[III] Rewolucja Indian

Zaprawdę — i gdzież teraz i w której krainie

Duchy mi wasze błysną?... Sądzę — Sofos moja —

Że ty słabsza, jako Duch mniejszego nastroja

Potrzebujący — złoty, ale kilkostrunny,

Prędzej poszłaś z błękitu pod ów grzmot piorunny,

Który nas woła w ciało. — Łatwiej ukochany

Anioł twój — już gdzieś, może między Indiany,

Nowy żywot rozpoczął... jak róża, gdy wstaje

Niewiadoma. W indyjskim dziecku jakieś raje

Odśniłaś, jakby zorzą miesiąca różowe...

Jakieś smętki — miłości jakieś kochankowe —

Niewinnostki Ewiane... mirty, w których kryłaś

Swoje grzechy małżeńskie: — wszystko to odśniłaś

Znowu w dziecku indyjskim!... Bo już ty nie zmyta

Wodą fal — po raz pierwszy, niby Afrodyta,

Z morza chrztu i z płodności morza wschodzisz nowa:

Już nie w jagodach z pereł — stworzenia królowa,

W muszli srebrnej warkocze zwinięte kryjąca,

Z genezyjskich roztopów — ręce do miesiąca

Wznosząca... Nad Oceanu otchłanią pogodną

Rodzisz się po raz pierwszy piękną matką płodną

Rodzajów... Już ty jednym Ewianym żywotem

Odgrodzona od morza form, ogniem i błotem

Błyskającego... Jednak podziemna kraina

Jeszcze się tobie często we snach przypomina:

Straszy — jak smok na wiatrach odmienia oblicze

Kolorowy; ty piórka oblekasz słowicze

We śnie... uciekasz przed nim — a morza cię szyba

Chwyta... ty już rybeczka — a znów wieloryba

Paszcza, wchłonąć gotowa cię do swego łona: —

Chwyta czeluść głęboka, cicha i czerwona,

Czyhająca... bo jeszcze blisko pod kolany

Twymi ten świat piekielny formy — rozwahany,

Nieustalony, w ciągłej rodzący się męce —

Mgłami cię oblatuje, sny jakieś zwierzęce

Nastręcza... Już cię teraz, byś nie utonęła

W tych morzach — Chrystus trzyma i słoneczne dzieła

Świętojańskie — gdy zadrżysz — to we mgłach się jawią

Grady złotymi... albo girlandą żurawią

Anioły śpiewające w snach do nieba wiodą. —

Dziś wiesz, że między tobą a chłonącą wodą

Tysiąc form ludzkich, niższych stoi ku obronie;

Już wiesz, że gdybyś spadła: to w zimniejszym łonie

Ludzkim znajdziesz swe piekło w formach różnopiętrznych,

Ludzkich — i w onych to form podłościach wewnętrznych

Znajdziesz swe utrapienie... A gdybyś — broń Boże! —

Wszystko to przekonała... a w brązowe morze

Potwornych form — z ostatniej, ludzkiej miała spadać:

To jeszcze by Duch Boży piorunem zagadać

Mógł... a Ducha twojego nad samą otchłanią

Chwyciłby za włos ludzki: — bo tobie nie tanio

Przyszła ta forma... wieków boleścią wykuta.

Więc gdyby jaka dusza, do reszty zepsuta,

Chciała koniecznie... progi przestąpić ostatnie,

A pójść w zwierzęta: toby tu Anioły bratnie

Globem trzęsły — a gwiazdy przyszłyby z daleka

Bronić: — tak wielka, mówię, jest godność człowieka

Umęczonego... Lecz toć179 nie było wiadomo;

Nie dziw więc, że się taką ujrzawszy znikomą —

Szukając prawd, które się w nas jak światła rodzą,

Rzekłaś: «Nie umierają Duchy, lecz przechodzą»

I samotna — w zadumnych mgłach i w złotej chmurze

Ducha przez Duchy-węże — lwy — płazy i róże

Napastowana... Nie dziw, że w dnie one ranne180

Bożką indyjską będąc, strachy nieustanne

Czułaś... A gdyć181 o wiarę pytały narody: —

Ty, twarzą zapatrzona w genezyjskie wody

Kręcące się wirami fali, muszel złotem,

Strachy morskimi — głowy porwana zawrotem,

Gotowa wpaść... pomiędzy te chodzące głody,

Zbladłaś cała... i złotych, które stamtąd wschody

Wyprowadzają w górę... niewidząca wcale,

Zaklęłaś się na perły i morskie korale

Ust bliźnięty: że żadną nierządzone wodzą,

Nieśmietelne są duchy — lecz wiecznie przechodzą

Podług losu. I zaraz one słowa twoje

Miały ołtarz — świadectwo — święte lasy — zdroje —

Ubóstwienie... Ten dogmat, wyjęty z otchłani,

Cześć miał wieczną. Imię twe piękne: Pratorani182,

Niebieskiej rozwidnicy — w pieśni ludu wstało,

Rozległo się i w echach na świat poleciało...

A ty zawsze z tej myśli snując wątki zgubne,

Pomna na jakieś związki — na rajskie, zaślubne

Umartwienia: — z wiecznej wyrzekłaś tęsknoty

Straszne małżeńskie prawo... by przez ogień złoty

Duch odchodzący chwytał kochankę i żonę —

I wnet po lasach stosy okropne, czerwone,

Stanęły pochodniami i dotąd się palą...

Wyznaj mi — o, Sofosie — że te, co cię chwalą,

Ludy... strasznego w tobie znalazły Anioła,

Objawiciela; bo ty, mocna i wesoła,

Uciekałaś przez ogień skrzydłem upragnionym

Gołębia — gdzieś za rajskim, za ślubnym, straconym:

Znów go znaleźć lecąca... A tam pozostało

Form — przez ciebie stworzonych z Ducha — nagie ciało,

Stosy i dogmat jeszcze straszniejszy, bo ciemny.

My oba z Helionem... strach nas potajemny

Brał, widząc, jak ty, straszna w uczuciu istota,

Rewelatorstwem owe otwierałaś wrota

Ludzkim rozpaczom; oba — będąc parą cieni —

Widzieliśmy, jak oto przez szybę płomieni

Przeleciawszy — gdyś pusto na tej drugiej stronie

Znalazła... załamałaś nad warkoczem dłonie

W rozpaczy, swego męża nie widząc i pana

W świecie Duchów... przez Ducha w Duchu oszukana.

Widzieliśmy cię — blisko stojący przy tobie,

Lecz ciemni, twej miesięcznej twarzy i ozdobie

Pozłotnej... indyjskiej... dziwiąc się — żałośni.

A glob tętnił i tętno jego coraz głośniej

Szło między sfery...

Pomyśl teraz — Helionie —

Czyli w tym wiecznym Ducha ludzkiego zakonie,

Rodzącym się w boleści, nie będzie poprawą,

Jeśli Duch jaki pierwsze tu moralne prawo —

Pod strachem grzmotów — ludziom na ołtarz położy?

Mnie się zdaje, że nowy ten pracownik boży

Wielką sobie zasługę u Boga pozyska:

Jeśli ów świat zaklęty... i widzący z bliska

Genezyjskie trapienie Ducha i przetwory

Oślepi — by nie patrzał na owe upiory

Krwawiące się, a raczej oczy wrzucił w siebie...

Ja bym sądził, że taki Duch będzie na niebie

Miał swą gwiazdę! Lecz powieść jego na mnie spada...

Zaprawdę — przez połowę ten, co opowiada

Dzieli cześć z tym, co czynił. Może się okaże

Nawet w dniu ostatecznym, gdy włożone twarze

Na prochy podgrobowe... przed słońcami staną: —

Że pomiędzy śpiewaka sławą i śpiewaną

Jeden jest grób i urna... dwóch nie ma popiołów!

A przynajmniej to pewna, że wyższych Aniołów

Czyn uderza we wszystkie tego globu struny

I stroi... a inaczej świata by bieguny

Uderzyły na siebie. Gdyby nie tak było,

Gdyby się Duchom globu zarazem nie śniło

O każdym wypełnieniu i globowym ruchu:

Dzisiaj by przechodziły Duchy — nowe w Duchu...

Jakieś rewelatory nikomu niezdatne;

A myśli by ich były jak myśli zaświatne,

Podobne lub do śmiechu, albo też do jęku —

Lecz w nas nieznajdujące żadnego oddźwięku,

Niezrozumiałe... Dzisiaj Duch nie napotyka —

Jeno braci. Jest, widać, jakaś republika

Ducha, pod ciał formami równią trzymająca.

Jest! — a ta sama, nieraz jak wulkan gorąca,

Spod form ucisku swoje płomienie wyzwala,

Wszystko wywraca, łamie, rujnuje, zapala —

I ustaje... i znowu nas o przyszłość trwoży —

I nie odpocznie, aż się forma ciał ułoży

Podług hierarchii Ducha!...

Duch, o którym mówię,

Właśnie biedne pielgrzyma włożywszy obuwie,

Przyszedł na świat — pod całą cielesną budową

Ludzką będąc uciśnion... pod faraonową.

Przyciśniony ogromną formy piramidą. —

Opiszę to wyraźniej, bo stąd wszakże idą

Wszelkie uciemiężenia ludowych wielbłądów;

Stąd wykwitają ludziom wszystkie formy rządów,

Już powkładane na nas — nimeśmy na świecie!

Łatwo... jeśli pierwszego Ducha pojmujecie,

Który wyższy już będąc — w lenistwa godzinie

Za jadło i spokojność mocniejszemu w czynie

Cielesnym, a słabszemu — oddał się na Duchu;

Więc się stało, że w rodzin oboich łańcuchu,

Podług harmonii, która wiedzie form naturę,

Podlejsze Duchy zawsze szły do rządów w górę,

A większe się rodziły z ojca niewolnika.

Na taką krzywdę: — czasu pleśń... i psa stajnika...

Żołdaka płatna, ślepa dłoń — waliła skały!

I są mogiły, które nie poodwalały

Dotąd swoich kamieni...

Nie błądźmyż — o, mili —

Bogu to przypisując, cośmy tu stworzyli:

Króle nasze... Są nawet, co porwani szałem,

Niby z jakiejś poważnej opieki nad ciałem,

Świętymi chcą mieć króli — sądząc, że naszemu

Pasieniu się na łąkach żywota trzodnemu

Dopomogą, gdy Duchów moc wtrąciwszy w senną

Śmierć — formom jakąś stałość nadadzą kamienną!...

Ślepi!... sądząc, że boscy, mądrzy stoją stróże,

Dobrze czynią, pasącej się Ducha naturze

Dopomagając... Grzechu podobni obrońcom!

Ci czynią sprawę przeciw księżycom i słońcom!

W jednym z takich narodów, gdzie tacy mistrzowie

Przez wieki całe ludom ciężyli na głowie,

Przyszedł ów Duch... w powieści który stanie trzeci —

Indyjczyk jakiś wielki, który nam roznieci...

..................................................................

Zacząłem tę pieśń cicho... potem zawierucha,

Grzmot i Anioł logiki porwał mego Ducha

I unosił nad globu przechodnymi wały

W ogniach... i znowu w pieśni tej — Duch jestem cały!