SCENA III

KRÓL, AMELIA.

AMELIA

Panie miłościwy!

Przyszłam ze skargą.

KRÓL

Jakżem dumny i szczęśliwy.

AMELIA

Królu, widzisz mnie jeszcze drżącą z przelęknienia,

Wielką zniosłam obelgę — twarz mi opłomienia,

Mówić nie mogę. Niech król w lice mi nie patrzy.

KRÓL

Któżby chciał na tych licach kwiat oglądać bladszy,

Kiedy jesteś tak cudnie piękną, gdy się płonisz.

AMELIA

Królu, ty mnie obronisz — ufam, że obronisz,

Jeśli mnie nie chcesz widzieć, panie, pod mogiłą.

Twój dworzanin mnie zelżył, panie.

KRÓL

Jak to było?

AMELIA

O tak, królu, jak zwykle, dziś, o słońca wschodzie

Szłam na mszę. Pan Mazepa mnie spotkał w ogrodzie.

Na wąskiej kładce, zewsząd okrytej drzewami,

Ukląkł — jam się bladością okryła i łzami,

Lecz nie chciałam się cofnąć, by nie zdradzić strachu:

Począł mówić, że poznał mnie po róż zapachu,

Że mu wschodzące słońce powiedziało o mnie;

Zawstydzona, ile że ubrana mniej skromnie,

Bom nie myślała, że mnie kto z ludzi nadybie,

Musiałam spuścić oczy i w rzeczułki szybie

Wołać rybek na pomoc i prosić o radę.

Gdy ten bezczelnik, lica moje widząc blade,

Rozumiał, że mnie z barwą zarazem różaną

Odleciał wstyd — i z trwogi na kładce zachwianą

Zatrzymał tak, że usta uczułam na twarzy.

KRÓL

O! Szatan!

AMELIA

Więc się, panie, zawstydzona skarży.

Ufam, że się król ujmiesz za sprawą kobiety.

KRÓL

Osądź go sama.

AMELIA

Jak to! Ja mam sądzić — nie ty?

Królu, ty w naszym domu.

KRÓL

na stronie.

Przeklęty paziku!

Do Amelii.

Pani, w naszym kodeksie jest zbrodni bez liku,

Lecz takiej nie ma zbrodni, ani kary na nią.

AMELIA

Królu! Powiedz mu, że on domu tego panią

Zhańbił, że podłe serce mu w piersiach uderza,

Ani serce Polaka, ni serce rycerza;

Powiedz mu, że my, biedne kobiety, się bronim

Wzgardą — więc ja pogardzam i zapomnę o nim.

Że choćbym nierządnicą była — nie skorzysta,

Bo jeszcze ja dlań będę za dumna, za czysta.

Powiedz mu, że nikogo nie mając za stróża,

Mogłabym mieć mściciela, lecz mam go za tchórza,

I wzgarda moja litość urodziła we mnie.

Ale mu powiedz, królu, że zrobił nikczemnie,

Powiedz i wypędź, niech go nie widzę przed sobą.

KRÓL

Czemuż winienem, pani, że z twoją żałobą

Do mnie przyszłaś?

AMELIA

Sądziłam, że króla przytomność50

Nie wstydzi...

KRÓL

O! Szczęśliwy król, któremu skromność

Zawierza i w całem się zdaje zaufaniu;

Szczęśliwy cię oglądać po świeżem spłakaniu,

Jeszcze cichymi łzami żalu brylantową.

O! Nie płacz, ja ukarzę pazia — daję słowo,

Ukarzę — i nie ujrzysz go więcej przed tobą.

Teraz o innych rzeczach pomówimy z sobą,

Piękna wojewodzino — o zakład, że zgadnę

Jak masz imię; być musi imię smętne, ładne,

Jakże twe chrzestne imię?

AMELIA

Amelia.

KRÓL

Bóg z nami!

Słowik tej nocy ciągle pod mymi oknami

Śpiewał to imię, jam spał i słyszał po trosze:

Teraz już z serca tego słowika nie spłoszę,

Piękna Amelio! I tak więdnąć tu odludnie?

Ten zamek nad jeziorem położony cudnie,

Ale smętny jak moje we Francji więzienie.

Te okna, te arkady, te lipowe cienie,

Ale tu całe życie prawie przeżyć trudno.

Amelio, czy ci w zamku tym czasem nie nudno?

Czy nie żądasz odmiany, tu dnie smutne płyną,

Ja bym w tym zamku umarł już, wojewodzino.

To więzienie jak moja francuska wieżyca.

Ach! Było i tam dziewczę tak jasnego lica

Jak ty pani — tak w każdym ujęciu okrętna,

Która mi wtenczas miła — a dziś jest pamiętna.

Jesteś od niej piękniejsza, lecz podobna trochę,

Ty jesteś smutna, tamto dziewczę było płoche51,

Nieraz oszukiwała więzienia pachołków,

I list z kraju przyniosła w bukiecie fiołków.

Dziś woń fiołków zawsze mi ją przypomina.

AMELIA

Jakże się nazywała ta biedna dziewczyna?

KRÓL

Klaudia.

AMELIA

Więc kochała i umarła z żalu.

KRÓL

Wdową jest po marszałku dzisiaj d’Hopitalu.

AMELIA

Zapomniała? Zdradziła?

KRÓL

Odmieńmy rozmowę.

Dziś, gdy mnie gryzą kolce korony cierniowe,

Cóż bym nie dał, by dawne powróciły lata,

Gdy chleb spleśniały przy mnie, w oknach była krata,

A serce kochające przy sercu mi biło.

O! Pani, jakże teraz samotnemu miło

Znaleźć tak piękną smętnych uczuć powiernicę,

Takie dwie łzy, dwie takie w oczach błyskawice,

Co z gniewnym ogniem niosą razem przebaczenie;

Takie słyszeć nad własną niedolą westchnienie,

Tak białą dłoń i miękką mieć do łez otarcia.

Tron i koronę rzucić, bez przyjaciół — wsparcia

Opuścić kraj, gdzie ludzie są w sercach zatruci,

Rzucić wszystko, z tą jedną, co nigdy nie rzuci.

AMELIA

Mogęż odejść?

KRÓL

O! Pani, zostań — jedna chwila.

Ty nie wiesz, że w tej chwili los mój się przesila,

Że mi korona spada z głowy, co się schyla

Przed tobą, czarodziejko.

AMELIA

Mogęż odejść, panie?

KRÓL

O! Dumna, raz niechętnie dałaś całowanie

Czołu pazia — lecz teraz spotkasz...

AMELIA

Już mi widne...

KRÓL

Czoło w koronie...

AMELIA

Zimne...

KRÓL

Dokończ...

AMELIA

I bezwstydne.

Odchodzi