SCENA SIÓDMA

STELLA

sama.

Smutni dziś wszyscy! Dianka — tak blada,

Jakby opłatek, wzdryga się gwałtownie

I drży jak w febrze i z nóg, zda się, pada;

Papa nie mówi anegdot, a mama —

Kiedy spojrzałam na nią: tom się zlękła!

Taka przy oczach szafirowa plama

I taka wielka łza w jej oczach pękła

I taka twarz się wydaje stroskana!...

Wbiega do pokoju JAN.

Ach! jakiś Baszkir! Baszkir! ach! w drzwi wpada!

Baszkir!... Czego Pan chce! Ach! proszę Pana,

Ja jestem sama...

JAN

Stelka mi nie rada?

STELLA

Ach! Pan Jan?!

JAN

Cyt! cyt!

STELLA

Ach! Pan Jan przebrany?

JAN

Moja Steluniu, cicho!... Jak urosła!

Jaki z niej kwiatek biały i różany!

STELLA

Puść mnie, ażebym Diance doniosła,

Że tutaj jesteś...

JAN

Moja dobrodziejko,

Mój aniołeczku, o tem ani słowa!

Pamiętaj, że mnie prosiłaś na mleko

I miód z pasieki twojej, jak królowa

Rusałek, kwiatów podolskich caryna.

Bądźże mi teraz wierną i zaklętą,

Jak czar — bo dla mnie ta cała kraina

Musi być tylko snem i wizją świętą,

Na którą muszę patrzeć tak jak we śnie —

Z uśmiechem, ale w milczeniu... O! biada

Tym, co stracili Ojczyznę!...

STELLA

Boleśnie

Gadasz — i słyszę, jak za ciebie gada

Głuchy sybirski wiatr, co tak okropnie

Wył, w szyby bijąc brzęczące...

JAN

Milutka!

Proszę cię — teraz postępuj roztropnie,

Widząc mnie tutaj: jedna bowiem krótka

Radość mogłaby mnie i dom wasz cały

Strącić w nieszczęście...

STELLA

Pan zawsze w niewoli?

JAN

Zawsze —

STELLA

I wraca znów na Sybir biały?

JAN

Wracam.

STELLA

I Pan mi mówić nie pozwoli,

Że Pan przyjechał?

JAN

Zgubiłabyś obu

Mnie i Majora!

STELLA

Cóż mam robić?

JAM

Oto

Ja, Stello, szukam jakiego sposobu,

Abym Dianie tę obrączkę złotą,

Zgubioną... dawno w śniegu, dziś wieczorem

Oddał. — O wschodzie słońca wyjeżdżamy!

STELLA

Jakże to zrobić? — Ach! oto za dworem

Jest staw i łódka, którą my pływamy —

Niekiedy same nawet tylko panny —

Na drugą stronę do ładnej pasieki.

Lasek należy cały do Dianny;

Lecz teraz, jak nam tutaj mnichy Greki

Wzięli kościółek i parafią, w dworku

Pasiecznym mieszka nasz ksiądz, ojciec Loga. —

Otóż w tym — jak dziś zwiemy go — klasztorku

Często z Dianką prosiłyśmy Boga

Za ciebie, biedny Panie Janie; często

Wieczorem, kiedy w łąkach derkacz krzyczy,

A staw nakryty mgłą srebrną i gęstą,

Pełny różowych smug, a głos słowiczy

Po czarnym lasku girlandami spada

Z dębów aż na staw, i za stawem jęczy:

Często Dianka księdzu Lodze gada

O tobie, o tej śnieżno złotej tęczy,

Która świeciła, gdyście wy cyganki

Na Sybirze się o wasz los pytali. —

Nie wiem, czy równie ty nas, dwie wygnanki,

Pamiętał? — Jak ty westchnąłeś! — Cóż dalej?...

Cóż ja mówiłam? Ha!... więc do tej chaty,

Jeśli chcesz, siostrę moją zaprowadzę.

JAN

Ale nic nie mów!

STELLA

Nic...

JAN

Ptaszku skrzydlaty!

Zawsze jak widzę, masz rusałki władzę

Nad twoją siostrą.

STELLA

O! zawsze mnie słucha!

JAN

Więc dobrze: będę wieczorem w pasiece.

Wychodzi.

STELLA

Powiem Diance, że zobaczy ducha.

Żywo.

Ducha zobaczy! ach! zaraz polecę

I powiem Diani, że ducha zobaczy.

Chce wychodzić — wchodzi hrabina Idalia.