XXXVII

Zimowe śniegi na górach topnieją,

I ode wschodu ciepłe wiatry wieją;

Ziemia się czarna zielonością stroi,

Lasy strząsnęły szron z gałęzi swoich.

Ptaki w powietrzu szczebiocą wesołe,

Ciągną żórawie687, dzikich gęsi stada,

I bocian szuka nad krynicą żeru:

Czuć wiosnę, słychać — Mindows spójrzał688 w pole,

I wysłał konne na szlaki pacholę.

Pacholę wraca — Ziemię wiatr osuszył,

Koń już nie grzęźnie. Tylko w rzekach wody

Zebrane, warcząc toczą się ku morzu.

Na polach sucho, i ruń się zieleni.

— I czas na wojnę — Mindows wnet zawoła,

Rozsyła gońce po siołach, po grodach —

Wojsko się zbiera w zamkowéj dolinie.

Dobrze Mindowsu689 u ogniska leżeć

I słuchać pieśni kobiécéj, co brzęczy

Jak śpiéw słowika po rosie majowéj.

Ale nie uśpisz wilka słodkim śpiéwem; —

Kunigas w zamku nie usiedzi długo. —

Śniegi stopniały, czas w krzyżackie włości.

I już trzytwarza chorągiew powiéwa,

W rogi zatrąbią, w lietaury690 uderzą;

Poswisły691 strzały, wzniosły się oszczepy.

— Na Niemca! tłuszcz się ozwie jednym głosem,

Na Niemców! lasy wtórzą im swym szumem,

Na Niemców! — krucy nad głowami kraczą.

A Mindows stanął na swoich wojsk przedzie,

Krzyknął — Na Niemca! — w Liwów692 włości jedzie.