XV

Spłonęła łódka — a w dymie z lazuru

Błękitna siarka błyska — zrazu blada,

Całuje okręt jak czarę z marmuru,

Jąć się nie może, ślizga się i spada —

Wgląda na pokład — potem z trzaskiem nagle

Czerwono dębu zajęła się ściana

I w dymu kłębie iskra zabłąkana

Jak gwiazda z nieba upadła na żagle.

Wnet płomień szybko aż na maszty wbiega,

Spodem okrętu roztwiera szczeliny...

Pękały szyby i rwały się liny,

I maszt z węglowym padł na pokład dźwiękiem.

Odgłos rozpaczy w trzasku się rozlega,

A tysiąc jęków było jednym jękiem...

Ucichły razem... huk płomieni głuchnął;

Ciszą się zdawał, gdy doń słuch nawyknął.

Nagle — w płomieniach nowy blask wybuchnął.

Jak tknięty różdżką czarowną aniołów,

Z gromem wulkanu cały pożar zniknął,

Zostawił przepaść — i w niej wrącą45 pianę,

I wszystkie łodzie burzą kołysane,

A na nie chmura upadła popiołów.