VII

Dzisiaj podróżny przejeżdża te stepy

I nie wie o krwi, co się na nich lała

Przed laty, ścieżką, gdzie dziad ciągle ślepy

I skrzypią maże, pył ćmi, słońce pała,

Rzeki gdzieś dalej błękitnieją, krepy

Z czarnej szarańczy ćmią się... Dawna chwała

Już zapomniana; serce tylko nuży

Pól jednostajność, tęknota podróży.

Duchy gdzieś poszły i nie powiedziały

Swoich boleści tym, co po nich wstaną —

Ach! nie dlatego, by zemsty nie chciały,

Ale że z myślą bólem obłąkaną

Nie mogły mówić — albo by jęczały

Mówiąc lub chwaląc się serdeczną raną,

U Boga by swe straciły zasługi

I swój anielski rząd69. Dziś wiek już drugi

Zaczął się; oni jeszcze zadziwieni,

Że nikt nie wspomniał imion, nikt nie słucha,

Co oni mówią, gdy zorza rumieni

Laski brzozowe, kiedy się głos ducha

Z Aniołem Pańskim na stepach ożeni

I ciągle płacze, kiedy wiatr odmucha

Osiny i liść ów srebrny pokaże,

Co tak w księżycu lśni, jak duchów twarze...

Ach! kiedy także wyjdą w step i staną

I gdzieś na wioskę spojrzą, dawniej swoją,

Gdzie żyto gnie się falą kołysaną,

Gdzie ciche dwory pod lipami stoją,

Gdy ujrzą dziatki rumiane pod ścianą,

Które się dziada z lirą srebrną boją,

A już nie wiedzą, co to dawne lutnie: —

O! jak im cicho... tym duchom, jak smutnie!

Nawet gdy ujrzą zaszczepione drzewko

Przez siebie w sadzie, a dziś już stuletnie,

Nawet gdy wróble ze srebrną podszewką

Lecą — i słońcu w takt migają świetnie,

Jak gdyby jaką niewidzialną śpiewką

Takt miały dany — i w gorąco letnie

Spadają w gęste korony czerechów70,

By harfy srebrne, pełne swarów, śmiechów:

O jak im smutno! bo oni nie mogą

Odlecieć dalej, aż odlecą z nami —

Taki takt w locie, nim się loty wzmogą,

Poeci muszą uczynić pieśniami,

Jak tym wróbelkom czyni Bóg... O! srogo,

Srogo nas uczy Bóg i krwią i łzami

Latać nad domy i pola i sady,

Wydając jeden Boży ton z gromady.

Lecz do powieści!... Gdzież mój stary Grusza,

Cześnik? Co zrobił z oddzielną komendą?

Czy się gdzie w boju jeszcze zawierusza?

Czy mu już Parki71 wrzecionami przędą?

Choć szorstkie ciało, piękna w sercu dusza!

Byłaby szkoda, gdyby ci, co będą

Jak on na stratę komenderowani,

Tak nie umieli jak on paść... nieznani!

Z hufcem się swoim wyprawił i w długi

Jar wjechał ów to za Sasów dygnitarz;

Więc jar ów ciemny, wzięty we dwie smugi

Gór, tak się ciągnął, jak czarny korytarz;

We środku strumień srebrny, co kolczugi

Odbił, a dalej... jak to sam wyczytasz,

Były przez chłopów położone tamy

Wodzie, co w srebrne rozlała się plamy.

....................................................

....................................................