Hymn anioła

Falo ludzi! falo ludzi!

Przewracasz się, pienisz i mętna

Bez wiatru usypiasz... któż ciebie obudzi?

Czy sława paląca — czy miłość namiętna?

Falo ludzi! falo ludzi!

Przed tronami niższa czołem,

Przerzedzona mieczem wroga;

Gdy chciałaś się modlić i modlić do Boga,

Modliłaś się do mnie, jam zemsty aniołem.

O! byłem ja nieraz w ostatnim pacierzu

Na ustach zmarłego... Ja stoję przy grobach,

Gdy krewni przychodzą ubrani w żałobach,

A kiedy się modlą po zmarłym rycerzu,

Wzywają mnie więcej i więcej niż Boga.

Płynęła od wschodu

Szarańcza złowroga.

Niszczona od głodu

Na Stambuł upadła;

Z tej chmury lazuru

Jak ciemne widziadła

Wybiło się wieży tysiące;

I rzekłbyś, że wielkie olbrzymy milczące

Szarańcze rozgniotły stopami z marmuru.

A potem te mrące na głazach owady

Stworzyły myśl w chmurze, co duszą jej była.

I gryzły bezsilne z marmuru posady,

I marły — a mrących myśl we mnie ożyła,

Myśl zemsty mrącego narodu.

A kto chce iść za mną, gdy nie śmie lud cały,

Na inne uczucia niech lice59 ma z lodu;

Gdy lud będzie milczał, do zemsty nieśmiały,

Gdy grobów gęściejsze porosną cyprysy,

Gdy głośne łez będą rozpacze;

Ja śmiechem złamane pokażę mu rysy,

Aż póki w nim śmiechu nie wzbudzę szatana;

I będzie go zgraja przeklinać spłakana,

Że z nimi na grobach nie płacze.

Wylany ze łzami

Mój duch obumiera,

Mnie światło dnia plami,

Mnie księżyc otwiera

Jak kwiaty, co kwitną nocami.

Ja czekam, aż Turki wychodzą z meczetu,

I płynę w ich serca przed Bogiem otwarte.

Ja jestem modlitwą na stali sztyletu.

Ja mieczem ognistym anioła

Wśród księgi wspomnienia zaginam tę kartę,

Co o krew woła.