SCENA DRUGA

STELLA i JAN wchodzą z przeciwnych stron, nie widząc Idalii.

JAN

Stelleczko lubieżna!

A cóż?..

IDALIA

Ktoś idzie! — skryjmy się do groty.

Wchodzi do groty.

STELLA

Niech Pan Jan do mnie po rusku nie gada.

JAN

Słuchaj — to język jest mojej tęsknoty,

Język, który mi z piersi tak wypada,

Jak pies, i wyje — wyje, jak przy trumnie,

A czasem w ustach jak karabin szczęknie...

STELLA

Dobrze — lecz Pan tu na gościnie u mnie,

W mojej pasiece: ............

............

JAN

Gdzież jest Diana?

STELLA

Z bardzo wielkim żalem

Nie mogła tu przyjść.

JAN

Ha!

STELLA

Humla wariacją

Na fortepianie gra...

JAN

I tu nie przyjdzie?

STELLA

Nie wiem; jak skończy, to może spacerem...

Bo wiesz, że ona jutro za mąż idzie.

JAN

Jutro?!...

STELLA

Cóż ci to?

JAN

Prawda! — to jest zerem

W moim rachunku... Jutro więc — drżę cały —

Dyjana za mąż idzie... a za kogo?

STELLA

Ach, jak szczęknęły dziwnie twoje strzały

W kołczanie! — Słuchaj — teraz z wielką trwogą

Patrzę na ciebie — teraz ty zupełny

Baszkir — ach, czarny teraz Baszkir z ciebie!

Czemu ty patrzysz tak na księżyc pełny!

JAN

To nic, Steluniu; szukałem na niebie

Tych gwiazd — tych siedmiu gwiazd, związanych razem,

Które ty niegdyś, astronomka złota,

Pokazałaś mi nad strasznym obrazem

Zmrożonej nędzy, zgasłego żywota,

Śnieżnego piekła. — Tutaj być powinny,

W tej stronie niebios — te skrzypce z gwiazd — skrzypce,

Po których ty jak aniołek niewinny

Wodziłaś smyczkiem. Twej pasieki lipce

Nie są tak słodkie, jako ta muzyka,

Która na gwiazdach po tobie została;

I kiedym siadał pośród mogilnika,

To na Sybirze mi tam grała — grała —

Grała — jak wasz głos, panny...

Na stronie.

Czy w łeb strzelę

Sobie? Czy pójdę po żołniersku spić się? —

STELLA

Skrzypeczka ta z gwiazd?

JAN

Na siostry wesele

Sprowadź ją z nieba!

STELLA

Więc ty musisz kryć się?

Więc ty nie przyjdziesz jutro do kościoła?

Więc ty...

JAN

O! biedny! biedny! biedny! biedny,

Który ojczyznę straci!

STELLA

Nie kryj czoła!

My z Dianią pacierz kończyły powszedny

Twojem imieniem; ty byłeś tu z nami

Każdej niedzieli i każdego piątku;

Dianka twojemi gadała słowami,

Na chrzcinach chłopskich każdemu dzieciątku

Dawała imię Jan... Dianka dzisiaj szlocha,

Dianka dziś blada, Dianka dzisiaj chora:

O! ty wiesz, ty wiesz, że cię Dianka kocha!

JAN

Ha!

STELLA

Ale mama z papą przyszli wczora,

Na łóżku siedli, mnie kazali iść precz,

Zamknęli na klucz drzwi — i coś tam siostrze

Gadali. Ona krzyczała: To miecz!

Trucizny dajcie! Sama nóż wyostrzę

I sobie gardło poderżnę po ślubie! —

A mama z papę do niej: Jesteś głupia!

Gadasz, jak gdybyś żyła w jakiej grubie

Albo w romansach! — A tu nędza trupia!

A tu rodziny naszej honor trzeba

Ratować! — A ty, głupia fircynelo,

Myślisz co? — i torbą po kawałek chleba

Naprzód, a starych nas dwoje ze Stellą

Za tobą, grać po kawiarniach w Kijowie

Na starych harfach? — Tu zaczęła mama

Mdleć — i mój papa załamał na głowie

Ręce — i nie wiem, co... Ale ja sama

Pod drzwiami płakać zaczęłam i ryczeć,

Aż po mnie biedna Dyjanka wybiegła,

Wzięła na ręce i zaczęła krzyczeć:

— Wezmę krzyż! wezmę krzyż! — i prześcieradła

Wlokąc, na ręku mnie w ogród wyniosła,

Jak obłąkana krzycząc; — Wezmę krzyża,

Bo widzę, żem tu w domu na to rosła!

JAN

To tak?... Więc niechaj do mnie się nie zbliża

Ta męczennica!... — Stelko, daj mi rączkę —

Proszę cię... teraz... na wszystko zaklinam,

Weź — oto widzisz tę złotą obrączkę!

Czekaj — bo jeszcze czegoś zapominam —

Weź... i ten suchy pierwiosnek, urwany

W dalekiej ziemi łez, do której wrócę

Kończyć mój straszny czas... dźwigać kajdany.

Cóż mi więc z tego, że tu w piersi rzucę

Więcej boleści i otworzę rany,

Zamiast... o! Stelko, dokończ tych wyrazów!...

I te — oto masz — drogie dla mnie dary

Schowaj!... I kiedyś, później — gdy z obrazów

Przeszłości żołdak, wasz przyjaciel stary,

Na umilenie jakiego wieczora

Wtrąci się nagle do waszej rozmowy;

Gdy ten dom czarny z postacią upiora,

Cały sybirską zorzą purpurowy,

W oczach wam stanie; gdy to wszystko dawno,

Co kiedyś serca biedne dręczyło,

Stanie się marą: — ty wtenczas te jawne

Ślady przeszłości — z twarzą taką miłą,

Jak anioł, który w niebie przypomina

Boleści nasze, już dawno przebyte —

Rzucisz przed siostrą twoją do komina

I w skrach pokażesz — czarne — łez już syte

I obrócone w popiół...

STELLA

Więc już z tobą — —

JAN

Więcej już ze mną nic...

STELLA

Lecz cię zobaczę?

JAN

W tym domu żadną nie jestem osobą,

Ale mundurem! Mniej niż człowiek znaczę,

A więcej żądałbym, niż król niebieski!

Więc wolę nie mieć nic — niż mieć pod miarą.

Nawet już, Stelko, te perłowe łezki,

Które ty, co mi serduszkiem i wiarą

Dotrwałaś, sączysz odwrócona bokiem —

Że są z litości, to mi są obrazą! —

Idź, Stelko — ja tu sobie nad potokiem

Legnę i strzałek mych będę żelazo

Ostrzył, bo w biedzie przywykłem do pracy —

Jest mi kochanką! — mam także piosenki,

Które śpiewamy sobie my żołdacy,

A w których jest — brud śmiechu i są jęki...

Bądź zdrowa! —

Stella odchodzi.