SCENA VII
Inna część pola. Lech wchodzi.
LECH
Zabiłem wodza pół...
Gryf wchodzi.
GRYF
Gdzie Lech?
LECH
Co słychać?
GRYF
Małżonka twoja, panie, leży trupem.
LECH
Zabita?
GRYF
Panie! okropnie zabita,
A tym okropniej, że już lud Wenedów
Bezbronny, miecze rzucając, uciekał...
Kiedy królowa, obaczywszy wzgórze
I płomień wielki, czerwony i wieniec
Czarnych postaci przy płomieniu krwawym.
Krzyknęła: «Derwid tam musi być stary!»
I z obnażonym mieczem szła na górę.
Wtenczas ci czarni, stojący przy stosie,
Na którym dwoje paliło się trupa101,
Chwycili urny, pełne dawnych prochów,
I na królową, co się skał imała102,
Rzucili z góry straszne popielnice.
Przybiegłem — ona leżała okryta
Prochem i ludzi umarłych kościami,
Z piersią okropnie roztrzaskaną — martwą.
LECH
Biedne me dziatki... będą pytać o nią.
Patrzaj, nie mogę teraz płakać... krwawy.
Nieście do zamku zwłoki nieszczęśliwej
I każcie obmyć z ludzkiego popiołu.
Wychodzą.