Rozdział dwudziesty drugi

jako Hieronim o włos, że instruktorem młodego barona nie został.

Choć dni czternaście przeszło już od chwili,

Jak Jobsa krewni do grobu złożyli,

Biadała jeszcze wdowa wciąż:

«Ach, mój nieboszczyk drogi mąż! »

Hieronim za to na matczynym wikcie

Prędko wydobrzał po onym konflikcie

I rad był całe życie swe

U jej fartucha trzymać się,

Gdyby miał tylko pewność pożądaną,

Że w żłobie swoim znajdzie zawsze siano;

Gdy jednak matka stara już

I co dzień słabsza, to więc cóż?

Rzeczy fatalną wprost przybrały postać!

Znikła nadzieja, by plebanem zostać,

Kazanie swe coś razy sześć

Prawił, lecz to nie daje jeść.

Dewotki wprawdzie były mu łaskawe,

Na likier proszą, na babkę, na kawę,

Nowości wszakże i te chcą.

Nie ma — to dają kawę złą.

Nieraz wysoki umysł, wielkie serce

Szukały szczęścia swojego w belferce,

Więc i Hieronim myśl tę miał,

Gdy z betów dnia któregoś wstał.

Nie była mu w tym fortuna przeciwną,

Przez kombinację albowiem dość dziwną,

Jak rzuca kitę lis pod nos,

Szczęście to pomknął mu sam los.

Była to bowiem akurat ta pora,

Gdy baron pewien szukał instruktora

Za czątych147 na rok sześć i pół

I wikt na drugi z służbą stół.

Instruktor miał mieć piękne obyczaje,

Znać pięć języków tudzież obce kraje,

Toż filozofię, kunszty i

Mocnym być w geografii.

Poetą miał być także i fizykiem,

Toż historykiem i matematykiem,

Taniec, muzykę też znać miał

I et cetera148 — co by chciał.

Także i to mu przeszkadzać nie miało,

Gdyby rysować umiał, choćby mało,

I na rapiry rąbał się,

Bo za cóż brałby myto swe?

Zaczem Wielmożność jego kazać raczył,

By Jobs się stawił; a gdy go obaczył,

Zapytał, czy za czątych sześć,

Gmach tej instrukcji może wznieść?

Odrzekł Hieronim: «Najłaskawszy panie,

Być instruktorem — ciężkie to zadanie!

I osiem czątych, według mnie,

Mało jest za nauki te.

By wszakże wstęp mieć do dalszego względu,

Tak mozolnego chwycę się urzędu

I z godnym synem zaraz chcę

Instrukcję całą zacząć tę.»

Tak więc pomyślnie i prawie w dwa słowa

Stanęła z Jobsem barona umowa

I tylko o to jeszcze szło,

Czy też instruktor umie co

Z nauk tych, w które za osiem dukatów

Latorośl młodą wielkich antenatów149

Miał wtajemniczać, aby czas,

A także pieniądz nie szły w las.

Wszakże drobnostka ta, jak to niektóre

Drobnostki czynią, urosła wnet w górę,

Za którą lis ów kitę skrył,

Choć jej tak blisko Jobs nasz był.

Koniunktur bowiem arcydziwnych zbiegiem

Przeróżnych pytań zaskoczon szeregiem,

Hieronim tak pomieszał się,

Że ani «be» wprost, ani «me».

W pokoju tedy został odpuszczony

I powracając na próg swój rodzony,

Życzył, ażeby porwał kat

Barona, wiedzę, cały świat.

Zaś ich Wielmożność szukali usilnie

Wzdłuż, wszerz i w poprzek, upatrując pilnie,

Jeśliby na warunki te

Instruktor jaki znalazł się.

Czy jednak do tej godziny i pory

Pedagog jaki objawił się skory

Za osiem czątych i za wikt

Na drugim stole — nie wie nikt!