SCENA IV
MAZEPA, później AMELIA.
MAZEPA
Boże! O jakże mnie ranią
Słowa tego człowieka, próżno — cierpieć muszę.
Warto by też i na śmierć przygotować duszę,
I pomodlić się Pannie Najświętszej przy trumnie.
To potem czoło moje będę nosił dumnie,
I będzie mi pomocą Przenajświętsza Trójca.
Wchodzi Amelia z rozpuszczonymi włosami, biało ubrana.
Otóż i ona... Jaka ty blada?
AMELIA
dając mu znak, aby się nie przybliżał.
Zabójca!
MAZEPA
Pozwól mi się przybliżyć, biedna moja pani,
Nie oddalaj mnie ręką, jesteśmy związani
Łańcuchem tajemnicy, jak trzy cienie bratnie.
Ja mam od umarłego zlecenia ostatnie.
On ciebie kochał, pani.
AMELIA
On!
MAZEPA
Śmierć jego sama...
Amelia pokazuje ze zgrozą na Mazepę.
O! Nie, na czole moim krwi nie leży plama;
Jam go nie zabił.
Amelia postępuje krokiem ku niemu
Słuchaj, gdyśmy byli w lasku
Brzozowym, przy księżyca ujrzałem go blasku
Bardzo smutnym i bladym. Co? Serce ci bije?
Amelia daje znak ręką, aby mówił dalej.
On mi się rzucił pierwszy z uściskiem na szyję,
I położywszy głowę mi na pierś bijącą,
Milczał długo i rękę moją trzymał drżącą.
Niestety! W mojej ręce była broń nabita!
Nagle strzał usłyszałem. Patrzę — on się chwyta
Rękami za powietrze i na wznak się wali.
Przybiegam — patrzę; mały sznureczek korali
Zbiegał mu po puklerzu i plamił stokrocie.
Otworzył oczy całe w księżycowym złocie,
I rzekł... przebacz! Ty byłeś rycerzem zhańbionej,
Ja ginę z ręki przez nią pobłogosławionej,
Przebaczcie mi i razem pamiętajcie o mnie.
Potem zaczął pacierze mówić nieprzytomnie,
I zamknął oczy pełne łez — mówiąc o tobie.
Amelia zaczyna płakać.
O! Płacz! O! Płacz go, pani — ten, co leży w grobie,
Godzien jest teraz naszej zobopólnej cześci83.
Amelio — oto jestem ci bratem boleści;
Jeśli kiedy ja biedny na dworze sierota...
Wszak nie masz braci? Jeśli więc biedna istota,
Dworskie pacholę, może być tobie pomocą?
Otom jest na kolanach.
AMELIA
kładąc ręce na głowie klęczącego pazia i nachylając się nad nim.
Niech ci drogę złocą
Matki Boskiej anieli. Ja umierająca.