SCENA PIĄTA

RZECZNICKIIDALIA.

IDALIA

A cóż?

RZECZNICKI

Niechaj Pani

Leci! Fantazy coś zaczął wariować...

Wszyscy w tym domu jak powariowani!

Ja także myślę po wariacku skończyć.

Do nóg upadam!..

Wychodzi.

IDALIA

Co mówił? — Fantazy

Wariuje? — Cóż to? — Ach, jak łatwo złączyć

Miłość z szaleństwem! Są to dwa wyrazy

Nierozłączone. — Wariacja więc wraca

Do tych różanych uczuć, owiniętych

Girlandą kwiatów i gwiazd, i zbogaca

Krainę duchów, moc pieśni natchniętych

Rzucając wiatrom... Ach! gdyby godzina

Tego żywota, gdy mnie ciągle poił

Z serca, jak z czary! — Gdy na kształt murzyna

Otellowego — w sztylet się uzbroił

I przyłożywszy mi do piersi — czekał,

Czy w oczach moich strach, czy uśmiech będzie?

A uśmiech z oczu moich nie uciekał,

Ale jak pająk, który z blasku przędzie

Swe pajęczyny złote na szafirze

Jakiego kwiatu: podobnie mi radość,

Że się przez jego śmierć do nieba zbliżę,

Opromieniała oczy. — O! jak bladość

Śmierci daleka była od tej bieli,

Którą on wtenczas zwał alabastrową!

O! jak mi dobrze było, na pościeli

Granitów rzymskich — z pochyloną głową

Nad nim, oddychać różami Cezarów

I widzieć, jak się w tym człowieku rodzi

Nowy ideał wieków, pełny czarów,

Który mu całą przyszłość rozpogodzi,

Jeśli nie skala się tem ludzi błotem

I nie zapragnie spić się moszczem wina.