XIV

A w tłumie widzów jedna łódź ożyła;

Jak po jeziorze trzcinami zarosłem

Wężową ścieżką z tłumu się wywiła;

Turek ją pędził obustronnym wiosłem

I bawił Turków, rzucając nad głowy

Tysiączne kręgi wodnistych obręczy,

Umalowane kolorami tęczy.

A łódź, jak delfin w wodzie rozigrana,

Czasem tonęła w odmęt lazurowy,

Równa powierzchni morza, tak że piana

Żagiel srebrzyła; czasem statek złoty

Po wierzchu fali szedł ptasimi loty,

I coraz bliższy fregaty sułtana,

Nie bacząc niby, pod srogimi kary44

Wzbronione łodziom granice przechodzi.

Nie śmieli strzelać strzegące janczary

I od płynących zdrady się nie bali;

Bo w tej złocisto malowanej łodzi

Ujrzeli postać dziewicy — i głośno

Śmiejąc się wszyscy — wszyscy przeklinali

Szatę turecką — zamkniętą — zazdrośną,

I ów kalemkiar z musselinu biały,

Tak gęsto lśniącym haftowany złotem,

Że go powiewy wiatru nie odwiały

Ani łódź szybkim odsłoniła lotem.

Ta pod zasłoną róża niewidoma,

Snadź z ciekawością dziecinną haremu,

Może przejęta zgrozą — nieruchoma,

Chciała się bliżej przypatrzyć zmarłemu?

Może się pod tą zasłoną ukrywa

Uśmiech w połowie ciekawy — wesoły?

Z takim uśmiechem liście róż obrywa,

Z takim uśmiechem te ziemskie anioły

Widzą zgon róży — serca — lub człowieka.

A wtem okrętu piersi niedaleka,

Łódka uczuła silny popęd wiosła,

Biegła po fali — z fregatą się zrosła:

I wnet z jej łona dym się wybił szary,

A potem jasność błękitnawa siarki.

Majtek przez chwilę patrzał na pożary;

A gdy mu płomień ramiona otoczył,

Odrzucił turban i do fali skoczył.

Za zbiegłym setne strzeliły janczarki,

Przed kulą w morzu zanurzony zginął...

Po chwili błękit pianą się zakłócił,

Majtek na fali powierzchnie wypłynął,

Pobladłym Turkom śmiech szyderczy rzucił...

A gdy śmiech echo okrętu powtarza,

Gdy się twarz majtka słońcem oświeciła,

Śmiech ten poznałem — był to śmiech korsarza,

I twarz poznałem — to twarz Lambra była.