Rozdział dwudziesty trzeci
jako Hieronim pewnego starego pana, który miał pokojową z dźwięcznym imieniem amalia, skrybentem150 został i jako się na urzędzie tym chwalebnie aż do następnego rozdziału sprawował.
Wśród kondycyi151 wszelkich na tej ziemi,
Pomiędzy, owszem, stanami wszystkiemi
Jest bez wątpienia wdowi stan
Jako najcięższy dobrze znan.
Tam, gdzie niewieście braknie męża głowy
Trudno jest w domu o statek152 jakowy
I niech haruje, jako chce,
Ciężko jej idzie, nawet źle.
Dochodów nie ma, wydatki wciąż rosną,
Być wdową — też jest niewieście żałosno,
Więc dom się każdy zmienia bez
Męża w dolinę gorzkich łez.
Doznała tego i pani Jobsowa,
Po senatorze Jobsie smętna wdowa,
Której już w pierwszych parę lat
Przybyło zmarszczek, trosk i łat.
Że się Hieronim przyczynił do tego,
To nic w tym nie ma, zaprawdę, dziwnego;
Ciężka to sprawa, gdy z rąk bab
Pieczeni patrzy taki drab.
Toteż choć nasza utrapiona wdowa
Kawą i plackiem żyć była gotowa,
Musiała mięsa mieć na stół
Funtów ze sześć lub pięć i pół.
Lecz jak fortecę zbyt wielka załoga
Ogłodzi, tak też i ona, nieboga,
Dodała nieraz kości, żył,
Byle gagatek syty był.
Dopieroż gdy się porcje przykurczyły
I biedę w domu poczuł synek miły,
Oglądać pilnie zaczął się,
By tłuściej mógł opływać gdzie.
A iż to zwykle głupcy i pijani
Są przez Opatrzność jakoby wybrani,
Znalazł się stary szlachcic gdzieś,
Co go do siebie wziął na wieś.
Pan ten żył sobie w kawalerskim stanie
(Do ciszy w domu miał upodobanie),
Tak samo trawiąc153 rentę swą
Jak insi, co posiedli ją.
Brał ongi udział w siedmioletniej wojnie,
Lecz że z młodości żyć lubił spokojnie,
Więc w garnizonie tylko był,
Podając zawsze wrogom tył.
Jako miłośnik cichego spokoju,
Wnet z wojennego otarł czoło znoju,
Lecz za zasługi dzielne tak
Brał pensję i miał Legii znak.
Przyjemnie było słuchać, kiedy prawił,
Gdzie, kiedy, w jakim zwycięstwie się wsławił
I w rejteradzie154 jak o włos,
Że go w niewolę nie dał los.
A iż bezkarnie nikt z Marsem155 nie żyje,
Próbował czasem, jak mu fuzja bije
Czy do szaraka, czyli znów
Do wołokitów, luźnych psów.
Tak burgund156 stary, jak i polowanie
Cieszyły pana w bezżenności stanie,
Miał pokojową przy tym, co
Także cieszyła nieraz go.
Tak szczędząc mądrze sił ułomnych ciała,
Nie dbał, choćby się ziemia gdzie zarwała,
Dwom wiernym sługom, jakie miał,
Dawno kłopoty wszystkie zdał.
Jednym w tej parze był fenomen prawy157,
Rządca, pańskiego grosza nieciekawy,
A drugim sługą zwykł tam być
Skrybent158, co lekko mógł też żyć.
Rządca skrybentów odmieniał bez miary,
By znaleźć sobie socjusza159 do pary,
Co by z nim służby dzieląc los,
Nie wszędzie przecież wtykał nos.
Już był się znalazł nawet i takowy,
Lecz oto zawód i ambaras nowy,
Bo coś po roku, choć był zdrów,
Poszedł ad patres160 skrybent ów.
Tu rządca, z domem Jobsów dawno znany
(Kto wie, czy nawet nie był pokumany),
Na Hieronima zwrócił wzrok,
Biorąc go tak, jak był — en bloc161.
Czuł on, iż godnym drab będzie ich grona,
Rekomendował go więc in persona162
Wpierw pokojowej, potem wnet
Panu, a to od «a» do «zet».
Z dźwięcznym Amalii pokojowa mianem
Zalecić Jobsa przyrzekła przed panem,
Gdyż się zdolniejszym, niż ów wprzód,
Zdał jej na pierwszy oka rzut.
Jedno spojrzenie, wiadomo, pozwala
Objąć zalety takiego drągala,
Co nic nie robił, tylko tył,
Gdy antecessor163 cherlak164 był.
Tak więc gdy wdała się w to pokojowa,
Wdzięcznymi gesty poparłszy swe słowa,
Rzecz oczywista, iż pan, rad
Umizgom165 takim, dał swe fiat166.
A iżby wszystko było jak należy,
Do swej go raczył dopuścić wieczerzy
I ocierając z wąsów sos
Tak najłaskawiej zabrał głos:
«Ten obowiązek u mnie jest skrybenta:
Na czeladź167 baczyć, na konie, bydlęta,
I wszystko pisać jak i co:
Dochód i rozchód z sumą swą.
Jeżeli Waszmość mnie ukontentujesz168,
Gdy poznam, że swą powinność sprawujesz,
Czterdzieści bitych na rok wam
Dobrych talarów w srebrze dam.
Jeślić te punkty zdają się przystojne169,
Możesz Waść u mnie życie mieć spokojne,
A i to wiedzą sługi me,
Że akcydensik170 trafia się.
Z góry wszelako ostrzegam Waszmości:
Żadnych konszachtów i poufałości
Z mą pokojową nie masz mieć,
Jeśli tu zostać będziesz chcieć.
Twój antecessor (racz mu tam dać, Panie,
Światłość wieczystą i odpoczywanie! )
Lubił umizgi, żarty, i
Więcej wiadomym jest coś mi.
Lecz że to trzmiel był i cherlak w tym względzie,
Machnąłem ręką: niech tam już i będzie! —
Przez szpary patrząc na to, co
Z mą pokojową łączy go.
Dziewczę to, nader przebiegłe i żywe,
Jest aż do zbytku przy tym pożądliwe
I, jak miarkuję171, może chcieć
I z Waścią jakieś szepty mieć.
Pięć lat coś temu, jeśli pamięć służy,
W jednej ją z moich spotkałem podróży;
Tak mnie żywością wzięła swą,
Żem pokojową zrobił ją.
Więcej w tej kwestii, tak mi się więc zdaje,
Mówić mi prawie że nie pozostaje.
Rozumiesz Waszmość, czego chcę:
Zgoda? — To zgoda. Nie? — To nie!»
Jako but głupi byłby nasz Hieronim,
Nic się spodziewać nie można by po nim,
Gdyby warunków pańskich tych
Nie przyjął, dobrych jak i złych.
Więc postąpiwszy na urząd skrybenta,
Bacząc na konie, na czeladź, bydlęta,
I pisząc, co pisanym być
Miało, w tym domu począł żyć.
Przed wszystkim regestr172 uformował długi
I wciągał w niego czeladzi zasługi,
Także co przyniósł pański łów
Albo co ukradł ten czy ów.
Toż i pachciarskie173 wpisywał udoje,
I co adwokat wziął za trudy swoje,
I co pan sędzia ekstra brał,
Gdy wyrok w sprawie dawać miał.
Toż myto174 krawca, cnotliwej Amalii,
Gdy przyszło suknie rozszerzać jej w talii,
Albo gdy która z dworskich krów
Cielę wydała na świat znów.
Toż i felczera175, gdy puszczał od mdłości
Krew pokojowej lub czasu słabości
Ratował; także ile kur
Jaj zniosło — pisał tam, jak mur.
Niemniej gdy przyszło responsować176 listy,
Do których pan sam miał wstręt oczywisty,
Skrybent załatwiał prędko tak,
Jakby responsów miał gdzie sak.
Dla osób słabych w stylu i koncepcie
Jest zacna księga: przy jej więc recepcie
Tak pisał listy Hieronim,
Że nikt w paragon nie szedł z nim.
Wszak od tej pracy dość czasu zbywało,
By jadł, pił, ile strzymać mogło ciało.
A że na miękkich betach spał,
Całe tak życie żyć by chciał.