 w puszczy śpiéwać poczynało,

I rosa znikać. Na wozie złocistym

Łado704 wyjeżdża. Jeszcze długim sznurem

Ciągną się Niemcy zza Duru, za niemi

Kuroni idą. Oko ich Mindowsa

Szuka, nie widzi w końcu wojsk, jak wczora.

W pośrodek siebie Krzyżacy ich wzięli:

Znać im nie wierząc, upewnić się chcieli.

I już dwa wojska nic z sobą nie dzieli:

Oba na jednéj stanęły równinie.

Czekają oba, aż wódz na bój skinie;

W milczeniu krwawém mierzą się spójrzeniem,

I klną się w sercu bijącém od gniewu.

Mistrz na pagórku stanął i pogląda,

Zarzucił okiem na tłum Litwy cały,

Wzgardliwie głową wstrzęsa i ramiony;

Potém ku swoim w drugą zwraca stronę,

I na pancerze, na oręż pogląda,

Któremi zbrojni krzyżowi rycerze.

— Na zgubę swoją przyszli, dumny rzecze,

i noga ztąd ich żywo nie uciecze.

Dobrze im kraje bezbronne plądrować,

Niewiasty wiązać i starców kłaść trupem;

Lecz kiedy przyjdą na ostrz naszych mieczów,

Pałki litewskie i litewskie łuki,

Nie tak im łatwo o zwycięztwo705 będzie. —

Wtém syn Pipina, Macho nawrócony,

Podejdzie, głowę skłaniając z pokorą,

I Mistrzu706 pocznie temi mówić słowy —

— Panie! do boju ciasno nam z tą tłuszczą;

Konie nam spłoszą, gdy strzały wypuszczą,

I zgiełk nastanie, i tył mimo woli

Podać możemy. Lepiéj zsiadłszy z koni,

Pieszo się z niemi uganiać po błoni.

I tak nas więcéj, i lepiéj orężnych;

Zwycięztwo w ręku. Z końmi na te tłumy

Nic nie poradzim: przyjmij dobrą radę. —

Mistrz zwrócił głowę — Na koniach, bez koni,

Trupy to pewne i wygrana nasza!

Liwonów nawet i Kurów nie liczę;

Źle zbrojni, ledwie na liczbę cóś znaczą.

My sami garść tę zdusim, zanim słońce

Krok ujdzie w górę. —

Wtém rękę podnosi,

A Macho bieży, wszyscy z koni skoczą

I czarnym wałem na Litwę się toczą.

Mindowsa wojsko murem milcząc stoi;

Już krzyk bojowy rozległ się w powietrzu,

Już biegną Niemcy, oni jeszcze krokiem

Nie drgnęli z miejsca — Chorągiew czerwona

Stoi na drzewcu zwinięta, spuszczona.

Już twarze Niemców poznać można było.

Już psie ich wrzaski dochodziły uszu.

Dopiéro Mindows gniew tłumiony długo

Puścił, jak wicher puszcza Pramżu707 z dłoni.

I chmura strzał się w powietrze podniosła,

Chorągiew z wiatrem powiała wschodowym,

Jaćwieże pieśń swą pogrzebną zanócą708,

I pójdą wszyscy, jak wał morski idzie,

Złamali szyki, wywrócili zbrojnych,

Cisną się w Niemców skupione szeregi.

Dwa wojska, jak dwaj zapaśnicy starzy,

Zwarły się z sobą, że widzóm709 się zdało,

Jeden człek, jedno nieforemne ciało.

Tak wojska w jeden wielki kłąb się gniotą,

Cisną Krzyżowych, przyparli do rzeki,

A wtém Kuroni, co szli z Krzyżakami,

Pieśń swą pogańską nagle gdy zanócą710,

Na swych się panów z orężem obrócą,

I siec ich poczną. Tak z dwóch stron sciśnieni

W śmiertelnych bolach711 Niemcy się szamocą.

Na próżno oręż żelazny i zbroje,

Nic nic pomogą. Mistrz na odwrót woła,

Gdy ujrzał zdradę Kuronów, i wojsko

Sciśnięte712 zewsząd, walczące z rozpaczą.

Ale ucieczka zaparta713 żelazem,

Co bronić miało; okuci, pod zbroi

Padli ciężarem, by nie powstać więcéj.

Konie daleko, za Kuronów zgrają

Swobodne rwąc się, po błoniu hasają.

Do nich przez Kurów przebić się nie mogą.

Już wielki zastęp Niemców martwy leży,

Po grzbietach jego Litwa depcze nogą.

Oręż wydziéra, z nim za resztą goni —

Jednych Dur w sinéj pochłonął już toni,

Drudzy o litość wołając, na ziemi

Leżą zgnieceni zbrojami własnemi.

A pieśń litewska nad głowy ich leci,

Coraz weselsza i głośniejsza coraz;

Nócą714 ją Liwy, Kury i Jaćwieże,

Litwa, Prusacy, jednéj matki dzieci.

Chorągiew boju w krwi zmyta, czerwieńszą

Stała715, i wieje zemstą i mordami,

A przy niéj Mindows z mieczem podniesionym,

Obnażył piersi, rozwiał mu wiatr włosy,

Broda jak brzozy gałęzie się chwieje,

Oczy jak wilcze ślipie w nocy świécą.

Leci i rąbie, i tratuje Niemców.

Już Mistrz uchodził, gdy Mindows go zoczył,

I poparł konia, i Niemca doskoczył.

— Zaczekaj! krzyczy, czas się z sobą zmierzyć.

Długom ja musiał kłamać wam pokorę,

Niech ci choć życie za mój wstyd odbiorę! —

I tnie go mieczem, gdzie hełm nie krył z tyłu,

W skórzany kaftan, wnet razu poprawi,

I Mistrz spadł z konia, w krwi się swojéj pławi.

A Mindows nogą zdeptał dumne czoło,

Plunął mu w oczy, proszącemu łaski.

— Życia! byś moje wydarł, wilcze716 wściekły.

Zawołał, życia! — masz tam drugie życie,

Na lepszym świecie, w który wy wierzycie,

Idzże na ucztę z Poklusem i Niołą717. —

I rozdarł pancerz, miecz mu wbił do serca.

A gdy krew trysła, wziął w dłoń krwi niemieckiéj,

I pił ją ciepłą, jak strumienia wody

Pije zwierz w upał, szukając ochłody.

Potém na gardle stojąc wrogów wodza,

Potoczył wzrokiem. Aż jaśniéj mu czoło

Myślą, jak wieńcem, stroi się wesołą:

Bo mało Niemców w lasy się schroniło,

I nié ma komu walczyć, a w dolinie

Czarny Zakonu ścierw718 drgający leży;

A nad nim Litwin pastwi się, odziéra,

I pieśń zwycięztwa719 nóci720, pieśń radośną721.