XXIV

Ponad grodem Gedymina

Turza Góra, zamkiem strojna,

Wznosi czoło uwieńczone

W murów czerwonych koronę;

U stóp góry Neris593 płynie;

Nad nią Swintorohy pole

Xiążęcemi594 mogiłami

Usypane; a na straży

Perkunowa tuż świątynia,

Gdzie się Znicza ogień żarzy;

Daléj za wał, za parkany,

Wilno pstrym się ciągnie sznurem;

Kościoł595 z krzyżem w jednéj stronie,

W drugiéj cerkwi dachy świecą;

Tam słup stoi, gdzie męczeńska

Krew pogańską chrzciła ziemię;

Lecz najwyżéj gród xiążęcy,

Dach świątyni, dym Zniczowy,

Ponad miasto wznoszą głowy.

Cisza w grodzie Gedymina;

Lasy wkoło go objęły,

Góry ścisnęły dokoła;

Milczy miasto śpiące w dole,

Milczą góry lasem strojne:

Nawet Neris, mrozem zjęta,

Falą niebieską nie szumi;

I na zamku cisza długa;

Dym się tylko czarny wznosi

Od ogniska, gdzie Jagiełło

Z ulubionym siedzi sługą;

Straż milcząca u wrót chodzi;

Nigdzie orężnego ludu,

Nigdzie krzyku bojowego;

Cisza, tylko ponad lasy

Ciągną ptacy z wieszczym krzykiem.

Od Trok, Lidy, Antokola596,

Zmrokiem, cicho, jacyś ludzie

Idą w miasto, rozproszeni

W drobne kupki, małe grona;

Coraz kilku w miasto wpłynie,

Kędyś zapadnie i zginie.

Znać ze twarzy i odzienia,

Z pobożności znać Żmudzina:

Bo na widok się świątyni

Każdy z nich o ziemię rzuca,

Głowę zarosłą odkrywa

I szepce ciche modlitwy.

Coraz nowe tłumy śpieszą,

I jak w morzu nikną rzeki,

Tak oni znikli wśród grodu.

Wszystkich miasto pochłonęło.

Znowu cisza w starym grodzie.

Lasy wkoło go objęły,

Góry ścisnęły dokoła;

Leży, zasypia w dolinie;

Milczą góry lasem strojne;

Nawet Neris, mrozem zjęta,

Falą niebieską nie szumi;

I na zamku cisza długa;

Dym się tylko czarny wznosi

Od ogniska xiążęcego.

Od Trok, Lidy, Antokola,

Ciągną wozy, ładowane

Sianem, słomą, skórą kryte;

A przy każdym z nich woźnica,

Żmudzin, znać z odzieża597, z mowy.

Wszyscy wolno w miasto jadą,

Obozem się w mieście kładą.

— Co w tych wozach? — strażnik pyta.

— Siano, słoma, skóry, bracie!

Do pana wieziem na Troki. —

Strażnik milczy, a woźnice

Dzikim jakimś śmieją598 głosem.

Stali w rynku, poglądają,

Szepcą z sobą i czekają.

Piesi ku nim się gromadzą,

To gdzieś pójdą, to cóś radzą.

A liczba ich rośnie coraz599,

Z wozów, zda się, cóś ubywa,

Ale ruchy noc pokrywa.

Znowu cisza w starym grodzie.

Cóś na Trockiéj czerni600 drodze,

Jakiś szmer przerywa ciszę.

Ludzie z chat powybiegali,

Patrzą, dziwią601; czy uciekać,

Czyli602 pozostać, nie wiedzą.

— Nasi to — poznali z mowy,

Litwini — widać z odzieży.

I wszyscy stoją w milczeniu.

Na drodze od Antokola

I od Lidy cóś czernieje.

Zewsząd wojsko gród zalewa,

Turzą Górę opasuje,

Aż róg Kiejstuta odzywa603

I strażnika wywołuje.

Na głos rogu zewsząd głosy

Jednym wrzaskiem się ozwały.

Trzysta Żmudzi z łukiem stoi,

Sześćset z wozów wyskoczyło,

Tysiąc Kiejstut przywiódł z sobą.

Gród zajęty; zamek wkoło

Opasany żywym murem;

Otwarte na roścież wrota;

Wojsko się w podwórce miota.

Gdzie Jagiełło? czy śpi jeszcze?

Gdzie Wojdyłło? czy ucztuje?

Czy swą młodą pieści żonę?

Czy na zdrady się gotuje?

Czy bojaróm się urąga604?

Nowych ziem i nowéj władzy

U Jagiełły się doprasza?

Cisza w zamku; dym się wznosi

Od ogniska xiążęcego.

Kiejstut słudze oddał konia,

Sam jeden w komnaty śpieszy.

Wojdyłło go spotkał w drodze.

— Kniaziu! — rzecze ulubieniec,

Dumnie przed nim wznosząc czoło —

Wasz i mój pan widzieć z wami

W téj godzinie się nie może.

Nazad na miasto powróccie605,

I pokoju nam nie kłóccie606. —

Kiejstut dłonią niewolnicze

Usta stulił. — Nie mam pana!

Krzyknął głośno — twój, mym jeńcem!

Idę nie o słowo prosić,

Ale karać go za zdradę. —

Sługi woła. — Zwiążcie! strzeżcie!

W najciemniejszy loch go wrzucić,

Najcięższemi spętać więzy! —

Struchlał dumny ulubieniec,

Upadł czołem; ten go mieczem

Popchnął i szedł swoją drogą.

W drzwiach komnaty, blady, drżący,

Synowiec kniazia spotyka;

On nań wzrok rzucił gniewliwy.

— Dziękuj krwi twéj, że ci łyka607,

Razem z tamtym, kłaść nie każę.

Brata mego pamięć droga,

Droższa, Jagiełło, niż tobie,

Coś na pastwę niewolnika

Siostrę swoję608 dał rodzoną.

Wiém o zdradzie, wiém o zmowie.

Tyś niewolnik, na méj łasce.

Wiész o losie Jawnutowym;

Ale Jawnut nas nie zdradzał;

On tylko w kobiécej dłoni

Wielkiéj Litwy nie mógł strzymać609;

On na niewolnicze ręce

Nie zdał610 nas, nie przedał611 wrogóm! —

Rzekł, i sługóm nań wskazuje.

— Pęt mu nie kłaść, strzedz612 w ciemnicy. —

A Jagiełło blady stoi,

Słowa nawet rzec się boi;

Szumi mu w uszach i głowie;

Oczy chodzą krwią zalane

I szukają kogoś wkoło;

Krew to blade zleje czoło,

To do serca ustępuje;

To się wstrzęsie613, to ponury

Wzrok do drzwi zwraca, do okna,

Jakby szukał, jakby czekał,

Czy kto nie wyjdzie z ciemności,

Nieproszonych wygnać gości?

Kiejstut na komnaty śpieszy,

I od skarbcu614 bierze klucze,

Zamek z końca w koniec schodzi,

Bo nie wierzył wieści zdrady;

Ale żywe znalazł ślady:

Na żółtéj spisane skórze

Przymierze w skrzyni leżało.

Kiejstut porwał, aż zawrzało

W oczach, w piersiach; podniósł w górę

I pod nogi deptać rzucił.

— Patrzcie, otoż to zapłata,

Żem ukochał dzieci brata,

Żem się dla nich wyzuł z władzy!

Żem koronę im na głowę

Dał, a sobie szablę tylko

Pozostawił, i na straży

U synowca stał we wrotach!

I oczyma po téj karcie

Wodzi, oczóm swym nie wierzy,

I z nią w ręku, jak szalony,

Do Jagiełły znowu bieży.

On złamany wpół, zgarbiony,

Jęczał na dnie dolnéj wieży,

Gdy w drzwi bijąc, Kiejstut leci,

I podchodzi, w twarz synowca

Bijąc zapisaną kartą.

— Patrzaj, zdrajco! spłoń ze sromu!

Wszak cię śmiercią karać warto!

Kupczyłeś krwią swego domu,

I mnieś przedał615 Krzyżakowi.

Gdyby nie ta krew płynęła

W żyłach twoich, dziś bym jeszcze

Urągał się śmierci twojéj!

Dziś byś jeszcze na Turzysku

Śmierć haniebną odniósł w zysku

Za niewiarę, za przedajne

Zmowy podłe, spiski tajne.

Co mi powiész? powiész słowo?

Czegoś głowę wtopił w ziemię?

Mów, czyś ty dał mnichom słowo,

Czyś ty przedał swoje plemie616? —

— Ja — Jagiełło mu zawoła,

Skrwawionego wznosząc czoła —

Ja! jam karty téj nie pisał. —

— Pieczęć twoja! — Ja nie kładłem,

Jam przymierze zawarł tylko;

Ale słowa w niém nie było,

Co by na ciebie godziło.

Na Perkuna, na mą brodę,

Na ojcowski grób przysięgam. —

Kiejstut stał, a potém pędem

Wybiegł niżéj w lochy ciemne;

Gmachy przeleciał podziemne,

Nogą w drzwi dębowe bije

I otwierać każe sobie.

W ciemnéj cieśni617, w czarnym grobie,

Co nad głową cięży nizko618,

Leżał zausznik Jagiełły;

Rano jeszcze pan nad Litwą,

Wieczór — tłuszczy pośmiewisko;

Skrępowany, powiązany,

Warga mu się krwią zapiekła

I źrenica krwią zaciekła;

Ale jęku nie wycisnął

Strach, co nad głową zawisnął.

Spójrzał619 — sroga twarz Kiejstuta

Nad nim stoi; jak przykuta,

W duszę patrzy mu źrenica;

Przed jéj wzrokiem tajemnica

Nie ukryje się, nie schowa.

Kiejstut w jeńca bije nogą,

Kiejstut w twarz na powitanie

Plunął, i obelgą srogą

Z odrętwienia go wywodzi.

— Patrz — zakrzyczał — żmijo podła,

Patrz, do czego cię przywiodła

Wielkość twoja! zdrady twoje!

Dowód trzymam w mojém ręku.

Chciałeś stawić nam na karkach

Swoję wielkość! nam na barkach

Zamek sobie pobudować!

Ale Bogi w czas znać dały.

Wszystko widne620 — tyś mój cały!

Jutro kara! jutro kara!

O! na Bogi, niechaj Saułe621

Prędko zemsty dzień oświeci.

Przez noc oka nie zamrużę,

Póki nie ukończę z tobą.

Patrzaj! maszli622 wstyd? człowiecze!

Niech ci krew po twarzy ciecze,

Bo łzy twojéj, łez twych mało!

Patrzaj — widna twoja wina,

A jutro — kary godzina. —

Wojdyłło głową o ziemię

Bije w milczeniu, i pada.

— Daruj mi, daruj, o panie!

Moja niewdzięczność i zdrada!

Moja wina! Jam zasłużył

Na karanie, lecz tyś wielki!

Co ci przyjdzie z krwi kropelki,

Którą zlejesz ziemię czarną?

Strąć mnie w lochy, strąć w niewolę,

Każ psy swoje karmić, panie!

Posłuszny na rozkazanie

Będę ciężką znosił dolę;

Ale śmiercią mnie nie karaj,

Ale nie bierz mego życia.

Pójdę, oczy twe mnie więcéj

Nie zobaczą, nie spotkają. —

— Życie! tobie! życie! tobie! —

Woła Kiejstut. — Ja bym swego

Dziś za zemstę nie żałował.

Słuchaj! kiedy słońce wstanie,

Jutro na Zamkowéj Górze,

Gdzie już raz mnichy wisiały,

Gdy tłum mścił623 na nich zuchwały,

Jutro tobie, chrześcijan624 druhu,

Wisieć także. Noc ci daję;

Przez noc jęczeć możesz jeszcze,

Włosy wyrwać z podłéj głowy

I o lochu bić się ściany. —

Rzekł, i wyszedł zadyszany,

Znowu gdzieś na zamek śpieszy;

Zbiera ludzi, i obsadza

Mury, wały, grodu wieże;

W miasto hufce porozsyłał.

Każdych wrót już sargas625 strzeże,

A posłaniec ku Grodnowi626

Śpieszy, zanieść Witoldowi

Wieść Kiejstutowej wyprawy.

I posłańcu powiedziano:

Niechaj Witold w skok przybywa,

Zemstę widzieć, zdrajców witać,

I przy ojcu zasiąść w Wilnie,

Na dziadowskim starym grodzie,

Gdzie się krew ma toczyć winna,

Gdzie Jagiełło okowany

Czeka na śmierć lub niewolę,

Czy swobodę gdzieś w ukryciu,

Hańbę w śmierci, hańbę w życiu.