V
Cóż ty wtenczas — piękny, wschodni Magu?...
Nie bój się. — Toć przyrzekam, że cię w sarkofagu
Alabastrowym złożę — piękna Sofos moja —
I na długo pozwolę pięknego pokoja
Używać... Długo będziesz pod ziemiami spała;
Bo gdzieżby cię gromada Duchów zawołała,
Wiedząc: jak straszno, kiedy w półkrążku z miesiąca
Ubrana — wiecznie w Boga przez stosy czerwone idąca,
Przez dym, cały płomieniem przetkany rumianym,
Lecisz — wiar Objawnico — za umiłowanym...
I tak kończąc — miłość masz aż w piekle świętą?
Gdzieżby cię modlitwami guślarzy zaklęto,
Do ciała zaproszono — i chciano mieć żywą?...
Gwałtownicą cię sądzę wyroków straszliwą,
Widząc, żeś teraz przyszła. — Pewnie ci niemało
Inkantacje Manfreda śród orłów, nad skałą
Krzyczane... i litewskie pomogły guślarnie...
Ja sam może — na wiatry gdzie rzucając marnie
Łzy i głosy namiętne, gdy gwiazdy się złocą
A mgły jesienne gonią: — możem był pomocą
Twemu Duchowi — stary że porzucił cmentarz.
Posłuchaj, Izys moja! — Ty się tam pamiętasz...
Z bratem twoim, Sezakiem: — żeś podobno stała
Na prawej stronie Nilu, gdzie sieńska skała,
Teby i pałac stoi z granitu różowy.
Wiek był wielki — rok jakiś straszny, tysiącowy;
Na przyjście Pańskie jeszcze globowi nie dniało.
Tyś stała — a miasto się z głazów budowało
Powoli... Ty, miłością już uduchowiona,
Z morza płazów wynurzasz ciało — pierś — ramiona —
Na przyjazne anielstwo, na godność kobiécą —
A jeszcześ się jakoby po pas czuła lwicą,
Łanią... Jeszcze się czułaś i w glinie, i w ziemi, —
Że cię węże oplotły taśmami srebrnemi
I nie puszczają w złote, niebieskie podwoje:
Więc z ramion wyrzuciłaś srebrnych skrzydeł dwoje.
Na próżno chcesz z granitu odstać, bo cię siła
Globowa — — bo się mlekiem twa pierś napełniła
I cięży: więc spoczywasz na brusach, jak łani.
W sny twe zdziwieni patrzą malarze, kapłani;
Ducha twego rzetelny kształt w granitach krzeszą;
Sfinksy — potęgi twoje (dziś uczonych rzeszą
Otoczone: — zagadki dla nich niepojęte)
Kładą się po kościołach: rzetelne i święte,
Własne twe wizerunki — — — — — —
Głos z wygnania do braci w kraju
Z dalekiej i obcej ziemi my, wygnańce, śmiemy do Ciebie mówić, nieszczęśliwy narodzie!
Ty, Polsko-matko, nie odpychaj nas, ale wysłuchaj głosu dzieci Twoich, bośmy kość z kości i krew ze krwi Twojej.
Ziemio mogił i więzień, poznaj nas po pokucie i żałobie naszej;
poznaj nas po karaniu wszechmocnego Boga, który na ciebie spuścił miecz i złość nieprzyjaciół Twoich. —
Oto nas Bóg oddalił od Ciebie — najdroższa Matko — za ciężkie grzechy nasze.
Wśród licznego narodu jesteśmy jako na puszczy, bo kamieniami i drzewami są nam ludzie, którzy Twego jęku nie słyszą.
Już od smutku wyschły piersi nasze — a jako wicher upalny niszczy kłosy jęczmienne, tak nas niszczy wieść o nieszczęściach Twoich.
I zginąć nie możem, ratując was, bo snadź nam Ojciec Niebieski jeszcze dni nasze do służby dla was zachował.
I dał nam tu, na wygnaniu, poznać ciężkie winy nasze, iżeśmy żyjąc w rodzinnej ziemi, nie pełnili Jego przykazań.
Pragnęliśmy wolności, ale sami byliśmy niewolnikami złego.
Pragnęliśmy swobody i szczęścia, a w ucisku i nędzy zostawali bracia nasi, chłopi.
Ci, co jeszcze od Polski odebrali opiekę nad nimi, jako źli ojczymowie nie szanowali sierot, które im Matka, konając, powierzyła. —
O, ciężka dola twoja, nieszczęśliwy rodzie szlachecki, ale i ciężki jest grzech twój!
W narodzie, licznym jak gwiazdy na niebie, tyś jaśniał jako słońce promieniami cnoty twojej.
Któż wypowie złotą wolność i moc ziemską, jaką miałeś, gdy drżeli przed tobą monarchowie świata! Sam Bóg w sławie Ojców złożył cząstkę swej wielkości, aby na wieki pozostała znamieniem Jego narodu.
Nad czystymi ich sercami królowała Najświętsza Panna, Boga Rodzica.
Ale ojczymostwem względem ludu niegodnymi się stali tej łaski.
I odwrócił Pan oblicze swoje od nieprawości naszych.
Dziedzictwo Ojców od morza do morza oddał nieprzyjaciołom niezbożnym, rozproszył społem szlacheckie i chłopskie syny na nędzę tułacką.
Na dumne karki nadepnęła nikczemna noga, a płacz sierot zaległ ziemię całą.
Już lat osiemdziesiąt, jak jęczymy w niewoli — to od innych narodów, to od rozumów własnych wyglądając zbawienia.
Tylko Boga Wszechmocnego nie wzywaliśmy na pomoc dla miłości serc naszych.
Aż w niezbożnym zaślepieniu synowie jednej Matki bratobójczymi nożami wylali potoki krwi własnej.
Stanąłeś nad przepaścią, szlachecki rodzie: u stóp twoich śmierć i piekło, a tam, w górze, Bóg i Polska!
Wyrwij duszę z ziemskich kałów, czyste serce wznieś do Boga.
Módl się z wiarą, nieszczęśliwy!
Znaj w karaniu rękę Boga i chwal Ojca, że ją zsyła ku poprawie.
Mierzysz chłopa swym rozumem, a on wyższy jest nad ciebie wiarą swoją.
Jako niegdyś twoi Ojcowie — on dziś pragnie zginąć za nią.
Bądź mu równym w miłości i w bojaźni Boga, byś go uszanował jako brata rodzonego.
Uszanuj grubą siermięgę, bo to strój przyszłych żołnierzy, co Polskę wywalczą.
Razem z ludem idź do kościoła, byś w pokorze i w modlitwie dał mu serce swoje.
Stań się ojcem chrzestnym dziecięciu chłopskiemu, opiekunem wdowie i sierotom — i przyjacielem, pocieszającym rodzinę zmarłego.
Pogardź zbytkiem, byś nie hańbił darów boskich, ale zrób z nich sprawiedliwość rękom, które na nie pracowały.
Ty i lud wiosek twoich niechaj będą jak rodzina, poświęcona prawom Boga.
I zdobędziesz serce sercem, a gdy czasy będą spełnione, chłop ci poda swą prawicę do budowy wielkiej.
I odrodzisz się na ziemi — w bohaterów się przemienisz; wy i chłopi świat zbawicie z bożej woli.
Wielki narodzie!
Milionowe serca w niebo i milionowe głosy wznieś do Boga.
Na kolana padnij przed obliczem Jego i wołaj wielkim głosem:
„O, Ojcze! przestań nas już karać, a daj nam zwycięstwo”.
I gdy będziesz czystym przed Bogiem, Ojciec miłosierny wysłucha rzewnego głosu dzieci swoich.
Jako wylew wiślany niszczy stuletnie dęby i skały ogromne:
tak my zniszczym nieprzyjaciół naszych;
bo siła nasza będzie większą niż siła piorunu i struchleje przed nią wróg, gdy zechce Pan.
I zmartwychwstanie Ojczyzna nasza w wiecznej sławie i szczęściu jako Królestwo Boże.