SCENA II

WOJEWODA, KRÓL ubrany jak do podróży, MAZEPA — kilku pokojowych królewskich.

KRÓL

Mój wojewodo, z naszą by to chęcią było

Nad twojego chłopaka zapłakać mogiłą,

Bo to nam i pancerny tęgi wojak ubył.

Zaprawdę, że to smutna rzecz! On wczoraj tu był,

Śmiał się z nami, rozmawiał, dziś już gdzieś przed Bogiem,

A na nas tu spogląda z litością, i głogiem

Nazywa róże świata. To rzecz jest głęboka,

Kiedy tak nagle młodość nam schodzi sprzed oka

I wynosi swe wszystkie za ten świat nadzieje.

Dziwnie, że się i kiedy człowiek głośno śmieje,

Będąc na takim świecie; lecz cóż robić z dolą!

Stary mój druhu, jak ci te rany przebolą,

Zapraszamy cię do nas, do stolicy, w gości.

Dalipan, że mi smutno rzucać dom waszmości,

Ale są interesa Rzeczypospolitej

I te mnie bardzo naglą.

WOJEWODA

Pogrzeb nie odbyty

A ty, panie, wyjeżdżasz?

KRÓL

Wierzaj, Wojewodo,

Że gdyby to nie było z wielką kraju szkodą...

WOJEWODA

Ot — na co próżno gadać, miłościwy panie,

Ty wyjeżdżasz; lecz syna mego kat zostanie.

KRÓL

Na Boga! Mości panie, na co?

WOJEWODA

By zdał sprawę.

KRÓL

Cóż to? Czy Waszmość sądną chcesz postawić ławę?

A niechże się coś Waszmość na króla ogląda,

Czy waszeć męki, czy waść krwi człowieczej żąda?

Na Boga! A to może, gdy mi pryśniesz w oczy,

I waćpana się głowa po trumnie potoczy.

Śmiałżebyś tutaj zrobić rokoszową próbę?

Czy waść myśli uwięzić królewską osobę?

WOJEWODA

Król stąd wyruszy — ale bez pazia wyruszy.

KRÓL

Zobaczymy, czy śmiesz nas trzymać? Waść się puszy,

Ale waść nie śmie.

WOJEWODA

Żadnej nie użyję siły,

Ale ci, królu, drogę zastąpią mogiły.

KRÓL

Do szabel, mospanowie.

WOJEWODA

Moja w pochwie leży.

Kazałem zaszpuntować gardła mych moździerzy.

Ja się nie oprę siłą; tylko w moim dworze

Nieprzestąpiony jeden próg tobie położę...

Próg dla królewskiej nogi.

KRÓL

Ba — gadzino dumna!

Wojewoda wychodzi do bocznego pokoju i wraca, niosąc na ramionach trumnę syna, którą w drzwiach stawia poprzek.

WOJEWODA

Oto jest, mości królu, syna mego trumna,

Oto próg, mości królu, święty trup człowieka.

Teraz że, najjaśniejszy panie, ojciec czeka.

Niechaj twoja ostroga to ciało ubodzie,

Niech będzie każda hańba znaną w moim rodzie.

Daj pazia, lub idź, panie.

KRÓL

Odsuń tego trupa.

WOJEWODA

O! Teraz dobrze moja zamknięta chałupa.

Cóż, panie paziu, ze mną zostajesz? Czy zgoda?

Ja waćpana dzień jeden chcę mieć. Dzisiaj środa?

W piątek wypuszczę, żywcem wypuszczę, niech zginę.

Lecz cię żywego będę miał, choć przez godzinę.

Na Matkę się najświętszą klnę, że wyjdziesz żywy,

Ja tylko chcę mieć ciebie w rękach.

MAZEPA

na stronie.

O! Straszliwy.

W ręce mnie chce wężowe owinąć jak bluszcze.

WOJEWODA

do króla.

Przysięgam, panie, że ci go żywcem wypuszczę.

MAZEPA

do króla na boku.

Panie, zostaw mnie, sam jedź. Twoje szyki blisko.

Przyjedziesz tu, działami otoczysz zamczysko;

Mnie się tu nic nie stanie, Król stracisz powagę.

Mam szczęśliwe przeczucie, będę miał odwagę.

Król wrócisz za godzinę.

KRÓL

namyśliwszy się, do Wojewody,

O! Starcze zacięty.

Ja ci pazia zostawiam; lecz za jeden zdjęty

Włosek z niego — za jedną plameczkę na części,

Ty mi odpowiesz głową.

WOJEWODA

W tym domu boleści

Paziowi będzie dobrze.

KRÓL

Zobaczym się, stary.

Wojewoda trumnę bierze na ramiona, Król i pokojowce wychodzą.