SCENA OSMA
Wchodzi LOKAJ i niesie karteczki i sztylet.
LOKAJ
Pani, ten bilet...
IDALIA
Co widzę?! — Boże! Boże mój jedyny!
Czyta.
Daj burnus!... Ha! ha! ten wenecki sztylet
Tu?! Jezus! Maria!
Wybiega ze sztyletem, a bilet zostawia.
HELENKA
Co to?
LOKAJ
Pan Fantazy
Dał mi i kazał pani oddać w ręce.
Helenka bierze bilet i czyta go.
HELENKA
Niezrozumiale są dla mnie wyrazy!
Próżno ten papier w rękach gnę i kręcę.
Muszę biec za nią.
LOKAJ
Daj, niech ja przeczytam!
„Schadzka ostatnia dusz naszych na ziemi
Dziś o północy...”
HELENKA
Pana Boga pytam,
Czy jest tutaj sens?
LOKAJ
„Czarami złotymi
Ostatni toast dziś — lub z tobą razem
Piję aniołom — albo też samotny...” —
Święty Józefie! za każdym wyrazem
Wykrzyknik, a list taki był wilgotny,
Że na nim moje palce znać wyraźnie
Wydrukowane. — Diabli jacyś wodzą
Pióra tym panom: piszą niepokaźnie
W gzygzaki.
Czyta.
„Tam, gdzie na świecie się schodzą
Wszyscy i wiecznie zostają — gdzie Juliet
Obudziła się i zasnęła — czekam”.
HELENKA
Muszę wziąć pani ten łabędzi duliet
I zanieść, bo to rosa. Psy powściekam,
Ażeby panią odstraszyć na zawsze
Od tych przechadzek nocnych po pustyni.
Bo to stworzenie dla ludzi łaskawsze,
Niż zwykle bywa taka monarchini
Zła, jak diablica! — U państwa Rzecznickich
Nie można służyć dla zimna a głodu.
A gdzie jest też dom w rękach jezuickich,
To także trzeba płakać bez powodu
Co piątek, albo oczy trzeć cebulą,
Gdy człowiek idzie na mszę za hrabiną. —
A tu się ludzie w domu jakoś tulą
I...
Wpada HRABIA RESPEKT — za nim MAJOR.