List XXXVI
Niedziela, w nocy
Zapomniałeś tedy, zostawiłeś tę furię tak szaloną i tak złą zarazem; gdybyś bodaj zostawił ją w piekle, nie skarżyłaby się: żar i ruch tego środowiska wlewają w nią życie. Ale nieszczęśliwa spędziła dzień w otchłani; czekała anioła-pocieszyciela, który się nie zjawił. Dawał bez wątpienia szczęście i rozkosz jakiejś niebiańskiej istocie; on sam kosztował słodyczy niebios i w tym usposobieniu nic nie mogło mu przypomnieć mej osoby. Jeśli w istocie jest tak szczęśliwy, pragnę z głębi duszy, aby go nic nie sprowadziło ku mnie, jestem bowiem na tyle niesprawiedliwa, aby nienawidzić jego szczęście i pragnąć, by żal i wyrzuty ścigały go bez przerwy. Życzę mu gorzej jeszcze, to jest, aby już nigdy nie kochał i aby budził odtąd jedynie obojętność. Oto życzenia, pragnienie duszy, która kochała wszystkimi siłami i która odczuwa jedynie potrzebę wiecznego snu. Dobranoc.