SCENA II
Teatr wystawia wnątrze wiejskiego domu, pomieszkanie Henryka. HENRYK, NICK.
HENRYK
Błąkam się jak wyklęty, słuszna kara boża,
Zbłąkana wyobraźnia blade widma roi,
Zgryzoty przy wezgłowiach stoją mego łoża.
NICK
O! Nie, przypatrz się, królu, tylko błazen stoi.
HENRYK
Tak, błazen tylko, wszyscy już mnie opuścili.
Oświecam widma bladą umysłu pochodnią,
Każdy kamień korony obciążyłem zbrodnią,
Ich ciężar głowę moję do grobu nachyli;
Przeważa mnie korona.
NICK
I ja równie błądzę.
Oto czapka w królewskich pokojach wytarta,
Dotąd na niej zdobyte wieszałem pieniądze;
Wkrótce czapka od błazna będzie więcej warta,
I wkrótce mnie samego ciężarem przeważy.
Nie trzeba nadto wielkich ciężarów na głowie,
Dość rozumu i głupstwa.
HENRYK
Paziu! W twojej mowie
Więcej widać rozsądku, niż śmiechu na twarzy.
Ale gdy mnie widmami myśl drżąca otoczy,
Jak ich nie widzieć? Ich wzrok serce mi rozkruszy.
Jak ich nie widzieć, Nicku?
NICK
Panie! Zamknij oczy...
HENRYK
One nie przed oczyma — one w mojej duszy!
Widzę je, tak jak ciebie; jak me własne cienie
Ścigają za mną.
NICK
Panie! Zagaś lampę w nocy,
Mnie nie ujrzysz przed sobą... Zagaś twe sumienie,
Widm nie ujrzysz przed sobą...
HENRYK
To nie w mojej mocy!
Szalony jesteś! Zgasić sumienie jak świecę?
Wpatrując się w głąb pokoju.
Patrz! Tam stoi, w posępnej ubrany żałobie,
Jak gdyby chciał wyjawić śmierci tajemnicę?
Milczący, krwawy, blady, woła mnie ku sobie...
Wszak mu sztylety ciało rozdarły na ćwierci?
A on wstał z grobu świeży, jak z kołyski dziecię.
NICK
O panie! Rizzio błaznów lubił całe życie,
Może więc przyszedł tutaj szukać ich po śmierci?
Dziwię się, że nie ze mną, lecz z tobą rozmawia,
Musisz być do mnie królu podobnym w tej chwili.
HENRYK
nie słuchając słów Nicka.
Precz! Precz, Rizzio! Twój widok serce mi zakrwawią.
Wszystko bym oddał, byle życie ci wrócili!
Nie obwiniaj mnie, odejdź, niech spokojny zasnę;
Ty może chcesz snu mego? Spać nie możesz w grobie;
Więc i tam spać nie można?. .. Życie oddam tobie,
Lecz wróć mi sen! Nie wracaj! Życie oddam własne.
Twoje lica tak blade i ten wzrok rozwarty!
Śmieje się dziko z obłąkaniem.
Cha! cha! cha! To mi zmysły do reszty pomiesza.
NICK
Ten cień lepiej cię, królu, ode mnie rozśmiesza,
Więc go przyjmij za błazna — nigdy moje żarty
Z ust twoich nie wyrwały tak szczerego śmiechu.
HENRYK
Czego chcesz, Rizzio? Krwawe wskazujesz mi szaty?
Może ciebie zabiłem skalanego w grzechu?
Powiedz mi? Jestem królem! Ja jestem bogaty!
Dam na mszę! Powiedz tylko, ile mszy potrzeba?
Zakupię msze na tydzień, miesiąc, rok, wiek cały;
Choćbyś był zbójcą, modły przebłagają nieba,
Głos księży słyszeć będziesz w grobie już spróchniały.
Ha! Jeszcze słychać harfę!
NICK
Uspokój się, panie!
To przywidzenie strachu... Królowa tu zmierza...
HENRYK
Królowa!. .. Jakież będzie nasze powitanie?
Zabije wzgardą, wzgarda jak sztylet uderza.