XLVII

Zaledwie spoczęło wojsko Witoldowe,

Krzyżacy po zamkach znojny pot otarli,

I zbroje zrąbane na nowo przekuli,

I łuki nagięli, strzały zaostrzyli,

A wiosna się w gajach ozwała wesoła.

— Pod Wilno! pod Wilno! — znów Witold zakrzyczał. —

Pod Wilno! na Litwę! Mnie nie spać spokojnie,

Aż Litwę odbiorę, aż wezmę stolicę.

O! chodźmy znów, mistrzu! Patrz w okno — jaskółki

Latają pod okny, bociany klekoczą,

I orzeł pociągnął gdzieś w chmury wysoko.

Już wiosna — biegnijmy! już pora do boju! —

Znów wojsko krzyżackie od zamków się zbiera,

I bracia powstali z legowisk zimowych,

Przywdzieli szyszaki i miecze przypięli,

Świętą pieśń zanócą1239, na konie wsiadają,

Z Witoldem na czele do Litwy ruszają.

Lecz nie tak im raźnie, bo liczba ich mniejsza.

Krzyżowcy za morza do domów wrócili.

Jagiełło tymczasem do Wilna poskoczył,

Gród wyższy umocnił, gród niższy otoczył

Nowemi osady, płotami, wałami,

I bramy nasrożył1240, i działa rozstawił,

Skirgiełłę na Kijew1241 zarządzać odprawił,

A Jaszka nad Wilnem dowódźcą posadził.

Jaszko z Oleśnicy, mąż młody i dzielny,

Sam jeden na zamku; i począł się pilnie

Zakrzątać obroną. Dzień i noc zasiłki1242

Zawożą, załogę wzmacniają, a zamki

Na nowo z popiołów i zgliszcza powstały.

Już czeka Krzyżaków, i pewien sam siebie

Wygląda na wieży, rychło się nagonią?

Ot szlakiem się cisną, ot obóz już kładą.

Lecz wprzódy się Jaszko uwinął, i miasto

W perzynę obrócił, by nie miał wróg dachu,

Od burzy osłony, lud wygnał na lasy;

Sam w zamkach szydersko1243 śmieje się, patrzając,

Jak Krzyżak Krzywy Gród otoczył obozem,

Przy Marij1244 na Piaskach kościołku1245 położył.

Noc padła1246. — Niedługo mnichóm tu popasać! —

Rzekł Jaszko, i swoich przebudza1247, szykuje;

W piérwszym śnie1248 otworzył zamczysko, napada

Na obóz Witoldow1249. Zaledwie stróżowie

Znak dali pobudki, i ciężkich swych zbroi

Krzyżacy nie zwlekli, nie dosiedli koni,

Już Jaszko na karku, uciera się z niemi.

Noc całą walczyli. Nad świtem, gdy mnichy1250

Na konie się zwiedli i w zbroje ubrali,

On obóz rozbiwszy, do zamku ucieka.

Mistrz smutno, o brzasku, na pole pogląda,

Trupy swe policzył, popatrzał na mury.

— Ciągnijmy — rzekł — daléj. Na Wilno nie przyszła

Godzina. Dobędziem go poźniéj, Witoldzie! —

Na próżno go Witold zaklina, namawia,

Korzyści, widoki i sławę przedstawia.

On milczy, a wojsku ściągać się rozkazał.

Już obóz w milczeniu zwija się, Krzyżacy

Na konie usiedli, a Witold za niemi

Odciąga, klnąc mistrza, i oczy odwrócił.

— Raz jeszcze na próżno! raz może ostatni!

Lecz znowu powrócę, powrócę, zdobędę! —

Odchodzą; lecz idą po Litwie płomieniem;

Nad Wilią Gród Nowy rozryli; nad Świętą1251

Zwrócą się, Wiłkomierz obegnać i palić;

A sioła po drodze, gdzie puste, zażegną1252,

Gdzie lud jest, to w pęta, i gnają na Prussy1253.

Aż przyszli nad Niemen. Nad Niemnem mistrz każe

Trzy zamki u brzegów swym ludzióm budować.

Trzy staną od granic zakonników straże,

By dawać znak mnichóm, gdzie wojnę gotować,

By ciągle na oku mieć Litwę, i szpony

Zapuszczać w nią głębiéj, i drzeć jéj wątrobę,

Co wiecznie odrasta, by zawsze ją zżerał.

Metemburg Witoldu1254 mistrz w darze oddaje.

Dla niego, dla niego danina to licha!

On całéj chce Litwy, nie zamku jednego.

Odeszli; a Wigand na nowe grodziska,

Wysłany przez Jaszka, z Lachami naciska;

Trwogą je obegnał, lecz z niczém powrócił;

A w drodze zachorzał, i trupem z wyprawy

Na Świętą Dolinę odpocząć przyjechał.

Dano znać Witoldu, że Wigand nie żyje,

Brat luby Jagiełły. On szepnął: — Czas zgody.

Skirgiełło w Kijewie, ja siędę na Wilnie.

Dość przecie paliłem, dość krwi już wylałem.

Czas za krew, pożogę, sięgnąć po zapłatę. —