SCENA SZÓSTA

IDALIA

Ha! Pan Rzecznicki?

RZECZNICKI

zdziwiony.

Co widzę?!

IDALIA

Dlaczego

Oczy Pan sobie przecierasz? — Zapewne

Cieniem się, marą wydaję dla niego!...

Obadwa macie serca bardzo rzewne:

Płaczecie trupów, nim umrą; a żywych

Macie za mary, gdy wam stają w oczy...

Cóż więc? natrętna jestem dla szczęśliwych?

RZECZNICKI

Czy ja śnię?

IDALIA

Cóż to?

RZECZNICKI

Róże z jej warkoczy

Mówił Fantazy — powylatywały!

Baszkir uchwycił ją w pół, jak narcyza!...

IDALIA

Gdzież są ci państwo? — i gdzie jest dwór cały?

Słyszałam, że już młodych intercyza

Jest podpisana: — wszystkie serca mocy

Zebrałam — świadkiem szczęścia być przychodzę.

RZECZNICKI

z szyderstwem.

To więc ten Kałmuk...?

IDALIA

Co za Kałmuk?

RZECZNICKI

Nocy

Szecherazady!

IDALIA

wzgardliwie.

Czy tu Panu szkodzę

W jakich intrygach?

RZECZNICKI

Bynajmniej! nie widzę,

Abyś mi Pani teraz w czem szkodziła.

Sam jestem tylko w ogromnej intrydze:

Przed chwilą Pani Hrabina tu była

Porwaną...

IDALIA

Jakto? ja?! — przez kogo, proszę?

RZECZNICKI

Przez.. przez... przez...

Do siebie.

W zmowie jest baba z Kałmukiem —

Głośno.

Pani, jak widzę, masz wielkie rozkosze

Jak dawniej, rządzić amorowym łukiem,

Wszystko zamieniać jak pędzel Albana

W obrazek pełny róż i Kupidynów —

IDALIA

Co to za Sfinx jest nowy? — Proszę Pana

Mówić tu prozą!

RZECZNICKI

Śród róż i jaśminów

Stojąc, jak słońce, co oku doskwiera —

Z oczu olśnionych kochankowi zniknąć —

Zniknąć z Centaurem, tak jak Dejanira —

IDALIA

Jak Dejanira?... Pan musiał nawyknąć

Lub do poezji, albo też do wódki

I spirytusu — żałuję Go mocno!

RZECZNICKI

Widać, że Pani czas wystarczył krótki

Na tę przejażdżkę, zdrowiu tak pomocną

I fantastyczną —

IDALIA

Czy Pan do mnie gada?

RZECZNICKI

Pytam się Pani, czy koń dobrze niesie?

IDALIA

Jaki koń?

RZECZNICKI

Centaur.

IDALIA

Jestem bardzo rada,

Że Pan tak mocny mitolog — w zakresie

Swojego głupstwa.

RZECZNICKI

Jam także szczęśliwy,

Że Pani wracasz bez żadnego szwanku.

IDALIA

Dziękuję, że Pan dla mnie taki tkliwy.

RZECZNICKI

A gdzie jest Nessus?

IDALIA

Czy pan?... Mój kochanku,

Zawsześ lokajski spełniał obowiązek:

Gdy Fanio w Rzymie był, toś od służącej

Mojej dostawał dla niego podwiązek,

Róż, co na balu na piersi gorącej

Uwiędły; stałeś jako szpieg, przy bramie

Czekając, abyś doniósł, gdzie wyjadę...

A ja mówiłam: oto psie ma znamię

Ten człowiek — wierny jest! i nad gromadę

Ludzi wiernością wyższy jest ten człowiek;

A więc ma dobre serce, myśli świetne.

Choć więc spod twoich szarych, wężych powiek

Odrażająca szła skra; nieszlachetne

Choć z ciebie jakieś pary wychodziły

I odrażały mnie instynktem ducha: —

Tylem zdobyła, że mi stał się miły

Twój widok i głos dla mojego ucha

Umiłowany. — Miej więc dziś torturę

Z tej jednej męki, która żre głęboko

Tą myślą: żeś był podniesiony w górę,

Że w jednej stałeś opinii wysoko,

Że w jednej myśli ty byłeś istotą

Wyższą nad ludzi, żem była gotowa

Klęknąć przed tobą: — a ty byłeś błoto,

Jednego nie wart spojrzenia i słowa,

Chodzący dowód, że mój sąd o świecie

Był sądem młodej kobiety — pomyłką!

Teraz tu jesteś marszałkiem w powiecie:

Jego pieniądze wzniosły cię! Z posyłką

Już cię nie pośle po mego trzewika

Albo po zwiędły kwiat — pan teraz z ciebie!

Lecz to, co ludziom serce tu odmyka,

Szczęście... to ciebie tak, jak kreta grzebie

W intrygi — w lochy idące podziemnie —

W pochlebstwa, które ci u niego służą. —

Cóż? — czemu teraz Pan już nie drwisz ze mnie?

Jakąż to mnie Pan po stepach podróżą

Prześladowałeś?... Mów! — uwieńczę laurem

Komiczny talent Pana. Cóż? — ciekawa,

Z jakim mnie tu Pan wyprawiasz Centaurem?!...

Milczysz?

RZECZNICKI

Więc to jest ta koszula krwawa,

Którą dał Nessus?

IDALIA

Cóż, ciągle te żarty?!

RZECZNICKI

Wybacz mi Pani! — Cha! cha! cha! — nie mogę —

dozwól mi Pani, że będę otwarty

I spytam; dobrą Pani miałaś drogę?

Czy trakt byt bity i gładki i suchy?

Czy zdala widać było Kapitole?

Ach!... jak to się te nazywają muchy

Świecące, proszę Pani... czy lucziole

Za konia grzywą leciały jak grzywa

Z gwiazd? — Wszak podobno tak bywa w Italii —

Słowem, czy Centaur ten, który porywa

Z konia chwytając dziewicę w pół talii —

Czy nie obraził?

IDALIA

Więc Panu się zdaje,

Ze ja porwaną byłam?

RZECZNICKI

Tak wieść niesie.

Zresztą patrz Pani — państwo i lokaje

Wszystko rozbiegło się oto po lesie...

IDALIA

Gdzie?

RZECZNICKI

Całe nasze poszło towarzystwo

W pogoń za Panią — sprzyja pora ranna —

Fantazy nawet tak jak na myśliwstwo

Wziął trąbkę.

IDALIA

I on?!

RZECZNICKI

A panna Diana

Wzięła lornetkę.

IDALIA

Ha!

RZECZNICKI

I Pani Fanio

Wziął pistolety.

IDALIA

Zrozumieć nie mogę.

RZECZNICKI

Ja także, wierny sługa, chciałem za Nią

Pędzić się jak wiatr, wziąwszy księdza Logę,

Nie wiedząc, czy ślub, czy pogrzeb wypadnie

Z natury rzeczy.

IDALIA

I Pan sam we dworze?

RZECZNICKI

Samiutki!

IDALIA

I dwór wyjechał gromadnie?

RZECZNICKI

Wszyscy! i Baszkir nawet przy Majorze

Poczwałowali.

IDALIA

Więc i Pańska żona?

RZECZNICKI

Jak to!?

IDALIA

I żona Pańska z nimi razem?

RZECZNICKI

Ja tutaj jest na kształt Korydona,

Tęskniący za jej dalekim obrazem.

Szczęście to dla niej, bo z tą katolicką

Duszą, o Pani słysząca przygodzie...

IDALIA

Jak to? — ja z panią Omfalią Rzecznicką

Tu przed godziną gadałam w ogrodzie.

RZECZNICKI

zmięszany.

Pani żartuje...

IDALIA

Nie żartuję wcale!

Owszem mówiła, że ci chce siurpryzę

Zrobić: — ubrała się w błękitne szale

I w blondynową wielką moją kryzę —

RZECZNICKI

I w Pani kryzę?! —

IDALIA

Nawet wyznać muszę,

Że Pana chciała podejść w moim stroju

I pomieniała się na kapelusze

Ze mną.

RZECZNICKI

I pieszo szła?

IDALIA

Jak dla podboju

Serca Pańskiego!

RZECZNICKI

Szła pieszo?... ogrodem?...

IDALIA

Przez parkan do mnie skoczyła z powozu.

RZECZNICKI

Prru! prru! prru!

IDALIA

Że mnie naśladuje chodem,

To wiesz...

RZECZNICKI

do siebie.

Czuję dreszcz — prru! ściętym od mrozu!

IDALIA

Czy Panu słabo?

RZECZNICKI

To nic...

Do siebie.

Z mego łona

Wychodzą mrówki, za serce mnie chwyta

Głośno

Czy Pani pewna, że to moja żona!

IDALIA

Jak to?

RZECZNICKI

Może to kto?... jaka wizyta?...

Ktoś wzrostem do niej podobny?... jej talia

Nie jest znacząca...

IDALIA

Ja panu powiadam

Wyraźnie: Pani Rzecznicka Omfalia,

Z którą ja...

RZECZNICKI

Więc — więc — więc do nóg upadam!

Chce wychodzić.

IDALIA

Gdzież Pan?

RZECZNICKI

Niech Pani Hrabina przebaczy! —

Droga mi każda chwila i minuta.

Do siebie.

Ten Kałmuk... moja żona... sto kartaczy!!...

IDALIA

Ha! więc tu jakaś intryga popsuta — —

RZECZNICKI

Tak, tak! intryga jakaś —

Krzyczy przez okno.

Wyprząc z bryczki,

A włożyć siodło!

IDALIA

Pan jest niespokojny?

RZECZNICKI

Ale czy Pani pewna?

IDALIA

Przez uliczki

Te jaśminowe szła...

RZECZNICKI

I Kałmuk zbrojny?...

IDALIA

Co?

RZECZNICKI

Kałmuk zbrojny podjechał?

IDALIA

śmieje się.

Cha! cha! cha!

Teraz rozumiem!...

RZECZNICKI

Tak, Pani rozumie,

Że taki afront...

IDALIA

Przejażdżka!.. Gdzieś macha

Z Kałmukiem, jak wiatr —

RZECZNICKI

przez okno.

Ten szelma nie umie

Położyć siodła!... podepnij strzemiona!

Ale jeszcze raz błagam na kolanach,

Czy Pani pewna, że to moja żona,

Którą — —

IDALIA

Tak — którą —

RZECZNICKI

Niesie po kurhanach.

Nie! nie, nie! — bo to przechodzi granice

Wszelkiej na świecie znanej... tak nie było!...

Ale —

IDALIA

Być mogło!

RZECZNICKI

krzyczy w okno.

Wkładaj-że terlicę!

Na Boga! Czy ty masz serce, Hawryło?!

Cóż ty tam myślisz?!

IDALIA

Więc Pan także kłusa

Jako Kupidyn w obrazku Albana?...

RZECZNICKI

Pani widziałaś ją?...

IDALIA

Nim przez Nessusa

Była porwaną...

RZECZNICKI

Pani dzisiaj z rana

Widziałaś?

IDALIA

Dzisiaj.

RZECZNICKI

Czy spytać pozwoli,

Jak to być może dawno?

IDALIA

Niezbyt dawno!

RZECZNICKI

Karczmy dwie! — jeśli jechali powoli,

To przy tych karczmach... To jest bardzo jawno,

Że jeszcze nie są w lesie... Tak, być muszą

Przy karczmach... Gdyby tam jaki znajomy

Był taki dobry!...

IDALIA

Nim do lasu ruszą...

RZECZNICKI

Ha! Pani ze mnie drwisz?... Niech trzasną gromy

We mnie i w moją hańbę!!

Wybiega.

IDALIA

Przecież — człowiek!

Gdy ból mu wszystkie zęby powyrywał,

Zacierpiał sercem, krwią — i trysnął z powiek

Iskrą człowieka. — Lecz jak długo pływał

W błocie i patrzeć nie pozwolił z góry

Na konwulsyjne swoje śmieszne męki!

Ja, nawykniona śród każdej tortury

Nadziei z serca, a trucizny z ręki,

Za wszem gotowa powitać wypadek

Uśmiechem — albo śmiertelną bladością.

Lecz ten rozsądny i kościany dziadek

Za swą porwaną poleciał Jejmością

Już bez rozumu — na wychudłej szkapie,

Butów cholewy pokazując szare. —

I to się zowie świat zimny, co chrapie!

Kiedy mu serce, miłość albo wiarę

Wspomnisz — wszystko to romansem nazywa!

A gdy sam w romans wpadnie — kawał błota —

Jak żyd na koniu wychudłym się kiwa!

Gdyby na drodze stały, podruzgota

Apolinowe posągi! i wróci

Z małżonką w ręku, jako Hesperyda

Z jabłkiem. — O ten świat — że anioły smuci,

Nie dziw! — Mnie samą wzgarda i ohyda

Bierze, gdy widzę, że takie gadziny

Rozsądkiem przeciw egzaltacji świszczą?

A jakież to w tym domu były czyny

Ludzi, co sercem i rozumem błyszczą?

Przedali córkę — mnie, natrętną marę,

Chcieli oddalić — jak? — afrontowaną!

Tak że mi chyba wziąć habity szare

I za klasztorną trzeba było ścianą

Przeżyć ostatek... Precz, serca przedajne! —

Za was rumienię się, jak róża sromu. —

Szczęście, że blisko konie mam rozstajne.

Powrócę — sama — do smętnego domu

Z moją niedolą i z mojem cierpieniem

Dawnem, lecz mędrsza stokroć doświadczeniem.