SCENA III

ZBIGNIEW, KASZTELANOWA, wchodzi AMELIA.

KASZTELANOWA

Cóż to jest za dzieweczka? Ze skrzydeł motyla

Trzewiczki ma; na głowie bez żadnego fiocha18.

ZBIGNIEW

To, mościa dobrodziejko, jest moja macocha.

KASZTELANOWA

Ta młodziutka? To jeszcze dziecko!

Do Amelii.

A proszę cię,

Bądźże mi przyjaciółką, moje piękne dziecię.

Uważaj mnie jak swoją. — Cóż? Jaka ty ładna!

A to, panie Zbigniewie, cud! Z sąsiadek żadna

Nie wyrówna. Nie płoń się, starej wolno mówić.

Trzeba ci było muszek wiosennych nałowić,

Oberwać im skrzydełka i upstrzyć twarzyczkę.

Nadto białą we włosach zatknęłaś różyczkę,

Nadto białą. To jeszcze dzieciątko niewinne.

Panie Zbigniewie, czy masz respekta19 powinne20

Dla takiej młodej matki? Jakże wy z nią razem?

To dziwnie, waszeć mi się zdajesz zimnym głazem,

Atentujże się wasze tej młodziutkiej matce.

Do Amelii

Tobie tu jak białemu gołębiowi w klatce:

Ten zamek bardzo smutny, tobie trzeba słońca.

Cóż — czy cię nudzi starej gawęda bez końca?

Powiem ci coś miłego: tu z królem przybywa

Pan Mazepa.

AMELIA

Któż to jest?

KASZTELANOWA

Jak to, nieszczęśliwa!

Ty nigdy nie słyszałaś o panu Mazepie?

AMELIA

Nie, mościa dobrodziejko.

KASZTELANOWA

Ja ciebie oślepię,

Jak ci zacznę o złotym mówić sowizdrzale21,

A może twoje czyste serduszko rozpalę

Ogniem nieugaszonym. — Obaczysz go sama.

Serce jego otwarte jak przejezdna brama,

Jedna wjeżdża, a druga wyjeżdża za wrota.

Spojrzenia jego na kształt kowalskiego młota,

Ciągle w biedne serduszka uderzają, tłuką

Na miazgę. Niech to będzie asińdźce nauką.

Walą z dział.

AMELIA

O Boże, król!

KASZTELANOWA

Nim wejdzie, mamy czasu dużo,

Tam na ganku pan Pasek, z powagą papużą

I z wielkim stał papierem — Ba! To mówca śliczny,

Przygotował dla króla wiersz makaroniczny22.

O czym że ja mówiła, mościa dobrodziejko?

Ha — otóż paź Mazepa — jeszcze mu czuć mleko

Pod nosem, a już o nim tyle rzeczy plotą.